Opublikowane przez w Historia, Miejsca, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Sołectw jest 11. Znajdują się na obrzeżu miasta, noszą miano dzielnic peryferyjnych. Ich mieszkańcom nie zawsze mieszka się tam łatwo, nie zawsze odnoszą wrażenie, że należą do wielkiego Szczecina. Ktoś powiedział, że duża odległość od centrum czyni ich problemy równie odległymi. I miał w tym sporo racji.

Kilka miesięcy temu zamieściliśmy kilkanaście artykułów poświęconych szczecińskim sołectwom, przeprowadziliśmy wiele rozmów z przedstawicielami wydziałów Urzędu Miejskiego. Usłyszeliśmy o planach, perspektywach, były obietnice, zapewnienia.

Jak dotąd tylko obietnice (Sołectwa — to też miasto!)

Minęło sporo czasu i można rzec, że w sołectwach jest bez zmian. Nie doszło do spotkania mieszkańców z przedstawicielami DRMS. Informacja o planach zagospodarowania przestrzennego sołectw nadal jest bardzo skąpa. Nie wyszło nic z roboczych spotkań z samorządami mieszkańców. Na konkurs „Cały Szczecin w kwiatach” wpłynęły 22 zgłoszenia posesji (najwięcej, bo aż 9 ze Śmierdnicy) ze szczecińskich sołectw). Lecz nie ma ani jednego zgłoszenia sołectwa jako całej dzielnicy. A dzięki pracy i zaangażowaniu mieszkańców można by wiele zrobić, a przede wszystkim zaprowadzić trochę ładu wokół posesji, na publicznych placach, ciągach pieszych. Kto ma się jednak podjąć koordynacji tych prac? Nawet bardzo częste wizyty Miejskiej Służby Porządkowej będą tylko dopingiem tymczasowym.

Jest też zjawisko inne, demobilizująco działające, a mianowicie opieszałość w podejmowaniu urzędowych decyzji. Dla przykładu budynki-rudery, które od lat nadają się tylko do rozbiórki, stoją nadal szpecąc otoczenie (Skolwin, Śmierdnica, Klęskowo). Poprawienie nawierzchni kawałka ulicy Topolowej w Jezierzycach i urządzenie prowizorycznej pętli, aby mógł dojeżdżać autobus — urasta do rangi wielkiej inwestycji, przekładanej z roku na rok.

Najbardziej poszkodowane są dzieci, które muszą kilka kilometrów wędrować do szkoły w Śmierdnicy. Zaniedbany budynek szkolny po latach doczekał się remontu (kiedy będzie budowany nowy dla trzech sołectw? — Nikt nie wie). Dobrze byłoby w czasie prac remontowych, wygospodarować pomieszczenie na wydawanie uczniom szklanki mleka, bądź herbaty.

Kolejną sprawą nękającą mieszkańców sołectw są rozpoczęte i nie zakończone remonty. Utrapieniem są rozkopane i zniszczone drogi na Gumieńcach, fatalne nawierzchnie dróg w Glinkach, Skolwinie, na Krzekowie. Mieszkańcy narzekają na trudności w nabywaniu podstawowych artykułów spożywczych i gospodarczych, na brak zakładów usługowych. A tymczasem kuleje budowa pawilonu w Wielgowie, w Płoni trzeci rok — zamiast sklepu — sterczą stalowe konstrukcje, w Osowie do 1985 roku nie przewiduje się budowy pawilonu handlowego.

Paradoksem jest to, że mieszkańcy sołectw nie bardzo mają gdzie i komu powiedzieć o swoich kłopotach i bolączkach. Najczęściej kierują je do Wydziału Rolnictwa UM, lecz kompetencje tego wydziału nie są tak szerokie. Ba, od spraw sołectw wszyscy stronią.

Czy w tej sytuacji nie byłoby słuszne przydzielić sołectwa jednemu z wydziałów UM?

Trudno się zgodzić na podział: centrum i „reszta”. Dzielnice peryferyjne ze względu na wieloletnie zaniedbania wymagają więcej troski i zachodu niż otrzymywały dotychczas. Liczymy więc, że nareszcie zostanie opracowany kompleksowy program pomocy sołectwom, że będzie on konsekwentnie realizowany.

(KMP)

Głos Szczeciński, 17 lipca 1979