Opublikowane przez w Historia, Miejsca, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Rolniczy charakter peryferyjnych dzielnic Szczecina zdecydował o tym, że na tych terenach utworzono sołectwa reprezentowane przez sołtysów, przedstawicieli najniższego szczebla administracji państwowej. Takich sołectw jest 11: Glinki, Gumieńce, Jezierzyce, Klęskowo, Krzekowo, Osów, Płonia, Skolwin, Śmierdnica, Warszewo i Wielgowo.

W cyklicznych artykułach będziemy się zajmowali problemami tych dzielnic i ich mieszkańców. Tereny te, mimo że leżą w obrębie granic wielkiego Szczecina, ciągle sprawiają wrażenie bardzo odległych, zapomnianych…

Sołtysi wielkiego Szczecina – Za lasami, za drogami (Jezierzyce)

Jest tak daleko, że dalej być nie może. Kiedyś w niedzielę przyjechali jacyś samochodem, wysiedli, nabrali powietrza w płuca i pełni zachwytu zapiali:

— Ale wieś!

— Jaka wieś — obruszyła się sołtysowa — przecież to jest miasto, do Szczecina należymy.

I zaraz umilkła spojrzawszy wokół i przypomniawszy sobie, że często w Urzędzie Miejskim nie bardzo wiedzą, gdzie tych Jezierzyc właściwie szukać. A one są prawie 3 kilometry od międzynarodowej E-14, okolone kręgiem lasów. Gdzie się odwrócić tam leśna ściana. Drogowskaz na usilne domagania się pani sołtys i radnej MRN w jednej osobie, Teresy Barczyńskiej, postawiono dopiero w tym roku w czerwcu. Więc może niewiedzy dziwić się nie wypada.

Od drogowskazu ciągnie się pryncypalna ulica Jezierzyc — Topolowa. Zresztą wielkiej konkurencji nie ma, bo ulic raptem jest pięć. Przy Wiewiórczej stoi tylko jeden dom. Oświetlenie jest na Topolowej i to niecałej. Tak zdecydowali monterzy, powiedzieli, że reszta należy do Stargardu (!?) więc niech się martwi. Stargard póki co, daleki jest od zmartwień, za to porządnie martwią się rodzice dzieci wracających po ciemku ze szkoły w Śmierdnicy, mężowie żon powracających z pracy. Stanisławczyk dzień w dzień wychodzi z latarką po córkę. Innej drogi nie ma, ciemny odcinek Topolowej przecina las.

Komunikacja miejska kończy się w Śmierdnicy, a dalej pieszo. Pani sołtys pokazuje plik pism: z Urzędu Miejskiego, z Przedsiębiorstwa Eksploatacji Dróg i Mostów, z Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej. Wynika z nich, że autobusy nie będą do Jezierzyc jeździły ponieważ jest zła droga i nie ma taboru, a droga zostanie naprawiona o ile znajdzie się wykonawca. Być może nastąpi to w roku przyszłym, ale i to widłami pisane na jezierzyckich wodach.

Głównym centrum informacji i życia kulturalnego jest sklep. Sprzedawczyni, Aniela Sergiel, dostała bardzo ważne zadanie: ma zrobić listę wszystkich dojeżdżających i zebrać ich podpisy. To będzie załącznik do podania, które zostanie wysłane do Urzędu Miejskiego, albo jeszcze wyżej. Podania są pisane dwa, wybrane zostanie najlepsze. Główną treścią są dwie prośby mieszkańców Jezierzyc: o naprawę drogi i o przedłużenie trasy autobusu „72″.

Lista wypisana drukowanym pismem jest gotowa. Są pierwsze podpisy. Wszystkie będą w ciągu dwóch dni, bo do sklepu musi przyjść każdy.

Wszędzie jest daleko: szkoła w Śmierdnicy, lepsze sklepy i poczta też tam. Przychodnia i kiosk „Ruchu” w Płoni, apteka aż w Dąbiu. Dobrze, że dzieci mają babcie, bo przedszkole też aż w Płoni, a żłobek w Dąbiu. Wielki Szczecin — hen, daleko.

W 1973 roku, jak było zebranie ogólne u Kiszczyńskiego w domu, wszyscy jak jeden głosowali za Szczecinem. Pod administracją Gryfina, mimo że zaczęli dużo obiecywać, nikt nie chciał zostać. Sołtys Barczyńska mówi, że ta zmiana tylko na dobre Jezierzycom wyszła. Po latach stagnacji gospodarze zaczęli dbać o domy, wzięli się za solidne remonty, tam gdzie zielsko się pleniło kwiaty posadzili. Z oznakowaniem domów nie mogą sobie poradzić. Nie wiadomo kto ma zrobić nowe, podświetlane numery i tabliczki. Teraz jest tak, że przy Relaksowej stoją domy z napisami Podgórna, a takiej ulicy już w Jezierzycach nie ma.

Za lasami, za drogami — tak można by zacząć opowieść — jest sobie piękna osada Jezierzyce. Cicha, spokojna, w niej stare domy szachulcowe, stodoły kryte strzechą, wokół zapach żywicy. Przez środek płynie Płonia, opodal są dwa jeziorka (od których pewnie nazwa Jezierzyce), staw Klasztorny i staw Cystersów.

Właśnie jest tak i pani Teresa wcale się nie dziwi tym wszystkim, którzy przyjeżdżają tu w niedzielę, pukają do niej i pytają o kawałek gruntu do sprzedaży pod zabudowę indywidualną. A takich gruntów nie ma, bo w przyszłości planuje się tu zbudować zakładowe ośrodki odpoczynku sobotnio-niedzielnego.

Pani Teresa do Jezierzyc przyjechała niedawno, dokładnie 9 lat temu, prosto z Nowej Rudy. Rodzina męża namawiała ich, aż namówiła. Mąż, pracownik nadleśnictwa, dostał śliczny domek jako mieszkanie służbowe i wszyscy czworo, bo jest też dwójka dzieci poczuli się zaraz w Jezierzycach zupełnie swojsko. Mąż do lasu, dzieci do szkoły, a pani Teresa rzuciła się w wir pracy społecznej. Jezierzyczanie wierzą, że dopóki ona jest to i Szczecin jakiś bliższy się wydaje i te najważniejsze sprawy uda się jednak załatwić.

Pani sołtys częstuje aromatyczną kawą i jabłkami z ogrodu. Ubolewa, że tu tak cicho, czasem aż smutno, że każdy tylko w domu siedzi, no bo na dobrą sprawę ani młodzi, ani starzy nie mają się gdzie spotykać. Zebrania odbywają się u niej na werandzie, albo u kogoś w domu. Kiedyś młodzież chciała wyremontować starą remizę strażacką i zrobić w niej klub. Wysprzątali, wytynkowali, nawet ściany wybielili, a potem dowiedzieli się, że farby nie ma, OADM w Zdrojach nie kwapiła się do pomocy i tak cała sprawa upadła. A szkoda. Teraz w starym domu szachulcowym ktoś ze Szczecina urządza kawiarnię.

Tuż za zabudowaniami ciągną się pola poszatkowane jak ogródki działkowe. Gdzieniegdzie jeszcze zboże stoi. Kombajn z Kobylanki nie dojechał, zepsuł się po drodze i długie tygodnie stał w Śmierdnicy. Ziemia tu licha, piątej i szóstej klasy, jako tako udają się żyto, ziemniaki i owies. Krów jest w Jezierzycach 10, a koni — trzy. I takie to jest to rolnictwo. Większość za uprawę ziemi bierze się po godzinie 15, gdy powrócą z pracy i zakładów w Płoni, w Szczecinie. 600 mieszkańców Jezierzyc to przede wszystkim ludność rolniczo-robotnicza.

Wracam krótszą drogą przez drewniany mostek przerzucony przez Płonię. Jest to dzieło męża pani Teresy. Do przystanku autobusowego w Śmierdnicy i tak mam jeszcze ponad półtora kilometra drogi. Bruk akurat zaczyna się tam, gdzie kończą zabudowania Jezierzyc. Każdego dnia dwukrotnie znacznie dłuższą trasę przemierza kilkuset mieszkańców i kilkudziesięciu uczniów.

KRYSTYNA POHL

Głos Szczeciński, 23 września 1978, nr 218, s. 5