Opublikowane przez w Historia, Kultura i Sztuka, Szczecinianie.

Najtrudniejszy bój w czasie wojny ekipa czołgu stoczyła pod Studziankami. Starcia na Pradze były ostatnimi w dziejach załogi T-34. Bohaterowie w 1945 roku przyjechali do Szczecina i zamieszkali przy ulicy Waryńskiego.

Pierwsza dwie odsłony artykułu dostępne są pod tymi adresami:

„Stary” pancernik

[…] A Michał Gaj w Brygadzie był kimś. Choć młody wiekiem, uchodził za „starego” doświadczonego pancerniaka. Już w 1938 roku w stopniu starszego strzelca obsługiwał kaem w tankietce TK-3 w 6. Batalionie Pancernym. W czasie wojny bronił Lwowa przed hitlerowcami. W kwietniu 1941 roku zmobilizowany do Armii Czerwonej służył w jednostce piechoty zmotoryzowanej. Później, kiedy zaczęła się formować polska armia, wysłany został do szkoły oficerskiej, po ukończeniu której otrzymał stopień chorążego. Do sieleckiego obozu przyszedł w sierpniu 1943 roku. Tu przydzielono go do organizującego się II pułku czołgów. Otrzymał czołg T-34 oznaczony numerem 228, został jego dowódcą. W kompanii czołg ten znany był jako „młodzieżowy”.

W książce „Studzianki” (str. 425) J. Przymanowski tak przedstawia Michała Gaja: „Każdy wiedział, że chorąży jest starym pancernikiem, człowiekiem wiekowym (około 26 lat), a jednak traktowano go jak młodzika. Może dlatego, że skromny był i cichy, że zakochał się bez pamięci w Lidce Mokrzyckiej i długie listy pisywał do niej potajemnie, o czym wiedzieli wszyscy czołgiści. Właśnie Gajowi dano na mechanika Józka Bagińskiego, który był o dwa lata młodszy, a na ładowniczego i na radiofonistę dostał szesnastolatków: Janka Maksymiaka i Staszka Rzeszutka, obu z rocznika 1927. Inny by się może buntował, ale nie Michał. »Młodych łatwiej uczyć, odwagi im nie brak a za rok podrosną« – mówił”…

Tę wielką tajemnicę uroczej telefonistki Lidki Mokrzyckiej i dowódcy czołgu 228 chor. Michała Gaja najlepiej znał kapral Stanisław Rzeszutek. Był swego rodzaju łącznikiem między dwojgiem zakochanych. Biegał z listami Michała do Lidki i obowiązkowo musiał przynieść odpowiedź, bo inaczej nie miał po co wracać.

Tropem I Brygady

I Brygada Pancerna największą bitwę w tej wojnie stoczyła na przyczółku warecko-magnuszewskim pod Studziankami w dniach 9-16 sierpnia 1944 roku. Rozkazem dowódcy Nr 013 generała brygady Jana Miarzycana 9 sierpnia o godzinie 12.00 rozpoczęła się przeprawa jednostki przez Wisłę. Drugi pułk czołgów ppłk. Teodora Rogacza, w skład którego wchodził wóz 228 dowodzony przez chor. Michała Gaja, rozpoczął przeprawę 10 sierpnia o godzinie 13.30. Przeprawę tę rozpoczął z ośmiogodzinnym opóźnieniem spowodowanym nieustającymi nalotami i silnym ogniem nieprzyjacielskiej artylerii.

„Zdawaliśmy sobie sprawę z tego – wspominał p. Michał Gaj – że walki będą bardzo ciężkie. Przeciwko nam Niemcy rzucili doborowe jednostki między innymi Dywizję Spadochronowo-Pancerną „Herman Göreing”. Dla orientacji warto dodać, że tylko ta jedna dywizja liczyła 14 tysięcy żołnierzy i 140 czołgów, natomiast nasza I Brygada Pancerna – 2200 żołnierzy i 86 czołgów. Oczywiście nie byliśmy sami. Liczebność i siła ognia jednostek radzieckich zapewniały przynajmniej równy układ sił. Najcięższe walki toczyły się pod Studzienkami. Wieś przechodziła kilkakrotnie z rąk do rąk. Nasz drugi pułk czołgów szedł do ataku 6 czy 7 razy” – wyliczał.

pierwszy od prawej (w berecie): kpr. Karol Rzeszutek, ojciec Staszka

„13 sierpnia szliśmy do kolejnego natarcia. Było koło południa, godzina jedenasta, może dwunasta. Plutonem dowodził ppor. Władysław Świetana. Mój czołg szedł w środku. Mieliśmy zdobyć skrzyżowanie dróg pod Studzienkami. Na skrzyżowaniu była okopana armata siedemdziesiątkapiątka i działo pancerne. Z prawej, od strony lasu, wyszły na nas trzy „Tygrysy” – kontynuował Michał Gaj – Tę siedemdziesiątkępiątkę udało nam się zniszczyć, ale zraz potem Niemcy trafili nas. Dostaliśmy w przedni pancerz. Silnik zgasł, ale dalej strzelaliśmy z armaty. Dopiero jak poczułem swąd spalenizny, a ładowniczy Maksymiak krzyknął – »Józek zabity«, wyskoczyliśmy z czołgu i padliśmy w piach. Na szczęście górny właz zawsze miałem otwarty. Nie było to zgodne z regulaminem, ale jakoś lepiej czuliśmy się w tym stalowym pudle przy otwartym włazie. Usłyszeliśmy krzyk Staszka Rzeszutka. To były sekundy”…

„Wróciliśmy i wyciągnęliśmy go z czołgu. Był lekko ranny nad okiem koło skroni. Zaraz zrobiłem mu opatrunek, zostawiłem w okopie i kazałem czekać na sanitariuszy. Ponieważ nasz czołg nie palił się, więc rozglądaliśmy się z Maksymiakiem może kto weźmie go na hol. Leżeliśmy w płytkim rowie obok czołgu […]. I w tym czasie, któryś z wozów cofając się tyłem przysypał Staszka ziemią. Jak go odgrzebałem, ledwie stał. Mówił, że go w piersiach boli. Prawdopodobnie miał złamane żebra. Trzeba go było odesłać do szpitala” – wspominał „stary” pancernik.

Niecodzienny dyżur kaprala

Owego południa 13 sierpnia w ziemiance węzła łączności dyżur pełniła kapral Lidia Mokrzycka. Do niej też dotarł meldunek Michała Gaja: „Mój czołg 228 »podbity«, kierowca Józef Bagiński zabity, radiostelefonista Staszek Rzeszutek ranny…”.

Co wtedy przeżyła…? Uczucie radości, że Michał żyje. Uczucie smutku i goryczy, bo zginął Józef Bagiński, bo Staszek ranny i jeszcze nie wiadomo czy się wyliże, bo wśród poległych znalazł się podporucznik Władysław Świetana, który ponoć jeszcze w Białoomucie dał Lidce trzy dni paki za to, że mu nie zasalutowała. Zginął w momencie, kiedy właściwie walka już była wygrana, trafiony kulą snajpera w głowę. Wychylił się tylko na moment, z wieży swego czołgu oznaczonego numerem 229, żeby wydać jakiś rozkaz biegnąc obok fizyljerom.

Dla załogi czołgu Michała Gaja walka pod Studzienkami skończyła się. Pochowano sierżanta Józefa Bagińskiego, kaprala Stanisława Rzeszutka sanitariusze odwieźli do szpitala, trafiony czołg 228 ściągnięto z pola walki.

Kierunek – Szczecin

Po walkach pod Studziankami we wrześniu 1944 roku I Brygada Pancerna została przerzucona na Pragę. W jej składzie znalazł się również czołg 228. Mechanicy Brygady bez większych kłopotów załatali dziurę w pancerzu przywracając mu sprawność bojową. Ranny pod Studziankami kpr. Stanisław Rzeszutek szybko wrócił do zdrowia i w drodze do Warszawy zajął w czołgu swoje dawne miejsce radiotelefonisty. Dowodził jak dotąd chor. Michał Gaj, który w międzyczasie awansował na dowódcę plutonu czołgów. W załodze zabrakło tylko kierowcy – sierżanta Józefa Bagińskiego. Jego miejsce zajął nowy mechanik. Nazywał się Dybielecki. Imienia niestety p. Michał Gaj już nie pamiętał. Był z nim bardzo krótko.

Jak wiadomo we wrześniu po kilkakrotnych próbach uchwycenia przyczółka na lewym brzegu Wisły pod Warszawą trwały anemiczne walki pozycyjne. Podpisywali się artylerzyści. Ze względu na zburzone mosty czołgi nie miały tu nic do roboty.

Na Pradze też skończyła się wojenna historia Michała Gaja. Stąd bowiem dowództwo wysłało go do szkoły oficerskiej w Leningradzie. Ukończył ją po wojnie i w stopniu kapitana w składzie 16. Brygady Pancernej przyjechał do Szczecina. Był wtedy sierpień 1945 roku.

Nowy dom przy Waryńskiego

Dla Lidki Mokrzyckiej wojna skończyła się nieco wcześniej. Wkrótce po bitwie pod Studziankami, ze względu na stan zdrowia została zwolniona z wojska i rozpoczęła pracę na poczcie w Lublinie, a następnie w Katowicach. Za pośrednictwem przyjaciół i znajomych odnalazł ją tam kpt. Michał Gaj. Pokonując nie lada kłopoty związane z komunikacją przywiózł Lidkę do Szczecina i tu, 29 grudnia 1945 roku, wzięli ślub. Państwo Gajowie nie przypominają sobie, gdzie mieścił się wówczas Urząd Stanu Cywilnego. Na pewno było to gdzieś w śródmieściu.

Mieszkali w jednym z domów na Pogodnie przy ulicy Waryńskiego. Na wesele, które jak na owe czasy było bardzo huczne, przybyli wszyscy mieszkańcy tej dzielnicy. Nie było to niemożliwe, ponieważ w sierpniu 1945 roku na Pogodnie mieszkało zaledwie kilka wojskowych rodzin. Kłopotów mieszkalnych żadnych. W dwójkę zajmowali cały dom – pięć pokoi. Nie bardzo nawet było wiadome, jak je wykorzystać. Państwo Gajowie mieszkali w Szczecinie bardzo krótko. Później mieszkali w różnych miastach Polski, a w marcu 1969 roku po 24 latach wrócili do Szczecina.

Kapitan Michał Gaj, już jako oficer rezerwy, podjął pracę w Kombinacie Chemicznym w Policach. Pani Lidia Mokrzycka-Gaj w Okręgowej Składnicy Mleczarskiej w Szczecinie. Dziś oboje są na emeryturze. Mają czworo dorosłych dzieci i siedmioro wnucząt. W 1974 roku pani Lidia została matką chrzestną statku PŻM, 32-tysięcznika m/s „Studzianki”. Tak w rzeczywistości potoczyły się losy telefonistki z kompanii sztabowej I Brygady Pancernej kpr. Lidii Mokrzyckiej i dowódcy czołgu 228, chor. Michała Gaja. Dzieje ich przyjaciela –  kpt. Stanisława Rzeszutki już za tydzień…

Artykuł „Śladami załogi czołgu Rudy” (2003) jest fragmentem nieopublikowanej książki Andrzeja Androchowicza „Poza kadrem”. Redakcja Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl przeredagowała powyższy tekst, m.in. wstawiając śródtytuły i dzieląc całość na poszczególne akapity.