Opublikowane przez w Historia, Miejsca, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Rolniczy charakter peryferyjnych dzielnic Szczecina zdecydował o tym, że na tych terenach utworzono sołectwa reprezentowane przez sołtysów, przedstawicieli najniższego szczebla administracji państwowej. Takich sołectw jest 11: Glinki, Gumieńce, Jezierzyce, Klęskowo, Krzekowo, Osów, Płonia, Skolwin, Śmierdnica, Warszewo i Wielgowo.

W cyklicznych artykułach będziemy się zajmowali problemami tych dzielnic i ich mieszkańców. Tereny te, mimo że leżą w obrębie granic wielkiego Szczecina, ciągle sprawiają wrażenie bardzo odległych, zapomnianych…

Sołtysi wielkiego Szczecina – Panie na Wielgowie

Bałtycka zaczyna się za torami, a kończy przy krzyżówce. Co kilkanaście minut na brukowanej jezdni podskakuje czerwone pudło autobusu. Ulica Bałtycka dla Wielgowa — to tyle co al. Wojska Polskiego dla Szczecina. Źle porównałam, powinnam napisać dla śródmieścia, bo przecież Wielgowo, to także Szczecin. Rzecz jasna wielkomiejskiego blichtru tu nie uświadczysz, ale przy Bałtyckiej i tak ulokowało się wszystko co najważniejsze. Jest nowa szkoła i biblioteka w starym domu, piekarnia, poczta, trzy sklepy i kiosk, w którym jak jest piwo to i do 21 handlują, a potem do północy w pobliskich zagajnikach śpiewy mieszają się z awanturami.

Przy Bałtyckiej postawili nowy płot. Świeże, sosnowe dechy pachną żywicą. Za płotem już siódmy rok powstaje sam. Na placu jakaś szopa, kupka cegieł i pustaków. Ludziom tylko żal tych ogródków, za które dostali po 1500 złotych.

Centrum kulturalno-rozrywkowe Wielgowa w postaci klubu będącego filią Domu Kultury w Dąbiu, też się ulokowało przy Bałtyckiej. W klubie pustawo. Żniwa, wakacje. Zimą Liga Kobiet urządzała pokazy kulinarne i Sylwestra, którego wspominają do dziś. Wieczorków tanecznych długo nie było, bo kierownictwo w Dąbiu zabroniło. Zresztą klub zamyka się codziennie o 21, tak sobie życzą lokatorzy mieszkający w tym samym budynku.

Kierowniczka klubu, Krystyna Pajewska, dojeżdża ze Szczecina:

— Sama nic nie zrobię — tłumaczy. – Brakuje pomocy, brakuje organizacji. ZSMP w Wielgowie nie działa. Obrazili przewodniczącego. Przez trzy lata nic się tu nie działo, ponieważ klub był remontowany. Rozrywka? Wczoraj na przykład wszedł taki jeden na miękkich nogach i huknął od progu: „Artysta jestem. Proszę zorganizować salę i publiczność”. I na udokumentowanie przystawił pieczątkę na papierze, a tam nazwisko, imię, a pod spodem wypisane aktor estradowy. Muszę jednak to sprawdzić. Wielgowo to w końcu nie taka dziura, aby tu byle kto występował.

— Niech pani nie wierzy w te opowiastki o złej młodzieży w Wielgowie, bo już na pewno naopowiadali — wtrąca młodzieniec z boku. — Jest taka sama jak wszędzie. Tylko co my tu mamy robić popołudniami i wieczorami? Do Szczecina za daleko, czasami się wybieramy do Płoni, Dąbia. Przecież tu ani kina nie ma, ani kawiarni, nawet boiska. Co zaważyło? Kilometry dzielące nas od śródmieścia, krąg lasów wokół? Nie wiem. A lasy otaczają Wielgowo niemalże ze wszystkich stron. One stanowią o uroku tej dzielnicy, one są jej ozdobą. Wnętrze zwartej zabudowy jest zaniedbane, smutne i brudne. Budynki administrowane przez MPGM chylą się ku ruinie. Nieco lepiej wyglądają będące prywatną własnością. Niestety, nie wszystkie. Na ogół brakuje dobrej gospodarskiej ręki, krytycznego oka. Na Wielgowo rzadko zagląda MPO, jeszcze rzadziej Miejska Służba Porządkowa. Wielgowo jest zbyt daleko, aby je można było dojrzeć z placu Dzierżyńskiego.

— Sołtys w Wielgowie? Ejże… — kumy pod sklepem patrzą na mnie podejrzliwym wzrokiem. — Przecież to jest teraz miasto, podatek od miejskich gruntów płacimy, więc skąd sołtys?

— Jest, na pewno — nie daję za wygraną. — Tylko chciałabym wiedzieć gdzie mieszka?

— Oj, baby, nie mieszajcie! — z pomocą przychodzi mężczyzna na rowerze. Są sołtysy i to dwa, a właściwie dwie, bo to kobiety. Zofia Kurman, główny sołtys mieszka na Lutyków i Mirosława Skibińska podsołtys, ją pani znajdzie na Miczurina.

Ulica Lutyków jest aż za torami, w Sławocieszu. Rozległa wieś. Malwy zaglądają do okien murowanych domów. Stado gęsi wzbija kurz na rozjeżdżonych kołami polnych drogach. Gdzieniegdzie świeże mury z oczodołami okien. W Sławocieszu chętnie się budują. Ziemia tu lepsza niż obok, w Wielgowie, powietrze rześkie, leśne, przesycone żywicą. Wiejską ciszę mąci bliskość torów. Niedługo popędzi tędy elektryczny i mieszkańcy mówią, że przybliży Szczecin.

Dom Kurmanów jest na końcu ulicy. Od frontu ogródek, schodki i strzeliste tuje. Kurmanowa dopiero co przygnała krowy. Rolniczka z niej całą gębą. Pięć hektarów gruntów, krowy, świnie, pełno ptactwa. Roboty jest akurat od 5 do 21. A jeszcze musi być czas na sołtysowanie. Na zebraniu zagadali, że energiczna, że dobra gospodyni, że wygadana, więc się nie da zbyć byle czym. Zgodziła się. Ale potem przestraszyła. „Jak ja sobie dam tu radę?” — myślała.

W Sławocieszu mieszka od 1956 roku więc doskonale zna wszystkie problemy i bolączki sławocieszan i wielgowian. Sklepów więcej by się przydało, ten w Sławocieszu jest pod znakiem zapytania. W Wielgowie rybny jest potrzebny, warzywno-owocowy, kobiety ze Szczecina ziemniaki wożą. Usług żadnych nie ma. A dlaczego by nie otworzyć magla, punktu pralniczego, ośrodka „Praktycznej Pani”? Teraz nie ma czasu myśleć o tym dokładnie, bo całą uwagę zaprzątają żniwa. Jesienią, po robotach polowych, myśli zwołać zebranie, pojechać do Urzędu Miejskiego i spróbuje wziąć się za ulepszanie Wielgowa. Ludzie ją wybrali, głupio zawieść zaufanie. Ale nie mogą jej zostawić samej i patrzeć jak się zmaga z przeciwnościami. Sądzi, że nie będzie tak jak z tą drogą, kiedy to jej mąż załatwił żwir, ale nikt się nie znalazł do pomocy przy rozsypywaniu.

Ulica Miczurina jest akurat na drugim końcu Wielgowa. Szeroka, brukowana, z gęstym szpalerem drzew. Numer 29, to tu. Dom z czerwonej cegły, z niedawno wyremontowanym dachem. Podsołtys, Mirosława Skibińska, ściąga fartuch i prosi do pokoju. Przeprasza za nieporządek, ale na wszystko nie starcza czasu.

30 lat mieszka w Wielgowie i czasami odnosi wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał, i nie bardzo chce jej się wierzyć, aby one dwie popchnęły go do przodu.

— Ziemie tu są kiepskie —- mówi wygładzając fałdy na obrusie. — Nie można się oglądać na samą gospodarkę. Większość mieszkańców do południa jest robotnikami, a po południu rolnikami. Ale jednak te sprawy rolnicze ciągle są na pierwszym miejscu. Trzeba załatwić kontraktacje, nawozy, kursy. Może dlatego zabrakło czasu na inne problemy.

W autobusie chłopak mówi do dziewczyny:

— Dobrze, te Wielgowo należy teraz do Szczecina, zamiast w Maszewie ślub będziemy brali w Dąbiu.

Pobiorą się i będą patrzeć jakby tu czmychnąć za lasy i zamieszkać w szczecińskich blokach.

— W Wielgowie bloków nigdy nie będzie, zabudowa pozostanie niska, dostosowana do okolicy i istniejących budynków. Będą to domki jednorodzinne, bliźniacze, szeregowe. Najpierw zostaną stawiane jako uzupełnienie, potem rozpocznie się nowa zabudowa — Władysław Korzyński, kierownik działu planowania przestrzennego DRMS zatacza na planszy szeroki krąg ręką.

Plansza jest kolorowa. Na zielonym tle brązowe kwadraciki — to domki. Bałtycka znalazła się gdzieś z boku, jako mała uliczka, ustąpiła miejsca nowej, szerokiej arterii. Na różowo zaznaczono wszystkie obiekty społeczno-socjalne. Z tym różem dobrze trafiono. Przyszłość zwykle bywa różowa. Plan jest perspektywiczny, opracowany do 2000 roku.

Właściwie są to dopiero założenia. Szczegóły będą znane w listopadzie. Na razie wiadomo tylko, że do końca 1979 roku przy Bałtyckiej ma powstać duży pawilon handlowy.

20 lat temu Czesław Piskorski w monografii „Na Szczecińskiej Ziemi” pisał tak: „…..W głębi lasów, zdawałoby się zupełnie odcięte od miasta, leżą przedmieścia: Zdunowo, Wielgowo, Sławociesze i Kijewo. To już nie są dzielnice miasta, ale po prostu stacje klimatyczne, ku którym każdej niedzieli podąża ludność Szczecina, by wśród sosnowych lasów nabrać sił…”

W jednej z tych stacji klimatycznych: Wielgowie — Sławocieszu mieszka około sześciu tysięcy osób. Rekreacja, klimat? Owszem dostrzegają, doceniają. Bardziej jednak chcieliby doceniać profity płynące z bezpośredniej przynależności do wielkiego Szczecina.

KRYSTYNA POHL

Głos Szczeciński 19 sierpnia 1978 (nr 189 s. 5)