Opublikowane przez w Historia, Kultura i Sztuka, Szczecinianie.

Marzeniem telegrafisty załogi czołgi – Stanisława Rzeszutki było zobaczenie na własne oczy Warszawy. Zanim bohater trafił do stolicy Polski, przeżył m.in. zsyłkę do Uzbekistanu. Zachowane listy do matki z 1944 roku świadczą o ówczesnym stanie ducha telegrafisty.

 

Pierwsze trzy odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:

Z Uzbekistanu do Włoch…

[…] I wreszcie dzieje strzelca i radiofonisty kpr. Stanisława Rzeszutka, który nosił listy swego dowódcy do Lidii Mokrzyckiej. Pani Lidia wspominała Staszka z rozrzewnieniem. Kiedy o nim mówiła, napływały jej łzy do oczu: „Bardzo lubiłam Staszka. Pamiętam jak przynosił listy od męża, bo zawsze czekał na odpowiedź. Często nie miałam czasu, żeby od razu odpisać więc mówiłam:

– Dziękuję ci Staszku. Idź już. Odpowiedzi nie będzie.

Ale Staszek był uparty.

– Nie odejdę – mówił – dopóki pani nie napisze odpowiedzi.

– I to by się zgadzało – wtrąca p. Michał. – Bo ja mu zawsze mówiłem:

– Staszek, zanieś list, ale pamiętaj, że bez odpowiedzi nie masz po co wracać”.

Kapral Stanisław Rzeszutek pochodził ze wsi Kamienka w powiecie Baranowicze. Jego ojciec Karol już w 1914 roku powołany został do armii austriackiej. Po odzyskaniu niepodległości służył w wojsku polskim. W 1924 roku przeszedł do rezerwy i aż do wybuchu II wojny światowej gospodarzył na kilku hektarach. Później wraz z całą rodziną (pięcioro dzieci) wywieziony został do Uzbekistanu. W 1941 roku po podpisaniu przez gen. Władysław Sikorskiego z rządem radzieckim porozumienia w sprawie utworzenia Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, Karol Rzeszutek zgłosił się do wojska na ochotnika. Na ochotnika, ponieważ jako 46-letni wówczas mężczyzna poborowi nie podlegał.

Na miejsce organizowania się jednostki w okolice Huzar przybył wraz z najstarszą 20-letnią córką Genowefą. Ona też chciała do wojska. Wbrew oczekiwaniom przedwojennego kaprala, nie przyjęto ich tam z otwartymi ramionami. W końcu jednak dostali mundury. Kaprala Karola Rzeszutka przydzielono do kompanii sanitariuszy, córkę do 316 kompanii transportowej. Później oboje przeszli z armią Andersa szlak przez Bliski Wschód, Egipt do Włoch. We Włoszech walczyli pod Monte Cassino. Oboje wyszli z tej bitwy cało. Za męstwo i trud żołnierski otrzymali Krzyże Walecznych.

Sen o Warszawie…

Historia zarządziła, że Karol Rzeszutek szedł do kraju okrężną drogą. Jego syn Staszek, tą krótszą. Obaj walczyli na różnych frontach w przeświadczeniu, że spotkają się w wyzwolonej Polsce. W jednym z odcinków filmu „Czterej pancerni i pies” oglądaliśmy wzruszającą scenę spotkania Janka Kosa z ojcem. Kpr. Stanisław Rzeszutek tego szczęścia niestety nie miał. Kpt. Michał Gaj, dowódca czołgu 228. opowiadał: „Staszek Rzeszutek cały czas marzył o tym, żeby zobaczyć Warszawę. To było jego marzenie życiowe. Nigdy nie widział Warszawy. W sierpniu 1944 roku, kiedy Staszek został ranny w bitwie pod Studzienkami namawiałem go, żeby już nie wracał do załogi, żeby poszedł do kompanii sztabowej. Ale on nawet słyszeć o tym nie chciał. »Ja chcę walczyć« mówił.

We wrześniu przerzucono nas na Pragę. I wtedy Staszek zobaczył Warszawę. Warszawę, która płonęła. Na Pradze czołgi nie brały udziału w walkach. I tym bardziej to zdarzenie wydaje się dziwne. Pamiętam, staliśmy wtedy na ulicy Zygmuntowskiej. Skończyliśmy obiad i Staszek szedł myć menażki. Siedziałem na czołgu i patrzyłem za nim. W pewnym momencie zobaczyłem jak się zwinął i upadł…  Podbiegłem, podniosłem go…  Zmarł na moich rękach. Trafił go w plecy odłamek pocisku artyleryjskiego. A zawsze powtarzał: »Panie Michale, żeby już szybciej do tej Warszawy«”. Został pochowany na wzgórzu w Starej Miłosnej, 100 metrów od szosy, na zachodnim krańcu wsi. Stamtąd właśnie oglądał pierwszy raz w życiu panoramę Warszawy. Matka Staszka przebywająca w Związku Radzieckim otrzymała odręczne pismo w języku rosyjskim:

Rzeszutek Julia. Zawiadomienie. Wasz syn, młodszy sierżant Rzeszutek Stanisław w walce za Socjalistyczną Ojczyznę wierny żołnierskiej przysiędze, wykazując bohaterstwo i męstwo zginął 15 września 1944 roku.

Dalej informacja, gdzie został pochowany. Pieczątka brygady i nieczytelny popis.

Kilka dni później nadszedł jeszcze list pisany niewprawną ręką żołnierza:

20 X 44 r.

Dobry dzień rodzina Stasia!

Wasz list dzisiaj otrzymałem, który był zaadresowany do Waszego miłego syna Staśka. Z bólem zawiadamiam Wam nieszczęsny los Waszego Staśka i mego najlepszego kolega. Wasz syn bohatersko pomarł w walkach z Niemcami za naszą stolicę Warszawę. Chwała bohateru, polegał za oswobodzenie naszej kochanej Ojczyzny.

Chwała Wam za wychowanie syna bohatera …

Podpis nieczytelny.

Odważny patriota…

Jaki był Staszek Rzeszutek, pierwowzór postaci Janka Kosa z serialu „Czterej pancerni i pies”? Wszyscy pamiętają go jako wesołego, zdyscyplinowanego i uczynnego chłopca. Był szczupły, niski, o ciemnoblond włosach. Fizycznie bardzo sprawny, zwinny, jako jedyny w plutonie potrafił dotrzeć bez trudu do najbardziej niedostępnych zakamarków czołgu. Wysługiwano się nim nawet trochę, zwłaszcza przy wymianie akumulatorów, ale Staszek robił to chętnie. Zaufanie jakim obdarzali go starsi koledzy poczytywał sobie za zaszczyt. Wszyscy też zgodnie stwierdzają, że Staszek był bardzo odważny i w jakiś piękny, młodzieńczy sposób rwał się do walki. Bardzo kochał matkę i najmłodszego brata Leopolda, którego nazywał Polusiem.

Te ostatnie spostrzeżenia wynikają z lektury jego listów pisemnych z frontu do matki. Musiał też być wielkim patriotą. Niemal w każdym liście (zachowało się ich osiem) padają słowa: „Polska”, „Ojczyzna”, „ojczysta ziemia”. Każdy też list rozpoczyna od zdania: „Kochana Mamo, ja Stasiek skreślam do Was kilka słów. Bogu dzięki, jestem żywy i zdrów, czego i Wam kochana Mamo życzę”. Czasami poprzedza je jakby nagłówkiem: „List do Kochanej drogiej mamy”, albo „List Staszka Rzeszutka do mamy” lub po prostu „List z frontu”.

Rękopisy nie płoną…

Oto fragmenty niektórych listów kpr. Stanisława Rzeszutka do matki. Listów pisanych na odwrocie jakichś poniemieckich kwitów magazynowych i formularzy telegraficznych, rzadziej na czystej kartce zeszytowego papieru, pisanych stylem zdradzającym u autora duże trudności w operowaniu słowem.

14 II 1944 roku

Kochana Mamo.

Streszczam kilka słów, Ja Bogu dzięki jestem zdrów, którego i Wam życzę. Kochana Mamo, mnie na razie jest dobrze, lecz nie wiem jak dalej będzie, pracujemy nie ciężko, odżywiam się dobrze, tylko jedna bieda że mało czasu do spania, bo zajmujemy się całymi nocami po lasach i polach, no ale to nie, to wszystko wytrzymam, może wkrótce zobaczymy się na Ojczystej ziemi […] No nie wiem kiedy Bóg da takie szczęście, że wrócim razem do domu i zobaczym się z tatusiem i siostrą Genią …

23 IV 1944 r.

Wasze wiadomości o was bardzo mnie niepokoją, ale nic. Mam nadzieję, że wkrótce będziem razem, będziem się cieszyć i weselić, bo ja i moje koledzy czołgisty za swojemi żelaznymi maszynami odwojują wojnę i niepodległą Ojczyznę. […] Mama pisała, że u was jeszcze zimno jest a tu to jest już bardzo ciepło i jak na razie dowidzenia. Całuję Was wszystkich mocno po 100 000 raz.

Tankist Stasiek


Łódck, 17 VI 1944 r.

List do kochanej Mamy.

Kochana Mamo w imię Boże skreślam do was kilka słów. Ja póki co jestem żywy i zdrowy, którego zdrowia i wam kochana mamo życzę. Ja jak wiecie poniewieram się tutaj po tych łódckich lasach, no choć tutaj mi jest dobrze, a jak dalej będzie to jeszcze nie wiem. Ja dzisiaj byłem w bani, która tutaj jest bardzo dobra jak wiecie co w wojsku wszystko jest, kino-teatry to prawie każdy dzień, jednym słowem tu jest życie a nie raj, ażeby tak do skończenia wojny. Jedzenia to wiele chcesz, chleba to nie ma gadania a to jeszcze i konserwa, mleko, jajka, masło i nawet wódka jest. Kochana Mamo teraz wam opiszę dobrą wiadomość, ja teraz się bardzo cieszę bo tu teraz zabraniają strogo rozmawiać po rusku, jak kiedy to i karają za to. Jeszcze zawiadamiam was, że ja wam 15.VI.1944 roku wysyłam 250 rubli, bo ja wam wysyłam już trzeci raz, raz 260 rubli, 330 i teraz 250 rubli. Kochana mamo, jak ta żyje Poluś, Jadzia i kochany Tadzio. Co teraz oni nie piszą, może się smucą, że ja do was nic nie piszę, Poluś ty się nie martw, ja muszę tobie przysłać jakąkolwiek pamiątkę tylko teraz nie mam czasu, na razie do widzenia pisze do was Stasiek Rzeszutek, syn Karola.

Ty Poluś odpisz i ukłoń od polskich czołgistów do wszystkich.

Do zobaczenia, pisze Stasiek

Bez daty. Pieczątka poczty polowej – 26 VI 44 r.

[…] Poluś ty mi napisz co porabia Wasia i Genio Trzaskalski i gdzie jest Kazio Rygalski i czemu oni nie piszą. Poluś i Tadzio nie martwicie się, w prendkości i wy będziecie też czołgistami i prędko będziemy na swojej ziemi razem …

Na boku, w trójkąt złożonej kartki papieru dopisek:

Kochana Mamo nie gniewaj się żem tak mało napisał bo przyszedł porucznik i dał robotę w maszynie czołgu.

30 VII 1944 r.

Droga Kochana Mamo na od Was 2 listy otrzymałem i ja też wam napisałem o sobie i o Polskiej Ojczyźnie, o Polskich ludziach, którzy nas tak dobrze przyjmowali, jak my wkraczali do Ojczyzny, przyjmowali z kwiatami i z wódką, z mlekiem i chlebem. […] Wkrótce pojedziemy do samej Warszawy. […] Byłem w kilku polskich miastach na przykład w Chełmie i teraz znajdujemy się w mieście Lublinie, gdzie widziałem bardzo dużo rozmaitych wypadków naprzykład w mieście Lublinie w więzieniu. Pochowaliśmy 800-set Polaków, którzy byli zabici i zamordowani przez Niemców, których jeszcze zastaliśmy i zostali ukarania karą śmierci przez powieszenie.

4 VIII 44 r.

Kochana mamo. Znajduje się na nowym miejscu to jest 20 km od rzeki Wisły ale prędko wyruszymy ją forsować i pojechać do Warszawy i ustanowić tam porządek […] jak będę miał szczęście to będę żywy bo nad Wisłą to niemiec bardzo bije i nie można przejść, ale to nic, w czołgach naszych broni jest gruba i potrafimy jego rozbić i dostać się do Warszawy aby wyzwolić swoją Ojczyznę żeby nasze Polskie rodziny dostały się do swego kraju. Mam nadzieję, że w następnym liście będę mógł donieść wam o przejściu Wisły. […] Odżywianie jest dobre jakraz w tej chwili zostawiłem obiad i pisz do Was list, bo list do was jest droższy czem obiad. Tylko to mnie żal, że są takie miasta rozbite i domy. […] Jak będę żywy to Polusia muszę wyuczyć na Czołgistę Polskiego tylko niech się uczy czytać i pisać po polsku …

21 VIII 1944 r.

Kochana mamo ja teraz leże w szpitalu, ale już wyzdrowiałem byłem raniony pod oko, trzy rany i złamane dwa żebra, leżę 30 km od frontu. Wie mama jak ja ciężko to przenosiłem nie macie pojęcia. Jak byłem w boju to mi zerwali ten krzyżyk bardzo mi jest żal i nie ma skąd drugiego dostać. Ja proszę mamy przyślijcie mi co drugiego nie ma do czego się modlić. Walczyliśmy na tamtej stronie Wisły teraz leżę na tej stronie Wisły […]. Podajcie od chorego Staśka niski ukłon wszystkim i was kochana mamo Całuję mocno najmocniej i modlę się za was, a wy za mnie.

30 VIII 1944 r.

List z fronta . Droga i kochana Mamo. W imię Boże skreślam do was kilka słów. Ja jestem Bogu dzięki żywy tylko nie całkiem zdrowy. Ja wam już o tem pisałem, że leżę w szpitalu. 28 mnie wypisali. Moje rany się pozagajały tylko trochę w środku to mnie jeszcze boli. Wkrótce będę zdrowy i pójdę walczyć o wolność Polski. A teraz kochana mamo was trochę pocieszę, posyłam na pamiątkę swoją pojedyńczą fotografię tylko jestem bardzo marny leżałem w bolnicy i jeszcze zawiadamiam, że na polu boju dostałem nagrodzenie Medal. […] A o Polusiu to nie mogę zapomnieć, pamiętam każdej chwili, przed samym bojem to myślałem o całej Rodzinie. Podajcie wszystkim ukłony od Polskich bojowych Czołgistów z frontu o walkę za Wolność demokratycznej Polski. Do widzenia pisze do Was Rzeszutek Stasiek”.

Poszukiwania po śmierci…

Pisał po raz ostatni. W dwa tygodnie później już nie żył. Po zakończeniu działań wojennych ojciec Staszka za pośrednictwem Czerwonego Krzyża odnalazł swoją rodzinę, która osiedliła się na Ziemiach Zachodnich. Z pozostałymi bohaterami załogi czołgu po latach spotkał się autor przytaczanego w odcinkach fragmentu książki – Andrzej Androchowicz. O tym jak potoczyła się rozmowa już za tydzień…

Artykuł „Śladami załogi czołgu Rudy” (2003) jest fragmentem nieopublikowanej książki Andrzeja Androchowicza „Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc całość na poszczególne akapity.