Opublikowane przez w Historia, Miejsca, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Rolniczy charakter peryferyjnych dzielnic Szczecina zdecydował o tym, że na tych terenach utworzono sołectwa reprezentowane przez sołtysów, przedstawicieli najniższego szczebla administracji państwowej. Takich sołectw jest 11: Glinki, Gumieńce, Jezierzyce, Klęskowo, Krzekowo, Osów, Płonia, Skolwin, Śmierdnica, Warszewo i Wielgowo.

W cyklicznych artykułach będziemy się zajmowali problemami tych dzielnic i ich mieszkańców. Tereny te, mimo że leżą w obrębie granic wielkiego Szczecina, ciągle sprawiają wrażenie bardzo odległych, zapomnianych…

Sołtysi wielkiego Szczecina – Klęska ładu i porządku (Klęskowo)

Słońce wyszło zza chmur i odbiło się na horyzoncie w białych ścianach domu. To „Słoneczne”. Dopiero pierwszy budynek. Za kilka lat będzie to wielkie osiedle. Dojdzie aż pod domki Klęskowa. Na lichych glebach, piątej i szóstej klasy, powstaną bloki. Dobre ziemie ciągną się przy autostradzie. Pozostaną. Wbrew różnym przewidywaniom Klęskowo w przyszłości nie straci swego rolniczego charakteru. Ale wszyscy po cichu liczą, że być może straci zaniedbany wygląd.

Nikt z moich rozmówców nie potrafił sobie przypomnieć, aby tu było kiedykolwiek czysto, aby ktoś się Klęskowem interesował. Jak się przed laty zawalił płot, odleciał tynk, tak i pozostało do dziś. Bałagan w obejściach, nie lepiej na drogach. Ulice zmywa deszcz, wiatr przemieszcza papiery.

Najgorzej wygląda Chłopska: brukowana, wyboista, rowem ścieki walą. Budynki z czerwonej cegły lub pokryte tynkiem, nadgryzione zębem czasu. Na jednym data się zachowała — 1894 rok. Same kontrasty: dom – rudera, obok kilka posesji równo porośniętych zielskiem wysokim na metr i naraz domek śliczny, jak malowany, otoczony płotem, rabatkami. Własność prywatna. Na większości starych, zniszczonych domów widnieją tabliczki informujące o właścicielu: Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej.

Przed wejściem do Parku Leśnego w Klęskowie też jest tabliczka. Rdza ją trochę nadżera, ale i tak można odczytać, że gospodarzem są Lasy Komunalne w Dąbiu. Park jest tylko z nazwy wyraźnie umieszczonej na planie miasta. W rzeczywistości nie ma ani uporządkowanych alejek, ani ławeczek, wywrócone drzewa leżą latami. Zresztą kto tu miałby czas na chodzenie po parku, kiedy robota goni. Z ziemi żyje około 10 rolników, reszta po przyjeździe z pracy w szczecińskich zakładach z mozołem uprawia hektar lub dwa, dogląda trzody, bydła. Niektórzy tylko ogrodnictwo mają, albo hodowle kur.

— Za późno pani przyjechała — mówi z żalem mieszkanka Dąbskiej i dodaje: — Tutaj najlepiej być rano i zobaczyć jak przed sklepem zatrzymują się samochody z budowy, wysiadają panowie w roboczych drelichach i dokonują zakupów, ciągle tych samych. Prym wiedzie piwo, tanie wino, bądź butelka czegoś mocniejszego. A w ogóle gdy nadejdzie transport piwa, to do sklepów nie można się dopchać. Zresztą nie to jest najgorsze, a efekty tych alkoholowych libacji. Wieczorem strach przejść przez Klęskowo. Chuliganeria rozrabia, światła nie ma. Trudno zliczyć ile razy kiosk „Ruchu” okradli.

— Jak to, światła nie ma? Przecież stoją słupy, na nich lampy wiszą.

— Chłopska, Pszenna i kawałek Handlowej są tylko oświetlone. Słupy stare, spróchniałe. Wystarczy wiatr, a lampy gasną.

— Nic tu pani nie zmieni, nic nie zrobi — wtrąca sąsiadka z prawej, od dłuższego czasu przysłuchująca się rozmowie. — Piękny, w czynie społecznym wyremontowany klub kompletnie zdewastowano w ciągu zaledwie półtora roku. Nikt nie zareagował. A przecież obok mieszkają ludzie. Chyba też nikomu nie zależy, aby w Klęskowie było inaczej. Leży na samym brzegu Puszczy Bukowej, a główne szlaki komunikacyjne przebiegają na krańcach osady. Górą autostrada, a równolegle do niej po przeciwnej stronie ulica Struga…

— Ech, nie to jest ważne — przerywa opis młoda dziewczyna. — Hamulcem zmian są: stagnacja, przyzwyczajenie i czekanie na cud. Mieszkańcy przyzwyczaili się do narzekania, ale gdyby tak każdy wziął miotłę, wysprzątał obejście, naprawił rozwalający się płot, gdyby tak częściej tu zaglądali urzędnicy z MPGM, to zaręczam, że w bardzo krótkim czasie Klęskowo przestałoby oznaczać klęskę ładu i porządku.

Po takim dictum, jakoś nikt w tej grupce nie chce ponownie podjąć rozmowy. Wszyscy się rozchodzą i przypominają, abym koniecznie zobaczyła klub. Najpierw chcę się jednak zobaczyć z sołtysem, Florianem Głowackim. Mieszka przy Smutnej i od 18 lat sprawuje w Klęskowie funkcję sołtysa.

Niechętnie odrywa się od roboty. Od kilku dni ma unieruchomiony traktor, próbuje sam coś naprawić, ale głupiego przycisku do starteru nigdzie nie może dostać. Całe szczęście, że Kasztan ma u niego dożywocie więc będzie komu ciągnąć wóz, gdy wyjedzie w pole po zielonkę. Sołtys, rolnik całą gębą, już o żniwach zapomniał. 3 tony zboża oddane do skupu, słoma zwieziona. Teraz roboty jesienne pozostały. Na rolnictwo zdecydował się 28 lat temu i wówczas osiadł w Klęskowie. Gdy brał się za sołtysowanie miał tylko dwie ulice przy których mieszkali rolnicy: Chłopską i Dąbską. A teraz po zaświadczenia i płacić podatki przychodzą prawie z całego Klęskowa, niedalekiego Kijewa. Czasem narzeka, że ma gorzej niż urzędnik, bo każdy przychodzi jak mu wygodnie, nie patrząc, że on sam ma roboty pełno.

Sołtys do dziś nie może odżałować, że w Klęskowie zlikwidowano kółko rolnicze. Nie, wcale nie dlatego, że on przez 12 lat był jego prezesem, a dlatego, że zawsze maszyny były pod ręką. A teraz baza jest aż w Kołbaskowie i u rolników słoma do tej pory leży na polach.

— Wszystko wbrew logice — mówi. — Rolnikom trzeba pomagać, a nie utrudniać wykonywanie zawodu. Stara gwardia zbliża się do emerytury, a młodych jakoś nie widać. Tu jednak rolnictwo nie upadnie — zapewnia. — Minie następnych 20 lat, a ono będzie. Nawet te bloki, które będziemy mieć dosłownie pod nosem, nie będą przeszkodą. Wręcz odwrotnie, większość rolników pójdzie na warzywnictwo. Zapotrzebowanie się zwiększy.

Po tych blokach, których ściany dopiero powstają, wszyscy sobie wiele obiecują. Mieszkańcy liczą, że „Słoneczne” odmieni Klęskowo. Kiedyś tak liczyli na filię Domu Kultury w Dąbiu. Oprócz autobusu miała ich łączyć z wielkim Szczecinem. Nie łączy, bo jej nie ma. Jest ruina. Dom stoi przy Chłopskiej. W oknach ani jednej szyby, drzwi zabite gwoździami, piece rozebrane, ściany upstrzone napisami. Na deskach podłogi, położonej półtora roku temu, stosy śmieci. Po moich pytaniach rozmówcy nabierali wody w usta. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Zniszczono i na tym koniec.

Nikt też nie wie, jaki będzie ostateczny wygląd Klęskowa. Planów szczegółowych jeszcze nie ma. Uzbrojenia terenów również nie. Woda jest ze studni, gaz z butli a kanalizacja w naturze. Dlatego i tyle wolnych posesji czekających na zabudowę. Dlatego tyle spojrzeń w kierunku „Słonecznego”.

KRYSTYNA POHL

 

Głos Szczeciński, 1 października 1978, nr 224, s. 5