Opublikowane przez w Architektura i Urbanistyka, Historia, Kultura i Sztuka, Szczecinianie.

Wczesnym marcowym rankiem 1572 r. wchodzącym do komnaty kanclerza Jacoba von Zitzewitz ukazał się straszny widok: na wypełnionym krwią łożu spoczywał ich pan, w rany na szyi ciągle jeszcze strumykiem płynęła krew…

Jacob von Zitzewitz pochodził z rodu, którego uchwytne w dokumentach początki sięgają XIV wieku. Za protoplastę uważa się Kutzekę de Zanow, którego lenna znajdowały się w ziemi słupskiej. Potomkowie pana de Zanow zdobyli znaczne majętności i ród stał się jednym z najważniejszych domów Pomorza.

9) Herb rodu von Zitzewitz

Herb rodu von Zitzewitz

Data urodzenia przyszłego kanclerza księstwa pomorskiego nie jest znana, przyjmuje się, że wydarzenie to miało miejsce w roku 1507, w starym rodowym dworze w Motarzynie (Muttrin). Jacob był najmłodszym z 3 synów doradcy księcia Bogusława X, Jaspara von Zitzewitz i jego małżonki Pelaginy von Münchow. Dzieciństwo spędził w domu rodziców. W wieku 15 lat został wysłany w wielką europejską podróż. Takie wojaże połączone ze studiami na różnych uniwersytetach, pobytami na świetnych dworach wielkich ówczesnego świata uznawano wówczas za niezbędny element edukacji oraz przygotowanie do dalszej kariery. Osobliwością podróży młodego Zitzewitza było jednak to, że trwała ona aż 17 lat. W ciągu tego czasu młody Pomorzanin odwiedził różne kraje niemieckie, Francję, Włochy. Nie zachowały się informacje o jego studiach, poza jedną wzmianką: wpisem do matrykuły studentów uniwersytetu w Wittenberdze w roku 1530: „Jacobus Czitzewitz Stolpenisis/Jakub Zitzewitz, słupczanin”. Podobno w tym też czasie poznał Lutra i to spotkanie naznaczyło jego dalsze życie: był człowiekiem bardzo religijnym, poważnie traktującym Boże przykazania.

Na Pomorze wrócił Jacob dopiero w 1539 roku, 9 lat po śmierci ojca.

9) herb - avatar

Vivere militare est
(Seneka)
Życie jest walką.

Koneksje rodzinne oraz świetne wykształcenie i znajomości, jakie poczynił w trakcie długich lat wędrówki i nauki, czyniły z niego atrakcyjnego współpracownika pomorskich władców. Nie powinno więc dziwić, że szybko otrzymał ofertę współpracy ze strony księcia Barnima IX (XI). Chyba jednak nie wszystko się między władcą a młodym doradcą układało, skoro po roku Zitzewitz przeszedł na służbę księcia wołogoskiego Filipa I.

9) Barnim XI

 Barnim XI

Pomorze, na które po 17 latach nieobecności powrócił, było inne od tego, które znał jako chłopiec. W 1523 zmarł Bogusław X, jego następcy Jerzy I i Baranim XI początkowo współrządzili państwem (1523-1531), jednak po śmierci księcia Jerzego, na mocy układu zawartego w 1532, Pomorze zostało podzielone na dwa księstwa: szczecińskie, gdzie panował Barnim i wołogoskie, w którym rządził Filip I, syn Jerzego. Odpowiadało to ambicjom Gryfitów, ale bez wątpienia osłabiało Pomorze na arenie międzynarodowej. Status Pomorza w obrębie Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego także uległ w tym czasie zmianie: z lenna Brandenburgii stało się Pomorze na mocy układu z 1529 w Grimnitz bezpośrednim lennem cesarskim, co było politycznym awansem. Pomorskie ziemie były też widownią religijnych niepokojów. W 1534 na sejmie w Trzebiatowie książęta Baranim IX i Filip I, wbrew stanowisku szlachty, ogłosili publicznie swój akces do luteranizmu i utworzenie kościoła państwowego. Pomorze stawało się kolejnym państwem luterańskim, a to nieuchronnie wikłało je w konflikt z wiernym papieżowi cesarzem. A i w samym księstwie nowe porządki religijne oznaczały waśnie i konflikty.

9) Filip I

Filip I

Świat, do którego wrócił młody Zitzwitz daleki był od idyllicznych wspomnień. Wymagał pracy nad stworzeniem nowego ładu.

Pulchrum eminere est inter illustres viros, consulere patriae, parcere afflictis…
(Seneka)
Piękna to rzecz wyróżniać się wśród innych mężów, wspomagać ojczyznę, chronić uciśnionych…

Tak zapewne widział swe zadania Jacob von Zitzewitz, gdy 21 września 1546 obejmował z woli swego księcia urząd kanclerza. Zakres obowiązków wynikających z pełnienia tej funkcji był ogromny: musiał czuwać nad polityką zagraniczną, reprezentować państwo w kontaktach międzynarodowych, dbać o wychowanie i wykształcenie synów księcia, uczestniczyć w posiedzeniach rady książęcej, wydawać wyroki w sprawach dotyczących dworzan, kontrolować urzędników, towarzyszyć księciu w objazdach kraju, negocjować ze stanami pomorskimi, dbać o organizujący się kościół luterański. To tylko najważniejsze z zadań, jakie spadły na barki nowego kanclerza.

W tym samym roku, 1546, ożenił się z Barbarą von Blankenburg. Z Barbarą będzie miał kilkoro dzieci: dwóch synów, Jacoba i Joachima oraz córki. Z okazji ślubu książę podniósł uposażenie kanclerza: obok 150 guldenów rocznie i utrzymania na zamku książęcym miał dodatkowo otrzymywać: 1 woła, 5 świń, 13 jagniąt, dzika, łaszt zboża, 4 beczki piwa, beczkę wina, pół beczki śledzi, 50 guldenów na korzenie, świeże mięso: cielęcinę, baraninę, kury, gęsi oraz jaja, masło, ryby a także 30 guldenów na opał. Miał też prawo do pięciotygodniowego urlopu w ciągu roku.

Wkrótce okazało się, że kanclerz wart jest każdego książęcego guldena.

Nemo regere potest nisi qui et regi.
(Seneka)
Tylko ten umie rządzić, kto umie być posłusznym władzy.

W toczącej się wojnie księstw protestanckich z cesarzem, pomorscy książęta wsparli szeregi jego wrogów. W 1547 w bitwie pod Mühlbergiem wojska cesarza Karola V pokonały protestantów. Zitzewitzowi, który był niechętny angażowaniu się przeciw cesarzowi, przypadł w udziale karkołomny obowiązek przebłagania suwerena. Sprawa była niezwykle trudna, ponieważ Karol V groził Gryfitom odebraniem Pomorza. Kanclerz rozwinął wielką ofensywę dyplomatyczną, w którą zaangażował nawet dyplomację polską. Ostatecznie groźba utraty Pomorza została zażegnana. Pomorscy książęta musieli zapłaci jednak wielką karę pieniężną, 90 tysięcy guldenów. Trud zebrania i dostarczenia ogromnej kwoty do cesarskiego skarbca zrzucono na barki Jacoba.

W następnych latach próbował reformować państwo pomorskie. Był zajęty poprawą administracji, nowymi rozporządzeniami dotyczącymi spraw menniczych, przepisów policyjnych, oraz związanych z wymiarem sprawiedliwości (sądownictwem) stosownie do uchwał Sejmu Rzeszy (Reichstagu). Efekty jego pracy były dość mizerne, ponieważ nie otrzymał wsparcia księcia przeciw oporowi szlachty niechętnej nowym zarządzeniom. Z sukcesem udało mu się jedynie przeprowadzić regulację stosunków kościelnych. Wobec rosnących trudności w 1552 poprosił księcia Filipa I o dymisję, której mu odmówiono.

Non est viri timere sudorem
(Seneka)
Nie przystoi mężczyźnie bać się ciężkiej pracy

W latach 50. XVI wieku coraz mocniej zaprzątała uwagę wszystkich polityków Północy kwestia ziem należących do Zakonu Kawalerów Mieczowych – Inflant. Jacob von Zitzewitz uznał, że również pomorska racja stanu nakazuje uczestniczyć w wydarzeniach związanych z grą o Inflanty. Uważał, że w narastającym konflikcie, który ostatecznie przerodził się w tak zwaną I wojnę północną (1563-1570), księstwa pomorskie powinny wspierać Polskę. Tak doradzał na sejmie (Landtagu) pomorskim w roku 1567. A kiedy król polski Zygmunt II August zwrócił się do domu bankierskiego Loitzów z prośbą o ogromną pożyczkę na cele wojny i na budowę bałtyckiej floty, Jacob von Zitzewitz zaangażował nie tylko swój wielki autorytet i wpływy, aby polski władca te pieniądze otrzymał, ale także sam ze swej kasy wyłożył około 15 tysięcy talarów. „Polska pożyczka” była pierwszym z dwóch największych błędów, jakie popełnił.

Równolegle uczestniczył aktywnie w przesileniu politycznym, jakie miało miejsce w księstwach pomorskich: oto stary książę Baranim IX (XI) w kwietniu 1569 roku postanowił zrzec się władzy na korzyść bratanka, księcia Jana Fryderyka, ten zaś z kolei swoje księstwo wołogoskie przekazał młodszemu bratu Ernestowi Ludwikowi. Dla kanclerza księstwa wologoskiego, Jacoba von Zitzewitza oznaczało to zmianę władcy. Ernest Ludwik, zwany Pięknym był człowiekiem trudnym, skąpymi, małostkowym i niestałym (jak bardzo niestałym, przekonała się o tym także najsłynniejsza pomorska szlachcianka, tragiczna Sydonia von Borcke). Kanclerz Zitzewitz nie widząc możliwości współpracy z młodym panem, wypowiedział mu swą służbę i przeniósł się na dwór Jana Fryderyka do Szczecina. W Erneście Ludwiku zyskał groźnego i mściwego wroga.

Non est ad astra mollis e terris via
(Seneka)
Nie ma łatwej drogi z ziemi do gwiazd…

Trudny rok 1569 odbił się poważnie na zdrowiu kanclerza: nowy rok przywitał chory. Obowiązki nie pozwoliły mu jednak odpocząć: musiał zająć się urządzaniem szczecińskiego dworu Jana Fryderyka, na nowo organizować doradców, ponieważ tych najbardziej doświadczonych Barnim IX (XI) zatrzymał przy sobie na zamku w Oderburgu (Grabowo). Jego osobistego udziału wymagały też sprawy wielkiej polityki: wymęczone wojną północną strony z życzliwością przyjęły mediację Jacoba von Zitzewitza i zgodziły się na jego propozycję spotkania się na kongresie pokojowym w Szczecinie. Było to największe zwycięstwo polityki pomorskiej tego czasu i Jacob zapragnął wykorzystać je do nadania politycznego znaczenia i blasku swej ojczyźnie. Kongres szczeciński w jego zamyśle miał nie tylko przyczynić się do rozwiązania sporu o Inflanty, ale olśnić zaproszone delegacje.

9) Jan Fryderyk

Jan Fryderyk

Non capit regnum duos…
(Seneka)
Nie ma na tronie miejsca dla dwóch…

… tak być może pomyślał nawet lojalny dotąd Jan Fryderyk. Kanclerz stawał się politykiem zbyt samodzielnym. Przerażały pomorskich książąt jego plany, horyzonty, niespożyta energia. Świetne przedsięwzięcie, które mogło dać wiele pomorskim księstwom, od początku było torpedowanie przez nich, przez pomorskich władców. Gdy do Szczecina przybyła delegacja cesarza Maksymiliana witał ją nie Jan Fryderyk, ale kanclerz. Księcia w Szczecinie nie było. Zitzewitzowi brakowało pieniędzy na utrzymanie dostojnych gości, robił jednak wszystko, aby dyplomaci byli zadowoleni: mimo złego stanu zdrowia uczestniczył w obradach, na stoły gości przekazał własne zastawy, komnaty przez nich zajęte polecił przyozdobić gobelinami, dywanami i meblami ściągniętymi z własnych dworów. Ze swoich folwarków nakazał słać do szczecińskiego zamku żywność i piwo. Gdy wreszcie do Szczecina ściągnąć raczył, Jan Fryderyk zadbał wraz z radą miasta o przygotowanie uroczystego wjazdu i wydanie świetnej uczty.

Kongres był bez wątpienia sukcesem von Zitzewitza: historycy mówią, że wszystkie podpisane układy miały formę, jaką on zaproponował. Jest to świadectwem wielkiej sprawności politycznej, ale i zaufania, jakim obdarzyli pomorskiego kanclerza zaprawieni politycznych rozgrywkach dyplomaci cesarza, królów Polski, Szwecji, Danii i cara Moskwy.

Sukces był jednak zbyt wielki. Jacob zyskał międzynarodowe zaufanie i… jeszcze więcej wrogów na Pomorzu. Czy zdawał sobie sprawę z rozmiarów zawiści, jaką budził? Chyba nie.

Zaraz po zakończeniu kongresu, przepracowany, zachorował obłożnie, ale już po kilku tygodniach musiał wrócić do zwykłych zajęć. I do nowego projektu, który zrodził się w jego głowie. I na jego nieszczęście.

Non intrat umquam regium limen fides
(Seneka)
Wierność nigdy nie gości w progach królewskiego pałacu…

Pierwszą sprawą, z którą musiał się zmierzyć, była sprawa „polskiej pożyczki”. Zygmunt August otrzymał 100 tysięcy talarów zebranych przez dom bankowy Loitzów, pożyczkę zmarnował na kochanki i szarlatanów, a pieniędzy na jej spłatę nie miał. Cała nienawiść wierzycieli, którzy stracili ogromne pieniądze, a były nimi miasta pomorskie, pomorska szlachta i oczywiście Loitzowie, skupiła się na kanclerzu. Od niego domagano się interwencji u Zygmunta Augusta, przypomnienia mu o zaciągniętym długu. Zitzewitz napisał ostry list do wojewody pomorskiego Jana Kostki. List nie przyniósł jednak żadnych efektów. Polska szlachta nie zamierzała zajmować się długiem władcy. Nienawidzący kanclerza Ernest Ludwik podsycał niepokoje i pretensje, Jan Fryderyk też starał się całą winą za konsekwencje nieuczciwości i niefrasobliwości Zygmunta II Augusta obarczyć kanclerza.

W tak złej atmosferze Jacob von Zitzewitz rozpoczął swą, jak się okazało, ostatnią wielką grę dyplomatyczną. Pragnął wydać za mąż księżniczkę Małgorzatę, siostrę obu pomorskich władców. Wymarzył sobie na jej męża króla Danii Fryderyka II. Duński mariaż podniósłby jeszcze prestiż Pomorza, a i jemu przyniósł polityczne korzyści.

9) Fryderyk II, król Danii

Fryderyk II, król Danii

W roli swata występował już w przeszłości kilkakrotnie: wydał za mąż prawie wszystkie córki księcia Barnima IX(XI); żadne z małżeństw nie było jednak tak świetne, jak to zamierzone. Zgodnie z obyczajem, po wstępnych rozmowach przesłano na kopenhaski dwór portret księżniczki. Królowi Danii to nie wystarczyło, zapragnął osobiście poznać przyszłą żonę. Choć życzenie było niesłychane, nietaktowne, może nawet grubiańskie, w Szczecinie postanowiono, że Małgorzata jednak pojedzie na spotkanie z Fryderykiem. Zitzewitz polecił zakupić w Lipsku bezcenne klejnoty, wspaniałe szaty, by księżniczka jak najatrakcyjniej zaprezentowała się przeszłemu mężowi. Pięknie rozwijający się projekt zakończył się nieoczekiwanie katastrofą i wielkim skandalem.

Fryderyk II spotkał się z Małgorzatą i towarzyszącymi jej krewnymi, księżną Elżbietą i jej mężem księciem Ulrykiem Meklemburskim w Nykøbing, listopadzie 1571 roku. Spotkanie miało nieoczekiwany przebieg: Duńczyk zupełnie zlekceważył pomorską damę i cały czas asystował jej meklemburskiej kuzynce, 14-letniej Zofii, która wraz z rodzicami towarzyszyła Małgorzacie. W styczniu 1572 do Szczecina posłaniec przywiózł list, w którym król w gładkich słowach opisywał jak bardzo ceni i szanuje księżniczkę, ale pokochać jej nie jest w stanie.

9) Zofia Meklemburska

Zofia Meklemburska

Niedługo potem gruchnęła wieść, iż duński władca żeni się z Zofią meklemburską.

Na zamku rozpętało się piekło.

Cum sperat ira sanguinem, nescit tegi…
(Seneka)
Nie umie się już maskować wściekłość wietrząca zapach krwi…

Wrogowie kanclerza przystąpili do frontalnego ataku. Wypominano mu bankructwo tych, którzy udzielili pożyczki Zygmuntowi Augustowi. Na jego głowę spadł gniew książąt oburzonych decyzją Duńczyka i żałujących wydanych na stroje Małgorzaty sum. Wymawiano kanclerzowi, nie bez racji, iż naraził Małgorzatę na wstyd i upokorzenie. W dniu 8 marca 1572 na zamku w Szczecinie z kanclerzem spotkali się przedstawiciele obu książąt: Ernesta Ludwika i Jana Fryderyka… O czym mówiono? Nie wiadomo. Musiały paść słowa tak twarde i straszne, że po ich usłyszeniu kanclerz nie miał siły dalej żyć.

9) Ernest Ludwik

Ernest Ludwik

Wielogodzinne spotkanie zakończyło się około 5 po południu. Zanim Jacob von Zitzewitz wrócił do swojej kwatery, która mieściła się w pobliżu zamku, na ulicy Kuśnierskiej, odesłał służbę i spotkał się z pastorem. Po powrocie do domu udał się wcześniej, niż to miał w zwyczaju, na spoczynek. Koło północy służbę zbudziły dobiegające zza drzwi jego komnaty głośne modlitwy. Ponieważ nic więcej się nie działo, dworzanie poszli spać. W tym czasie Jacob von Zitzewitz zamknął drzwi na klucz i nożem podciął sobie gardło. Miał jeszcze tyle siły, by ułożyć się w łożu.

Przed świtem następnego dnia młody dworzanin, von Puttkamer, usiłował, jak to było w zwyczaju, wejść do komnaty kanclerza, ale nie mógł otworzyć drzwi. Głośno zawołał. Odpowiedzią była cisza. Zaniepokojony pobiegł po innych. Wspólnie postanowili posłać po ślusarza, który otworzył zamek. Wchodzącym ukazał się straszny widok: na wypełnionym krwią łożu spoczywał ich pan, w rany na szyi ciągle jeszcze strumykiem płynęła krew…

Wieść o śmierci potężnego kanclerza rozniosła się niczym ogień. Do jego izby przybyli pospiesznie urzędnicy książęcy, uczestnicy nieszczęsnej narady, marszałek dworu Christian von Manteuffel, a także Henning von Wolde, Georg Rammel, Caspar Zandern, bratanek Jaspar von Zitzewitz. Na krwawiącą ranę na szyi narzucono kawałek lnianego płótna.

Na stole leżał pożegnalny list, na podłodze przy łożu nóż…

Non est gemendus nec gravi urgendus prece, virtute quisquis abstulit fatis iter…
(Seneka)
Tego, kto własnym męstwem zamknął drogę przeznaczeniu, nie trzeba opłakiwać ani ścigać smutną modlitwą…

10 marca 1572 roku po uroczystym nabożeństwie, w którym uczestniczył cały dwór i książę Jan Fryderyk, ciało zmarłego pochowano w kościele Mariackim.

Nec quicquam pulchrius existimo quam in summo fastigio collocatos multarum rerum veniam dare, nullius petere…
(Seneka)
Nie widzę nic wspanialszego niż to, że ludzie wyniesieni do najwyższych godności umieją wybaczać wiele, a sami nie szukają żadnego wybaczenia…

Był politykiem europejskiego formatu, człowiekiem rzadkich przymiotów moralnych i intelektualnych, zatroskanym o swą pomorską ojczyznę. Nigdy nie żałował dla niej trudów, zdrowia, własnych pieniędzy. Dumę i honor postawił ponad wszystko. Nawet ponad własne zbawienie, co było najwyższą dla tego bardzo żarliwego luteranina ofiarą.

Nie zostawił łatwego dziedzictwa: jego znaczny majątek rozgrabili wierzyciele. Potomkowie, aby spłacić zobowiązania, musieli sprzedać wszystkie wartościowe przedmioty.

A książęta, którzy tyle kanclerzowi zawdzięczali? Książęta zadziwili świat niewdzięcznością.

Joanna A. Kościelna

  1. Z. Boras, Jakub von Zitzewitz jako mąż stanu i dyplomata, Pogranicza, 4/1997,
  2. M. von Stojentin, Jacob von Zitzewitz, w: Baltische Studien, NF, Band 1 (1897): http://digibib.ub.uni-greifswald.de/download/eBook_Baltische-Studien-NF_1897.pdf
  3. http://de.wikipedia.org/wiki/Jacob_von_Zitzewitz
  4. Paul Douglas Lockhart, Frederic II and the Protestant cause: Denmark’s role in the Wars of Religion, 1559-1596, Leiden 2004, strona 102.http://books.google.pl/books?id=PTJgzidcXNkC&pg=PA102&dq=jacob+von+zitzewitz#v=onepage&q=jacob%20von%20zitzewitz&f=false
  5. Łacińskie cytaty i polskie tłumaczenia z dzieł Seneki: http://www.scribd.com/doc/2072988/Seneka-Myli

 Tekst pochodzi z cyklu „Szczecin w biografii”, który ukazywał się w latach 2010 – 2011 na stronach (nieistniejącego obecnie) portalu stetinum.pl.
Portal sedina.pl dziękuje autorce za udostępnienie tekstu i zgodę na publikację.