Opublikowane przez w Historia, Kultura i Sztuka, Szczecinianie.

Sophie Caroline Auguste Tilebein była z pochodzenia Francuzką. Jej wola, pieniądze i wielkie serce umożliwiały rozwój talentu ludzi klasy Carla Loewe. Pozostawiła po sobie wdzięczną pamięć i fundację, która istnieje i działa do dziś, choć już nie w  Szczecinie. Nie sposób napisać dziejów miasta w I połowie XIX wieku nie wymieniając jej nazwiska.Początki Gminy Francuskiej w Szczecinie

Wydany przez króla Fryderyka Wilhelma I 06.06.1721 roku patent o utworzeniu gminy francuskiej w Szczecinie  zachęcił wygnanych z Francji hugenotów do osiedlania się w mieście. W chwili wydawania dekretu, Szczecin zaledwie od roku należał formalnie do Prus. W 1720 na mocy pokoju sztokholmskiego miasto-twierdzę ostatecznie przekazała Prusom pokonana w wojnie północnej Szwecja. Miasto było słabe, zarówno pod względem demograficznym, jak i gospodarczym. Król sądził, iż napływ francuskich kolonistów po prostu je wzmocni. Pierwszy francuski osadnik, zachęcony królewskim dekretem zawitał do Szczecina już w lipcu 1721 roku, był to Jean Bouveron.

12) Fryderyk Wilhelm I

Fryderyk Wilhelm I

Gmina francuska w mieście rozwijała się szybko: w połowie lat 30. XVIII wieku mieszkało w mieście już 131 rodzin. Początkowo szczecinianie odnosili się do przybyszów bardzo niechętnie, zazdrościli im przywilejów, obawiali się konkurencji, dochodziło między obydwoma grupami do konfliktów, z czasem przybysze wrośli w społeczność miasta, zawierano mieszane małżeństwa, podejmowano wspólnie korzystne przedsięwzięcia handlowe.

Korzenie

Przodkowie pani Tilebein wywodzili się z Francji i Anglii. Jej pradziad, kupiec i bankier Jacques Perard de Martignicourt, został uszlachcony przez króla Polski i Saksonii Augusta III. Ów Jacques ożenił się z Marthee Couliette, z którą miał kilkoro dzieci, w tym urodzonego w 1715 roku w Paryżu syna Jacquesa, dziadka Pani Tilebein. Jacques de Perard jako dorosły człowiek udał się do Prus. Początkowo pełnił funkcję kaznodziei wspólnoty ewangelicko-reformowanej w Gramzow (Uckermarck), a od 1739 roku w Szczecinie. Był dwukrotnie żonaty, z drugą żoną, Marie Margueritte de Claris Florian (urodzoną w Londynie, córką nadwornego kaznodziei królowej Anglii, Pierre de Claris Florian) miał troje dzieci: syna  o imieniu Jacques David Frederic (ur. 28.08.1742), oraz dwie córki: Henriette Louise (17.02.1744) i Sophie Dorothèe (13.10.1747). Jedyny syn pastora, kształcony w szczecińskim gimnazjum (Ratslyzeum), umarł w niewoli austriackiej, do której dostał się ranny, walcząc w szeregach armii króla Prus, Fryderyka II, po bitwie pod Wrocławiem w 1758 roku.

12) akt zgonu pastora de Perard - dziadka Pani Tilebein

Akt zgonu pastora de Perard – dziadka Pani Tilebein

Pastor Jacques de Perard odgrywał ważną rolę w życiu intelektualnym miasta. Z racji znakomitego wykształcenia był członkiem ponadpaństwowej „Republiki Oświeconych”, korespondował z wieloma uczonymi, należał do wielu akademii nauk, od Petersburga po La Rochelle. Z jego inicjatywy powstało w Szczecinie w roku 1742 Towarzystwo Miłośników Prawdy (Societas Alethophilorum Sedinensis, Alethophilischen Gesellschaft), zajmujące się krzewieniem myśli oświeceniowej.  W domu Perardów mówiono, czytano i pisano w kilku językach: po francusku, angielsku, niemiecku i po łacinie. O tym, jak poważne były pasje pastora Peradra świadczy jego biblioteka licząca 10.000 tomów. Osobowość pastora przyciągała innych niebanalnych szczecinian i Pomorzan : w kręgu przyjaciół domu znalazł się na przykład hr. Richard Heinrich von Flemming z Bienic (Benz).

12) akt zgonu Marie Perard - babki Pani Tilebein

Akt zgonu Marie Perard – babki Pani Tilebein

Dziadkowie Pani Tilebein zmarli w odstępie 25 godzin w roku 1766,  Marie Margueritte de Perard zmarła 28.06.1766, pastor 29.06.1766. Ich dwie córki znalazły się w bardzo trudnej sytuacji: rodzice majątku im nie zostawili.

Ciotka

Młodsza z sióstr, Sophie Dorothèe została przygarnięta przez rodzinę bogatego kupca, członka gminy francuskiej,  Isaaca Salingre. Pełniła w jego domu funkcję damy do towarzystwa. Dom rodziny Salingre przy Placu Orła Białego (ówcześnie Rossmarkt) był dość typowym domem bogatego mieszczaństwa, w którym rządziła pani domu. Los sieroty na łaskawym chlebie nie był łatwy, a ponadto pani Salingre miała dość przykry charakter. Lubił natomiast pannę Perard pan Salinger, z którym często grywała w szachy. Obowiązki Sophie Dorothèe polegały na towarzyszeniu córkom państwa Salinger, o których wykształcenie i dobre maniery bardzo dbano. Wysiłek kształcenia dziewczynek opłacił się rodzicom sowicie, ponieważ najstarsza z ich córek, podopieczna panny Perard, Marie Henriette wyszła w 1775 za mąż za hrabiego von Flemming z Bodzęcina (Basenthin). Henriette Louise dość krótko pracowała w domu państwa Salingre, opuściła go z ulgą, stając się damą do towarzystwa pani von Bülow w Berlinie, potem towarzysząc paniom von Arnim i von Malachowski.

Sophie Dorothèe to ukochana ciotka pani Tilebein, kobieta rozumna i  wykształcona, utalentowana kompozytorka i pisarka.

12) akt urodzenia Sophie Dorothee Perard - ciotka Pani Tilebein

Akt urodzenia Sophie Dorothee Perard – ciotka Pani Tilebein

Matka

Starsza z córek pastora Perarda, Henriette Louise, trafiła po śmierci rodziców do rodziny w Hanowerze. Tu poznała swego przyszłego męża, Filipa Henryka (Philippe Henri) Pepin, za którego wyszła za mąż w roku 1769. Pan Pepin urodził się w Anglii, a w Hanowerze pełnił obowiązki nauczyciela domowego i chyba tak poznał swą przyszłą żonę. W roku małżeństwa został profesorem na Uniwersytecie w Getyndze (Göttingen). Pomimo francuskiego pochodzenia uważał się za Anglika i w życiu i w korespondencji najchętniej posługiwał się językiem angielskim.

W Getyndze urodziło się państwu Pepin dwoje dzieci: syn Guillaume Henri (1770-1771) i córka Sophie Caroline Auguste (20.12.1771). Pani Pepin umarła w trzy tygodnie po urodzeniu córeczki, 15.01.1772 roku. Filip Henryk Pepin śmierć żony przypłacił ciężką depresją. Nigdy się powtórnie nie ożenił.

12) akt urodzenia Henriette Louise Perard - matki Pani Tilebein

Akt urodzenia Henriette Louise Perard – matki Pani Tilebein

Dzieciństwo i młodość

Sophie Caroline Auguste Pepin była uroczym dzieckiem: pogodnym, inteligentnym, obdarzonym przez naturę wieloma talentami, które ojciec starał się rozwijać. Była też uderzająco podobna do matki. Ojciec kochał ją bardzo, ale nie był w stanie podołać wszystkim obowiązkom, dlatego też dziecko było wychowywane przez krewnych matki, przede wszystkim pastora Armanda z Hanoweru. Sophie Caroline uczona była podstaw geografii, botaniki, religii, literatury, języków, gry na klawesynie i śpiewu. Edukację uzupełnił pobyt na pensji. Dziewczynkę wychowywano w duchu kalwińskim, ale do konfirmacji przystąpiła w kościele luterańskim. Mimo tego, że otaczała  ją troska i miłość dotkliwie odczuwała brak matki, na co uskarżała się w listach do przyjaciół nawet jako dorosła kobieta.

Ojczyznę matki,  Pomorze, zobaczyła po raz pierwszy na przełomie lat 1786/1787. Przyjechała wówczas na zaproszenie ciotki, Sophie Dorothèe Perard, pełniącej obowiązki wychowawczyni dzieci swej byłej podopiecznej, hrabiny von Flemming z domu Salingre, w pałacu w  Bodzęcinie (Basenthin). Ciotka wprowadziła Sophie Caroline do towarzystwa.  Piękna i utalentowana szesnastolatka zdobyła je szturmem; podziwiano jej bystry umysł, wdzięk i niebanalną urodę. Sophie Dorothèe Perard otoczyła siostrzenicę miłością i ciepłem, które ona odpłaciła serdecznym przywiązaniem, nazywając ciocię swą „drugą matką”. Pomorskie wakacje zakończyły się po kilku miesiącach. Sophie Caroline wróciła do ojca, z którym pojechała do Berlina, a następnie do Paryża.

12) autoportret

Autoportret

Madame Buyrette

W 1790 Sophie Caroline Auguste Pepin wyszła za mąż za szczecińskiego kupca Jeana Rodolpha Buyrette. Trudno powiedzieć, co połączyło 55-letniego mężczyznę z dziewiętnastoletnią profesorówną. Może była to po prostu miłość? Poznali się najprawdopodobniej w domu państwa Salingre, podczas pierwszego pobytu panny Pepin w Szczecinie. Rodzina męża należała do najzamożniejszych w mieście. Ich majątek pochodził z handlu drewnem i winem, budowy statków oraz własnego przedsiębiorstwa  żeglugowego. Nowy dom Sophie Caroline Auguste mieścił się na Grosse Oderstrasse (ulica Wielka Odrzańska).

Pan Buyrette był miłośnikiem przyrody, z młodą żoną chętnie jeździł na wycieczki poza miasto. Być może w trakcie takich przejażdżek zwrócili oboje uwagę na piękno wzgórza nadodrzańskiego we wsi Żelechowa (Züllchow) i zakupili stojącą tam chatkę zagrodnika. Posiadanie pozamiejskich rezydencji, pałacyków czy po prostu domów stawało się bardzo modne w świecie szczecińskiego mieszczaństwa. Modę na takie wilegiatury wprowadzała księżna Elżbieta Brunszwicka, kupując dawny klasztor w Jasienicy. Posiadanie podmiejskiego, letniego domu było nie tylko luksusową przyjemnością, ale też koniecznością: Szczecin był zamkniętą twierdzą i życie w nim, zwłaszcza latem, oznaczało narażanie się na niezliczone niedogodności.

12) widok na dolinę Odry

Widok na dolinę Odry

Żelechowa (Züllchow)

Państwo  Buyrette uwielbiali swą żelechowską chatkę. Młoda pani nazywała domek „klejnotem” i obiecywała sobie zrobić z niego prawdziwe dzieło sztuki. Takie były początki słynnego „zameczku w Żelechowej”.

Kupiony przez małżonków domek wymagał przebudowy. To, co zachwycało od razu, to jego położenie: na wysokim brzegu z pięknym widokiem na rozlewiska Odry i jezioro Dąbskie.  A poza tym pola, ogrody, łąki, cisza i spokój… Czarowi tego miejsca nikt wówczas nie był w stanie się oprzeć. Nowy nabytek Buyrette’ów mieścił się między Dorfstrasse (potem Schloßstrasse, obecnie ulica Robotnicza) a Mühlenweg (potem Gartenstrasse, obecnie ulica Zgorzelecka).

Remont i przebudowa opóźniały się wskutek problemów finansowych pana Buyrette. Wojny przeciw rewolucyjnej Francji załamały  handel  europejski, co odczuły nawet szczecińskie firmy.

Pomimo kłopotów finansowych pani Buyrette udzielała się towarzysko: na organizowanych w domu przy Gross Oderstrasse herbatkach grała, śpiewała, tańczyła (szczególnie pięknie kadryla). Ceniono jej gościnność, wytworne maniery, umiejętności towarzyskie.  Powszechnie i z sympatią nazywano ją „Pepinette”. To radosne, uporządkowane życie zburzyła nagła śmierć męża 01.10.1796 r. Pan Buyrette, człowiek wielkiego serca i cnót, nie zostawił wielkiego spadku, najcenniejszym był „klejnot” w Żelechowej.

   12) kościół zamkowy św. Ottona

 Kościół zamkowy św. Ottona

Tekst pochodzi z cyklu „Szczecin w biografii”, który ukazywał się w latach 2010 – 2011 na stronach (nieistniejącego obecnie) portalu stetinum.pl.
Portal sedina.pl dziękuje autorce za udostępnienie tekstu i zgodę na publikację.