Opublikowane przez w Historia, Miejsca, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Rolniczy charakter peryferyjnych dzielnic Szczecina zdecydował o tym, że na tych terenach utworzono sołectwa reprezentowane przez sołtysów, przedstawicieli najniższego szczebla administracji państwowej. Takich sołectw jest 11: Glinki, Gumieńce, Jezierzyce, Klęskowo, Krzekowo, Osów, Płonia, Skolwin, Śmierdnica, Warszewo i Wielgowo.

W cyklicznych artykułach będziemy się zajmowali problemami tych dzielnic i ich mieszkańców. Tereny te, mimo że leżą w obrębie granic wielkiego Szczecina, ciągle sprawiają wrażenie bardzo odległych, zapomnianych…

Sołtysi wielkiego Szczecina – Osów bez os

Działkowicze wysiedli przy „Skarbówce”. Prawie pusty autobus pojechał dalej. Na brukowanym placu zrobił rundę i stanął. Osów niewielka osada położona na wzgórzach, wciśniętych  w Las Arkoński. Po dzikich osach, która miały tu liczne gniazda pozostała nazwa. To brzmienie jest prawidłowe. A skąd się wzięło Osowo? Po prostu z łatwiejszej potocznej wymowy.

Cicho, na pierwszy rzut oka nawet sielsko. Ot, pomorska wieś skąpana w promieniach październikowego słońca. Mieszkańcy jednak strasznie się oburzają na taką degradację, osady. Przypominają, że kiedyś administracyjnie podlegali pod Pogodno, a więc byli niejako częścią tej reprezentacyjnej dzielnicy Szczecina. A że u nich nie tak jak na Pogodnie, czy chociażby na Głębokiem — to już zupełnie inna sprawa. Inna — bo Osów ma tylko dwie drogi z twardą nawierzchnią: asfaltową ulicę Chorzowską i brukowaną Miodową. Reszta to najzwyklejsze polne drogi, nagle się zaczynające i tak samo kończące. Inna sprawa — bo Osów leży z dala od wielkomiejskiego centrum, i wreszcie inna — bo Osów nigdy nie był od reprezentacji, od olśniewania, a tylko od upraw i rolnictwa. Chociaż, jakby się tak dobrze przyjrzeć i rozejrzeć wokół, to okazuje się, że olśniewa piękne położenie osady. Wokół doliny, wzgórza i nie kończące się pasma lasów. Panuje tu swoisty mikroklimat doceniany przez szczecinian. W każdy wolny dzień zjeżdżają samochodami, autobusami, wędrują po lasach. Wracając wstępują do sołtysa i pytają o kawałek gruntu do kupienia. Zaczynają od hektara, a gdy sołtys w milczeniu kręci głową, obcinają ten kawałek ziemi do 200 metrów i są bardzo zawiedzeni.

– Widzi pani jaka obudziła się tęsknota za ziemią — mówi z przekąsem sołtys. I dodaje usprawiedliwiająco, że przecież nie on gruntami handluje, a kręci głową, bo wie, że wolnej ziemi nie ma. Wszystko jest rozplanowane pod przyszłą zabudowę.

Z tym planowaniem same kłopoty. Mało konkretów, a góry wątpliwości. Konsekwencje raczej nieoptymistyczne. Parę lat temu gruchnęła po Osowie wieść, że na ziemiach przy ulicy Chłodnej budowany będzie szpital i wyższa uczelnia. Wielu rolników ma tam pola. Zrodziły się zwątpienia, niepewności.

Stoimy w marchewce. Sołtys, Stanisław Trociuk, zakontraktował jej 20 ton.

— Tu, gdzie ta marchew — pokazuje — ma być budowana nowa siedziba Akademii Rolniczej, a tam dalej, bardziej pod Warszewo, powstanie kompleks budynków Pomorskiej Akademii Medycznej. Obie uczelnie starają się o zatwierdzenie tych lokalizacji. Obecnie opracowywane są założenia do planów, czyli jeszcze do realizacji droga daleka.

— Może to i dobrze — pociesza się Trociuk: — Ostatnio rolnictwo tu jakby ożyło, nabrało rumieńców, po latach niepewności ludzie wzięli się za robotę. A wyniki mają nie najgorsze.

Sad Stołowicza należy do najpiękniejszych w województwie. Zespół pieczarkarski jest uznawany za jeden z bardziej wzorowych w kraju. Sam sołtys zajmuje czołowe miejsca w corocznej akcji „Więcej warzyw”. Przeciętnie na szczeciński rynek dostarcza 100 ton warzyw.

Gdy 14 lat temu Trociuk całkiem na serio zabierał się za gruntową uprawę pomidorów, tylko nieliczni nie kręcili kółek na czołach. W powodzenie nikt nie wierzył. W 1966 r. powiózł udany zbiór do Spółdzielni Ogrodniczej, miał tego 5 ton. Tam wszystkich zamurowało: mogli przyjąć tylko… 200 kilogramów. Potem były lata, gdy kontraktował i po 30 ton rocznie, a i takie jak ten rok, kiedy po deszczach stracił kilkadziesiąt ton pomidorów.

— Grunt to się nie załamywać i nie poddawać — powiada sołtys i prowadzi do domu. Na razie mieszka skromnie, ale w tym roku kupił sad i zaczął się budować. Dotkliwie odczuwa brak telefonu, wiele spraw musi załatwiać osobiście. Osiem lat temu, gdy powierzono mu sołectwo, obserwowano jak też da sobie radę. Taki młody. Zresztą jest nadal najmłodszym sołtysem. Radzi sobie całkiem dobrze. Problemów jest sporo. Jedyny sklep ma już co prawda dwuosobową załogę i czynny jest dłużej, ale ciasnota powoduje, że czasem brakuje podstawowych artykułów, a co dopiero garmażerki. Ostatnio punkt felczerski zamknął podwoje, a najbliższa przychodnia mieści się przy Kadłubka na Niebuszewie. Będące na zewnątrz budynku szkolne toalety wymagają pilnie remontu. W szkole — filii (w Osowie są tylko cztery klasy, a placówka macierzysta, szkoła podstawowa nr 36 znajduje się przy ul. Wojciechowskiego) załatwienie dożywiania, lub czegoś ciepłego do picia jest problemem nie do przeskoczenia. Osów ma przedszkole, ale dziecko z Osowa trudno tam umieścić. Ostatnio jedna z matek dostało skierowanie do… Płoni. Wozy MPO ze względu na brak dróg bitych omijają Osów. Mieszkańcy porobili prywatne wysypiska w zaroślach, na skraju zagajników. Teraz zieleń je skrywa, zimą widoczne są jak na dłoni. Remont Miodowej i położenie chodnika rokrocznie kończy się tylko na obietnicach i zapewnieniach. Upływają lata. A taka na przykład Wiśniowa, tak jak była polną drogą, tak i pozostała. Junacką tylko wysypano żwirem.

— Kiedy tu się coś zmieni? — denerwują się mieszkańcy. — Wiemy, że mają tu powstać całe kolonie domków jednorodzinnych, ma być także centrum handlowo-usługowe, nowa szkoła. Mają być. Ale wiadomo, że nie za rok, za dwa, ani nie za pięć. Więc kiedy? Terminy realizacji są bardzo odległe. A przez te lata królować będzie bruk, kurz i błoto polnych dróg, smród płynących ścieków? Czy te lata nadal mają być tylko oczekiwaniem? — pytają rozżaleni.

Tymczasem już teraz pilnie jest potrzebny pawilon handlowy, w którym można by kupić artykuły spożywcze, gospodarstwa domowego, papiernicze i chemiczne. A usługi? Nie, o usługach nawet nie marzą, po co się denerwować. I tak powodów nie brakuje. Osowianie odnoszą wrażenie, że ich osady nikt nie szanuje. Jakby na potwierdzenie tego przez Miodową przemyka z fasonem, nie bacząc na przepisy, potężna wywrotka, przechodnie przytulają się do płotów, a w okolicznych domach podskakują na stołach talerze. Wywrotka zakręca ostro w leśną drogę i grzęznąc w błocie podjeżdża pod piaszczystą skarpę. Skarpy prawie nie ma, drogi prowadzącej do dziecięcego kąpieliska — nie ma również. Mieszkańcy spoglądają na to z żalem i niepokojem. Przypominają, że przecież według planów właśnie tam ma się zaczynać szczeciński ogród zoologiczny. Więc jak to, nie będzie?

Wiadomo, że ogród będzie, jest przecież zaplanowany, to teren wprost wymarzony. Zresztą całe plany przyszłej zabudowy i rozbudowy Osowa są opracowane tak, aby wykorzystać ciekawą, naturalną konfigurację terenu, aby zachować bogatą zieleń, która jest tutaj jedyną ozdobą.

KRYSTYNA POHL

Głos Szczeciński, 14 października 1978, nr 225, s. 5