Opublikowane przez w Historia, Kultura i Sztuka, Szczecinianie.

Niespełna rok po śmierci pierwszego męża Sophie Auguste wyszła za mąż po raz drugi. W Carlu Gotthilfie Tilebeinie znalazła sprzymierzeńca swych ambicji, przyjaciela, adoratora. Przy nim rozkwitła jako kobieta, zdobyła  pozycję towarzyską, stała się światową damą.Część pierwsza artykułu

Pan Tilebein

Carl Gotthilf Tilebein urodził się w Szczecinie 15.04.1760 r. Rodzina Tilebeinów zajmowała się handlem winem, drewnem i zbożem.  Kilkunastoletni Carl Gotthilf odbywał na polecenie ojca liczne podróże, w czasie których uczył się zawodu kupca. Przez 7 lat przebywał w Bordeaux, gdzie poznawał tajemnice uprawy winnej latorośli i winiarstwa. Do Szczecina wrócił w 1784 roku. Początkowo pracował z ojcem, a po jego śmierci w 1787 wraz z mężem siostry, Johannem Tobiasem Pieske prowadził firmę „Tilebein und Comp.”. Był człowiekiem towarzyskim i otwartym, świetnie jeździł konno, lubił polowania. Należał do kręgu bliskich znajomych księżnej Elżbiety brunszwickiej, często towarzyszył jej na spacerach.

Sophie Auguste poznał, gdy była żoną pana Buyrette, gdy owdowiała pomagał jej w zawikłanych sprawach finansowych. Znajomość przerodziła się w miłość. Sophie Auguste i Carl Gotthilf zawarli małżeństwo w kościele Świętej Gertrudy w dniu 31.07.1797 roku. Po skromnym ślubie (od śmierci pierwszego męża nie minął przecież jeszcze rok) młoda para udała się w długą, bo trwającą ponad 11 miesięcy podróż poślubną.

Tour de Europe

Ich podróż poślubna to prawdziwa wyprawa po Europie. Podróżowano powoli, smakując mijane krajobrazy, miasta, państwa, przyglądając się sobie samym, innym ludziom, innym obyczajom. Pierwszym znaczącym etapem podróży był Berlin, gdzie poznali m.in. dyrektora teatru berlińskiego Döbbelina. Być może gościli także u hrabiny Lichtenau, faworyty króla Fryderyka Wilhelma II (i w swoim czasie zwycięskiej rywalki ks. Elżbiety Brunszwickiej), z którą w bardzo dobrych stosunkach była ciotka pani Tilebein.

W zdobywającym sławę uzdrowisku w Dolnej Saksonii, Pyrmont,  Tilebeinowie zażywali kąpieli leczniczych  i zawierali nowe znajomości, m.in. z księciem ks. Louisem Ferdynandem von Hohenzollernem*. Pani Tilebein podziwiała talent muzyczny młodego księcia  i jego wspaniałe improwizacje fortepianowe. Nie była w tym osamotniona, talent Hohenzollerna doceniał sam Ludwig van Beethoven, który zadedykował mu III koncert fortepianowy. W towarzystwie czarującego księcia spędzali wszystkie wieczory. Odpoczynek w kurorcie dał siły do dalszej podróży, której celem był Paryż. Po drodze zawadzili o Rotterdam, który zdaniem Sophie Auguste był „najpiękniejszym miastem Europy” i Brukselę, nazywaną „małym Paryżem”. Tu szczecińska elegantka nabyła słynne brukselskie koronki, bez których „żadna kobieta w Paryżu nie jest szczęśliwa”.

13) Louis Ferdynand. Książę- Kompozytor

Louis Ferdynand. Książę- Kompozytor

Do Paryża przybyli w listopadzie 1797 i zamieszkali w Hotel du Nord, gdzie wynajęli 5-pokojowy apartament. Paryż porewolucyjny zachwycił panią Tilebein. Po okresie jakobińskiego terroru i powszechnej nędzy, nowa, wzbogacona w czasie rewolucji burżuazja odreagowywała szarzyznę manifestując bogactwo i oddając się najbardziej szalonym zabawom. Miasto miało do zaoferowania 12 teatrów, Operę, Komedię, parki publiczne, piękne budowle. Tilebeinowie spędzali czas intensywnie: zwiedzali, bywali, podziwiali i uczyli się. Pani Tilebein brała lekcje włoskiego, gry na gitarze, śpiewu, doskonaliła umiejętności gry na klawesynie i znajomość literatury. Pracowała po 8 godzin dziennie. Resztę czasu małżonkowie  przeznaczali na koncerty, teatry, muzea i galerie. W  Paryżu poznali m.in. młodego architekta, urodzonego w Dąbiu, Friedricha Davida Gilly. Być może udało im się dostać zaproszenie na wieczór do słynnego salonu pani Recamier. Salon Julii Recamier uważany był za najwytworniejszy w Paryżu. Był też salonem szalenie ekskluzywnym, pojawienie się w nim uważano za certyfikat przynależności do towarzyskiego crême de la crême.

13) Madame Recamier

Madame Recamier

W początkach kwietnia 1798 Tilebeinowie opuścili stolicę Francji i udali się do Anglii. Podobnie jak we Francji, panią Tilebein interesowało wszystko: ulice, sklepy, ludzie, teatry (te w porównaniu z paryskimi wypadły jej zdaniem gorzej).  W Anglii pani Tilebein miała podobno do wypełnienia misję: księżna Elżbieta Brunszwicka powierzyła jej list do córki, księżnej Yorku i Albany. Nic bliżej jednak o tej sprawienie nie wiadomo. W liście do ciotki, Sophie Auguste zapewniała, że księżna Yorku jest powszechnie „czczona i uwielbiana”. Po 2 miesiącach pobytu na wyspie Tilebeinowie wrócili na kontynent i rozpoczęli niespieszną podróż do domu.

Życie codzienne  Tilebeinów

Pierwszym problemem, który musieli rozwiązać po powrocie to kwestia wyboru mieszkania: czy rodzinny domu Tilebeinów przy Königsstrasse**  czy dom Buyerretów przy Gross Oderstrasse 3-4. Ponieważ w domu przy Königsstrasse mieszkała też macocha pana Tilebeina i jego owdowiała siostra, zdecydowano się na dom przy Wielkiej Odrzańskiej.

Pani Tilebein zajęła się upiększaniem domu, a pan Tilebein rozwojem swej firmy. Tilebein był rzutkim przedsiębiorcą. Sprowadzał do swych szczecińskich piwnic wina, szampany, burgundy, araki, rumy, likiery. Był też właścicielem spichlerzy na Łasztowni. Prowadzona przez niego działalność wymagała częstych, męczących podróży. Regenerował siły między innymi jeżdżąc na polowania do  podszczecińskich lasów.  Towarzyski pan Tilebein często, nie uprzedzając żony,  przywoził do domu swych przyjaciół i narażał się z tego powodu na jej wyrzuty. Dom Tilebeinów był jednak przede wszystkim domem bardzo gościnnym. Przyjaciół witano chętnie, goszczono ich na herbatkach, wieczorkach kawowych, czy wytwornych kolacjach. Tilebeinowie mieli świetnego kucharza i…znakomity wybór trunków. Nie one jednak były głównym atutem domu: byli nim gospodarze, zawsze serdeczny, choć zapracowany pan i jego urocza i utalentowana małżonka.

Życie codzienne nawet zamożnej pani domu w początkach XIX wieku wymagało sporo pracy i dużej samodyscypliny. Pani Tilebein prowadziła dwa domy: w Szczecinie i w Żelechowej. Miała do dyspozycji kucharza i służbę domową: pokojówki, służbę do cięższych prac, której liczba  zmieniała się w zależności od potrzeb. Personel domu tworzyli też kamerdyner, lokaj pana oraz stangret. Codziennie rano Sophie Auguste musiała wyznaczyć zadania służbie, zadysponować obiad czy inne posiłki zwłaszcza, gdy zaproszeni byli goście. Musiała też dopilnować przygotowania i podania dań. W godzinach porannych wychodziła ze służącą na targ, by obejrzeć kramy, zrobić sprawunki domowe, zakupić potrzebne jej do robótek materiały, nici itp. Co jakiś czas umawiała się z krawcową, która szyła jej nowe suknie i z modystką, u której  zamawiała kapelusze. Do obowiązków pani domu należało też przeprowadzenie co jakiś czas „inwentaryzacji”.  Liczono wówczas cenną porcelanę i przede wszystkim srebra, które miały tę dziwną właściwość, że ginęły po wielkich przyjęciach.  Rewizji poddawano także piwnice, sprawdzając stan butelek win i innych trunków oraz spiżarnię, w której przechowywano mięsa, wędliny i przetwory. Co roku w grudniu zabijano woła lub krowę, a zapeklowane mięso musiało wystarczyć do wiosny.

Dom starano się prowadzić rozważnie, zgodnie z duchem oszczędności zaszczepionym przez surowych hugenotów, przodków pani Tielbein. W żelechowskim domu trzymano konie do powozów i pod wierzch, krowę, świnie i drób. Między obydwoma domami podróżowano często i mimo trudności z powodu kiepskich dróg, chętnie. Zimą do Żelechowej zdarzało się dojeżdżać po zamarzniętej Odrze.  W Żelechowej pan Tilebein przechowywał swój sprzęt myśliwski. Był zawołanym myśliwym, najchętniej polował w lasach Warszewa (Warsow), Żelechowej (Züllchow), Przęsocina (Neuendorf), Golęcina (Frauendorf) i Nowego Warpna (Neuwarp). Sophie Auguste wolny czas poświęcała lekturze, malarstwu, grze na fortepianie i robótkach ręcznych.

Małżeństwo Tilebeinów było bezdzietne. To być może wyjaśnia miłość, z jaką oboje odnosili się do zwierząt.  Pan domu hodował sforę psów myśliwskich, pani papugi i mopsy.

Życie niecodzienne Tilebeinów

Pani Tilebein odnosiła sukcesy towarzyskie. W 1802 do Szczecina przyjechał książę Friedrich Franz von Mecklenburg – Schwerin i zamieszkał w domu Tilebeinów przy Wielkiej Odrzańskiej. Pani domu oddała mu na sypialnię swój własny pokój „różany”. Pobyt księcia był niebywałym honorem dla mieszczańskiej rodziny, ale łączyły się z nim ogromne wydatki, należało bowiem przyjmować na obiadach i kolacjach liczne towarzystwo. Tilebeinowie musieli zatrudnić dodatkowo 3 kucharzy.  Aby wszystkiego należycie dopilnować, spali po 2 godziny. Trudy i wydatki opłaciły się,  państwo Tilebein zyskali opinię najlepszych gospodarzy w mieście. Książę okazał się wdzięcznym gościem, zachwycona

Sophie Auguste pisała, iż na zakończenie wizyty podarował jej kolię z chryzoprazów i małych diamentów i ponad 20 razy powiedział, że nigdy nie czuł się tak szczęśliwy jak wśród nich. Opinia księcia ugruntowała pozycję towarzyską Tilebeinów. Byli teraz zapraszani na przyjęcia i bale do domów arystokratów i urzędników pomorskich, m.in. prezydenta Najwyższego Sądu Krajowego (Oberlandesgerichtspräsident) barona von Recka. Sami również wiele przyjmowali. Na wydawanych przez nich balach bawiło się nawet 150 gości. Tańczono anglezy, walce i kadryle. Małe przyjęcia gromadziły 10-15 osób. W czasie kameralnych spotkań najchętniej dyskutowano i muzykowano.  Stałymi bywalcami wieczorów byli von Ingerslebenowie, von Reckowie, Wiezlowowie, Salingre, jednak pierwszym i najważniejszym gościem była mieszkająca na szczecińskim zamku ks. Elżbieta Brunszwicka.  W czasie przyjęć z angielska zwanych herbacianymi, częstowano gości m.in. pasztetami na zimno i znakomitymi winami.

13) Elisenhöhe

Elisenhöhe

Latem organizowano pikniki na wzgórzu Weinberg, później zwanym Elisenhöhe, a obecnie Wzgórzem Kupały na Golęcinie (Frauendorf). Czas spędzano też na koncertach i przedstawieniach teatralnych. Wydarzeniem towarzyskim i artystycznym była wizyta w Szczecinie dyrektora Królewskiego Teatru w Berlinie Augusta Wilhelma Ifflanda, którego pani Tilebein uważała przede wszystkim za genialnego komika i aktora charakterystycznego, a który do historii teatru niemieckiego  przeszedł przede wszystkim jako propagator sztuk Schillera i Goethego. Może pod wpływem kunsztu Ifflanda pani Tilebein zajęła się sama organizowaniem kółka teatralnego, w którym grywała ambitne role, np. Fedry w sztuce Racine’a.

13) August Wilhelma Iffland – aktor i reżyser

August Wilhelma Iffland – aktor i reżyser

Berliński salon pani Rahel Varnhagen

Potrzebujący stale nowych inspiracji niespokojny umysł pani Tilebein w jej własnej opinii umierał w Szczecinie. Zdecydowała, że 9 miesięcy spędzać będzie w Szczecinie, a 3 w Berlinie. Potrzebowała bliskości źródeł kultury, teatrów, muzeów i rozmów z  wykształconymi ludzmi. Plan pozostał co prawda na papierze, ale w 1805 oboje Tilebeinowie pojechali do Berlina. Zamieszkali w hotelu „Paris”,  zobaczyli się z ciotką Perard, bywali w operze, w teatrach, na koncertach. Odnowili znajomość z  poznanym w Pyrmont ks. Louisem Ferdinandem, nawiązali znajomość z „pięknoduchem” Carlem Gustawem von Brinckmannem, przede wszystkim zaś zaczęli bywać w salonie pani Rahel Varnhagen. Był to najbardziej elegancki salon Berlina, a jego gospodyni to jedna z najbardziej fascynujących osób swoich czasów. W salonie Rahel Varnhagen gromadzili się ludzie tej klasy, co filozofowie Schlegel, Schelling, Schleiermacher, a także Alexander i Wilhelm von Humboldtowie, baron von Brückmann oraz  arystokracja z  księciem Louisem Ferdinandem, który tu  właśnie najchętniej grywał swe kompozycje. Gospodyni była zaprzyjaźniona z  Johannem Wolfgangiem Goethe.

13) Rahel Varnhagen

Rahel Varnhagen

Salon Rahel Varnhagen zrobił na pani Tilebein ogromne wrażenie. Spotkała w nim największe ówczesne niemieckie  umysły, malarzy, kompozytorów. Także sama gospodyni, córka berlińskiego jubilera żydowskiego pochodzenia, bardzo szczeciniance zaimponowała. Pod wpływem spotkania z piękną Rahel zapragnęła zmienić charakter swego salonu. Miał on być nie tylko miejscem spotkań szczecińskich pięknych i bogatych, ale przede wszystkim kuźnią intelektualną i artystyczną. Z takim postanowieniem wracała zapewne do Szczecina. Z realizacją pomysłu musiała jednak poczekać.

Francuzi w Szczecinie

W 1805 zawiązała się kolejna antyfrancuska koalicja. Pani Tilebein interesowała się i Francją i Napoleonem. Cesarza podziwiała, w swym dzienniku pisała: „Co za bohater z tego Bonapartego! Jacyż bohaterowie ci Francuzi! I co za nowa taktyka, której nasi starzy generałowie (…) nie są w stanie się oprzeć!”.

Zwycięstwa Napoleona w wojnie z Prusami wygnały króla Fryderyka Wilhelma III i piękną królową Luizę z Berlina. W marcu 1806 dostojni goście znaleźli się w Szczecinie. Ale już od poprzedniego roku miasto zapełniało się obcymi, pojawili się m.in. Rosjanie, którzy przez Szczecin ciągnęli na pole nieszczęsnej bitwy pod Austerlitz (02.12.1805). Dla pruskich i rosyjskich oficerów wydawano przyjęcia i bale. Również pan Tilebein ku niezadowoleniu małżonki przyjmował przybyszów. Sophie Auguste skarżyła się, że zamienia jej piękny dom w schronisko i bez skrupułów wysyłała męża do wszystkich diabłów. Ostatecznie jednak i jej udzielił się patriotyczny nastrój, przestała liczyć koszty (potężne) tych wszystkich przyjęć i z radością bywała na balach, których gwiazdą była uwielbiana powszechnie prześliczna królowa Luiza. Szczecin godnie czcił pobyt monarszej pary, wydawano przyjęcia i bale: u rosyjskiego konsula przy Pl. Orła Białego (Rossmarkt), w pałacu von Boninów, w Sali Giełdy przy ulicy Bollwerk, w Kasynie na Wielkiej Odrzańskiej 22. Miasto z okazji wizyty Hohenzollernów było iluminowane.

13) Luiza- królowa Prus

Luiza – królowa Prus

Pobyt Fryderyka Wilhelma miał też miły dla Tilebeinów akcent,  mąż Sophie Auguste otrzymał tytuł tajnego radcy handlowego (Geheim Kommerzienrat). To wyróżnienie i królewska łaska bardzo ucieszyły panią Tilebein. Przestała się boczyć na pruską rodzinę monarszą i wychwalać Napoleona. Z tytułu tajnej radczyni był bardzo dumna. Tak bardzo, że nawet prywatne listy zaczęła podpisywać „Frau Geheimrätin”.

13) Fryderyk Wilhelm- król Prus

Fryderyk Wilhelm – król Prus

Tymczasem do Szczecina napływały informacje o kolejnych klęskach armii pruskiej w wojnie z Napoleonem. W dniu 10.10.1806 r. zginął śmiercią żołnierza książę-kompozytor Louis Ferdinand. Pani Tilebein bardzo mocno tę śmierć przeżyła.

Trudne czasy, obecność śmierci skierowały jej uwagę ku filozofii. Tematy filozoficzne poruszać będzie przede wszystkim w listach do barona von Brinckmanna, który stał się jej duchowym przewodnikiem. Ich przyjaźń i korespondencja  przetrwa do jego śmierci w 1847. Tymczasem 26.10.1806 roku komendant szczecińskiej twierdzy, von Romberg poddał miasto dowódcy oddziału kawalerii francuskiej, gen. Lasalle.

Żelechowa – ich miłość

Tilebeinowie od początku swego małżeństwa marzyli o przebudowie żelechowskiego „klejnotu” na ładną, podmiejską rezydencję. Podróże i zebrane w ciągu lat wrażenia ostatecznie zachęciły ich do podjęciach działań związanych z przebudową żelechowskiej posiadłości. Latem 1806 r. odbyła pani Tilebein podróż do Drezna. Po drodze zwiedziła pałac księcia Leopolda Friedricha Franza von Anhalt-Dessau w Wörlitz. Zachwycił ją park w stylu angielskim, gloriety i pełne wdzięku i harmonii niewielkie pałacyki. Zapragnęła mieć coś podobnego w Żelechowej.

13) Pałac w Żelechowie

Pałac w Żelechowie

Podobno pierwsze plany willi Tilebeinów sporządził jeden z największych architektów europejskich, Carl Friedrich Schinkel, którego pani Tilebein poznała w 1806 roku. Nowy żelechowski dom powstał jako budowla w stylu późnego klasycyzmu, trudno jednak powiedzieć, jaki udział w jego projektowaniu miał „królewski architekt”, który od 1809 roku ze Szczecinem był powiązany rodzinnie, ponieważ ożenił się ze szczecinianką, podobnie jak pani Tilebein potomkinią hugenotów, Eleonore Susette Henriette Berger.

13) Biblioteka w Żelechowej

Biblioteka w Żelechowej

Po trzech prawie latach pracy i budowy „zameczek” był gotowy do zamieszkania i przyjmowania gości. Składał się z wielu pokoi i salonów. Był tam gabinet pana domu, pokoje sypialne gospodarzy, garderoby, buduar pani, pokoje dla gości, biblioteka, jadalnia, piękny pokój muzyczny z widokiem na park i rzekę. Dom został umeblowany sprzętami częściowo przewiezionymi z mieszkania szczecińskiego, częściowo nowymi meblami sprowadzonymi z Berlina. Wystrój wnętrz uzupełniły kandelabry z brązu i srebra, wazony z porcelany, ozdobne narzuty na sofy, obrazy zakupione w Dreźnie i Lipsku oraz malowane przez sama panią Tilebein, utalentowaną malarkę-amatorkę.  Na zewnątrz roztaczał się piękny park w angielskim stylu, który schodził aż do Odry. Zimą można było obserwować skutą lodem rzekę, latem żeglujące po niej statki i łódki. Radość z wybudowania i umeblowania pięknego domu mąciły  żądania finansowe władz francuskich, coraz trudniejsze do spełnienia dla biedniejących szczecinian.

13) Salon Pani Tilebein

Salon Pani Tilebein

W zaciszu dworku w Żelechowej

Panowanie francuskie w mieście zakończyło się ostatecznie 05.10.1813 r. Wielbicielka Napoleona sprzed kilku lat, w 1814 zapisała w dzienniku: „Alleluja! Detronizacja Bonapartego!”. Po kilkuletniej okupacji Francuzów na Pomorzu wszyscy mieli dość.

Upływające lata spędzali Tilebeinowie w podróżach: on związanych przede wszystkim w handlem, ona w poszukiwaniu nowych wrażeń i znajomości. Kontynuowano zwyczaje towarzyskie, bywano w Jasienicy u księżnej Elżbiety.

Latem 1820 przybył do Szczecina następca tronu, późniejszy król Fryderyk Wilhelm IV i odbył przejażdżkę statkiem do Golęcina (Frauendorf). Towarzyszył mu tajny radca Tilebein. Radca od kilku lat nie czuł się nie najlepiej, pomimo to nie rezygnował ani z pracy ani ze swej ulubionej rozrywki, polowania. Lubił zwłaszcza zimowe wyprawy myśliwskie. W czasie polowania zimą 1817 doznał jakiegoś nieszczęśliwego wypadku. Od tego czasu zaczęły się problemy zdrowotne, wielogodzinne krwawienia z nosa, kaszel, temperatura. Za radą lekarzy udał się do słynnego uzdrowiska w Karlsbadzie.  W roku 1819 wraz z żoną odwiedził w Berlinie kilku lekarzy, ale choroba  postępowała. W lutym 1819 sporządził testament, w którym ustanawiał żonę generalną spadkobierczynią  swego majątku.

13) Pokój w pałacu w Żelechowej

Pokój w pałacu w Żelechowej

Zmarł 07.07.1820 roku. Pani Tilebein zapisała „mój drogi, ukochany Tilebein zmarł dziś o wpół do 4 rano”. Rozpoczynał się dla niej długi czas wdowieństwa.

Joanna A. Kościelna

* To kompozycję ks. Louisa Ferdynanda, co godzinę biją  dzwony Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche: www.youtube.com/watch?v=lyubabiU1R0
** Obecnie nie istnieje:

– Beethoven Concerto No. 3 – gra  Artur Rubinstein: www.youtube.com/watch?v=FetACZlj0_0

Tekst pochodzi z cyklu „Szczecin w biografii”, który ukazywał się w latach 2010 – 2011 na stronach (nieistniejącego obecnie) portalu stetinum.pl.
Portal sedina.pl dziękuje autorce za udostępnienie tekstu i zgodę na publikację.