Opublikowane przez w Historia, Miejsca, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Rolniczy charakter peryferyjnych dzielnic Szczecina zdecydował o tym, że na tych terenach utworzono sołectwa reprezentowane przez sołtysów, przedstawicieli najniższego szczebla administracji państwowej. Takich sołectw jest 11: Glinki, Gumieńce, Jezierzyce, Klęskowo, Krzekowo, Osów, Płonia, Skolwin, Śmierdnica, Warszewo i Wielgowo.

W cyklicznych artykułach będziemy się zajmowali problemami tych dzielnic i ich mieszkańców. Tereny te, mimo że leżą w obrębie granic wielkiego Szczecina, ciągle sprawiają wrażenie bardzo odległych, zapomnianych…

Sołtysi wielkiego Szczecina – Płonia

Ludzie wysypali się z tramwaju i truchtem pobiegli do autobusu. Drogę z centrum Szczecina do Basenu Górniczego mają za sobą. Przed nimi następna z etapem końcowym w Zdunowie, Śmierdnicy lub Płoni. Wybrałam Płonię — tę część Szczecina, w której na planie miasta w 1973 roku zaznaczono tylko białe kreski ulic, ani jednej nazwy. Pytam gdzie wysiąść.

— Do wioski czy na osiedle ???

— ???

— No bo jak na osiedle to najlepiej przy „Unikonie”, a jak do wioski, to trzeba wysiąść na pierwszym przystanku. Wioska panią dziwi? Podział umowny, powstał, gdy parę lat temu wystrzeliły nowe bloki przy Przyszłości. A to wszystko od Tartacznej, Uczniowskiej, hen, do lasu zostało wioską. Ale sielskiej ciszy tam nie ma, ładnie też nie jest — pasażer z prawej jest bardzo rozmowny.

Wysiadam na pierwszym. Zaraz za ogrodzeniami „Gryfbetu” i Keramzytu” ciągnie się pełna dołów polna droga — ulica Karola Balińskiego. Domki parterowe, z rzadka piętrowe, okolone drewnianymi płotami lub siatkami malowanymi w trzy kolory. W tyle za domkami aż do sosnowego młodnika, same pracownicze ogródki działkowe.

Uczniowska jest brukowana, z chodnikiem. Na nim grubą warstwą zalega zaschnięta glina. Tędy prowadzi główna droga do kopalni iłów. Co chwilę z łoskotem przejeżdżają ciężkie wywrotki wożąc surowiec na plac „Keramzytu” smuga kurzu długo wisi w powietrzu. Po deszczu nie sposób przejść — gliniasta maź jest wszędzie. Po lewej stronie do chodnika przylega dorodny łan pszenicy. Po prawej — widoczek rustykalny:

kawał łąki zakończony ścianą lasu. Kilka krów, koni. Z jednej strony dobiega turkot młockarni w chłopskiej zagrodzie, z drugiej chrzęści i łomocze „Keramzyt”. Wszyscy, którzy tu mieszkają, mają za złe „Keramzytowi” (Szczecińskie Przedsiębiorstwo Produkcji Kruszyw), że tak się znalazł pośrodku osady, że tak hałasuje, że tak kurzy.

— Tu wszystko jest na styku, wielki przemysł i zanikające rolnictwo, nowoczesne bloki i małe wiejskie domki, rodziny rolnicze i rodziny robotnicze — sołtys, Władysław Dębowski, wyliczając rysuje w powietrzu pionowe linie.

— Na ile lat będzie tu jeszcze tego sołtysowania? — zastanawia się głośno. — Pięć, dziesięć, a może mniej? Ziemia tu nie najlepsza. Pójdzie pod zabudowę, działki ogrodnicze, część weźmie przemysł i po rolnictwie w Płoni. No bo przecież przydomowych ogródków nie będziemy nazywali rolnictwem.

Sołtys Dębowski przez 28 lat śledził przemiany zachodzące w tej osadzie. Osiadł w Płoni po wojennej tułaczce, w 1950 roku. W rok później wybrano go sołtysem. Jest nim do dziś. Ale co to teraz za sołtysowanie? Na początku było tu prawie 30 prawdziwych rolników, pełno problemów, spraw do załatwienia, a teraz jest zaledwie sześciu, którzy w rubryce zawód mają wypisane — rolnik. Pokaźną większość stanowią tacy, co to za uprawianie ziemi biorą się po południu, po powrocie z pracy. Zatrudnienie znaleźli w pobliskim „Unikonie” — fabryce kontenerów, w „Gryfbecie”, „Keramzycie”, cegielni, bądź też dojeżdżają do Szczecina. Cegielnia jest najstarsza, 20 lat temu była w Płoni jedynym zakładem przemysłowym. I praktycznie nie miała wpływu na zmianę rolniczego charakteru osady. Dziś ma poważnych konkurentów nie tylko w oferowaniu miejsc pracy, ale także w działalności na rzecz płońskiego środowiska.

4-piętrowe bloki po obu stronach ulicy Przyszłości wyrosły bardzo szybko. Zamieszkali w nich pracownicy płońskich zakładów. Znacznie wolniej powstaje przy blokach centrum handlowo-usługowe. W ubiegłym roku otwarto duży przestronny sam, powstał sklep z artykułami gospodarstwa domowego. Niestety, na etapie stalowych konstrukcji, zatrzymał się pawilon handlowy. A Płonia pod względem usług ciągle jest białą plamą. Najbliższy szewc, czy fryzjer są aż w Dąbiu. Z kolei liczba mieszkańców się zwiększyła (około 2,5 tys.) i w dalszym ciągu ze względu na przemysł ma tendencje wzrostowe.

Tam gdzie Uczniowska dochodzi do Tartacznej rozciąga się plac budowy. Międzyzakładowa przychodnia jest już gotowa, na ukończeniu jest hotel robotniczy, w trakcie budowy — pracownicza stołówka. W budynku zajmowanym obecnie przez przychodnię zostanie w przyszłym roku otwarty żłobek. Wówczas na pewno zmniejszy się ilość karteczek wywieszanych na drzwiach, słupach, anonsujących poszukiwanie opiekunek do dzieci. W osiedlowych blokach mieszkają ludzie młodzi i jeżeli teraz jest sprawa żłobka i przedszkola, które już są — to za parę lat na jednym z pierwszych miejsc potrzeb znajdzie się szkoła. Już teraz budynek jest za ciasny i uczniowie klas siódmych i ósmych dojeżdżają do Wielgowa.

Przed blokami posadzono róże, zasiano trawę, ustawiono sprzęt zabawowy. Róże zarosły zielskiem, trawę wypaliło słońce, z huśtawek zeszła farba. Częścią budynków w Płoni administruje OADM w Dąbiu. Kierownik zarzuty o bałaganie, braku dbałości o otoczenie odpiera stwierdzeniem, że ma tam tylko dwóch dozorców. Blokami interesuje się OADM i zakłady, a kogo winić za zaśmiecone ulice, za zarastający zielskiem pawilon handlowy? Póki co w Płoni nikogo na ulicy z miotłą nie widziano.

Samochód hamuje z piskiem opon przed przebiegającym przez ulicę dzieckiem. Szosa Pyrzycka (dziś ul. Przyszłości) jest bardzo ruchliwa. W przyszłości ulica Przyszłości ma być zwykłym deptakiem i ciągiem handlowo-usługowym. W przyszłości droga do Pyrzyc będzie wiodła ulicą Balińskiego.

Sołtys prowadzi nad Płonię rzekę od której osada przyjęła ostateczną nazwę. Mijamy klub fabryczny „Unikonu”. Otwarty szeroko, w przenośni i dosłownie dla wszystkich mieszkańców. Ale frekwencja jest żadna i to nie tylko o tej porze roku. Dlaczego? Trudno powiedzieć.

— Młodzi z wioski chodzą do baru na kemping „Pomeranii”, jeżdżą do Dąbia lub do Szczecina –  wyjaśnia sołtys i wskazuje palcem na rzekę. – Widzi pani jaka brudna i cuchnąca. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze pięć lat temu woda w niej była jak kryształ. I tego bardzo szkoda. I to jest ten minus wielkiego przemysłu.

Mijają nas mieszkańcy. W koszykach i siatkach niosą pomidory, ogórki, jabłka, śliwki, bukiety kwiatów. Wracają z działek, do których od domów mają pięć minut drogi.

— Zmieniła się Płonia bardzo, a zmieni jeszcze bardziej — prorokuje przewodniczący osiedlowego komitetu mieszkańców, Henryk Kasprowicz. — Zyskała z przyłączenia do wielkiego Szczecina. Ma komunikację miejską. A przede wszystkim jest częścią miasta, a nie osadą gromady Śmierdnica. Być może zbyt szybki i gwałtowny był awans małej rolniczej osady do dzielnicy robotniczej. Stąd jeszcze tyle mankamentów, stąd tyle kontrastów i potrzeb. Załatwia się najpilniejsze, powstają następne. Będą handel i usługi, potrzebna będzie gastronomia i kultura. Właśnie „Unikon” nosi się z zamiarem budowy domu kultury z prawdziwego zdarzenia. A do tworzenia nowego kształtu Płoni na pewno włączą się pozostałe zakłady, tak jak to było dotychczas.

Żegnamy się z sołtysem, który idzie w kierunku osiedla.

— Idę do córek — wyjaśnia. — Jedna pracuje w „Gryfbecie”, druga w „Unikonie”. Obie mają mieszkania w blokach. Z wioski młodzi uciekają. Ciągnie ich do nowego. Do bloków.

KRYSTYNA POHL

Głos Szczeciński, 26 sierpnia 1978, nr 195, s. 5