Opublikowane przez w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Ulice w większości były brukowane dużą i małą kostką granitową. Asfalt pamiętam tylko na obecnej ul. Monte Casino. Kocie łby na peryferiach. Po ulicach jeździło prawie wszystko począwszy od ręcznych wózków pchanych lub ciąganych poprzez rowery przystosowane do przewozu towarów, motocykle z koszem, wozy konne, na samochodach i tramwajach skończywszy. W pamięci utkwiły ręczne wózki na dwóch dużych kołach z metalową obręczą. Przewoziło się na nich ziemniaki, węgiel czy też meble. To samo z rowerami, które podobne były do riksz. Motocykli było mało a tych z koszem jeszcze mniej. Wozy konne, tych było najwięcej, zaprzęgnięte w jeden lub dwa konie przewoziły wszystko. Duże platformy woziły węgiel, piasek, cegły, te zakryte służyły do przewozu chleba, mięsa i innych produktów. Niektóre były bardzo nowoczesne, bo woźnica był osłonięty od deszczu szybą. Koła tych wozów były już gumowane. Niektóre a zwłaszcza te do przewozu węgla, jeździły po szczecińskich ulicach najdłużej. Na pewno pamiętają niektórzy, że na podwórkach były ustawione parterowe budowle o dachach spadzistych, w których znajdowały się stajnie. Później powstawały w nich garaże a obecnie ślad po tych budowlach zaginął.

Samochody osobowe. Było ich mniej od wozów konnych, ale były. Jakie? Pełna gama różnych marek od przedwojennych DKW, BMW, Mercedesów po produkcję powojenną Citroena, Forda i Fiata. Warszawy to już era nowoczesności. Te samochody jeździły również jako taksówki. Po bokach miały namalowany długi pas biało czerwony oraz numer. Był to prywatny sektor przewozów państwowych składający się z Warszaw, który nosił na bokach biało-czerwoną szachownicę. Żywot państwowych taxi był krótki i nadal pozostały prywatne. Inne często spotykane samochody to: wojskowe gaziki z budą lub bez. Jeździło nimi wojsko i milicja. Czarne niskie Citroeny nazwane cytrynami – tych samochodów należało się wystrzegać. Wiadomo !!!

Nie pamiętam jakie były pierwsze karetki pogotowia ratunkowego, ale wspominam dostawę do Szczecina karetek ,,Skoda”. Były to niskie samochody combi w kolorze srebrnym z syrenami alarmowymi.

Jeśli chodzi o samochody dostawcze, to w pamięci utkwiły mi tzw.,,hulajnogi” z jednym kołem z przodu. Miały podnoszoną szybę przednią i szoferkę na dwie osoby. Z tyłu skrzynię odkrytą lub zabudowaną. Taki to pojazd parkował na naszym podwórku i były o to kłótnie z innymi lokatorami. Ale kiedy parkował jeszcze samochód marki DKW tzw.„dekawka” jako taksówka, podwórko straciło urok.

Samochody ciężarowe były w większej ilości wojskowe, ale i również cywilne i to prywatne. Te nosiły ślady minionej wojny, zwłaszcza jeden duży samochód napędzany na tzw.,,holgaz” czyli ustawiony na skrzyni ładunkowej duży owalny kocioł z paleniskiem do którego  kierowca z pomocnikiem dokładali węgiel. I to jechało. Ojciec opowiadał, że tego rodzaju rozwiązanie było powszechne w latach okupacji. Żywot tego samochodu skończył się na podwórku po zburzonej kamienicy przy ul. Podhalańskiej a ul. Mazurską.

Inne samochody to rosyjskie ZIS-y o drewnianej szoferce. Jeden z nich należał również do Pałacu Młodzieży. Angielskie samochody nazwane przez nas ,,buldogami” z racji przedniej maski. W kolejnych latach pierwsze Lubliny z drewnianą szoferką i Stary.

Wśród traktorów przypominam sobie Domaga z dwiema dużymi przyczepami i później Warszawy z kominkiem czyli ,,Ursusy”. Ich charakterystyczny terkot był rozpoznawalny z daleka.

Do naszych ulubionych zabaw należało siadanie na krawędzi chodnika i odgadywanie co jedzie zanim zobaczyliśmy pojazd. Trafialiśmy bezbłędnie tak, że nasi rodzice się dziwili.

Szczecińskie tramwaje. Pierwsze jakie pamiętam były pomalowane na kolor żółty, znacznie później czerwony. Nie potrafię opisać marek tych jakie jeździły w Szczecinie, ale były duże i małe. Przyczepki z otwartymi platformami wejściowymi na linii nr 4. Inne tramwaje to takie ze środkowym wejściem zwane przez nas „Pulmannami”. Charakterystyczny skład to Pulmann z przodu i niższa przyczepa o zaokrąglonym dachu. Pisk na zakrętach oraz torowiska. Kto dzisiaj pamięta, że torowiska biegły jezdniami na ul. Piłsudskiego, al. Piastów, ul. Sikorskiego. Przebiegały al. Wojska Polskiego od pl. Zwycięstwa do pl. Szarych Szeregów, ul. Jagiellońską do al. Piastów, ul. Malczewskiego od al. Wyzwolenia do ul.Matejki, Wyszaka?, ul. Obrońców Stalingradu. Torowiska znajdowały się na Starym Mieście, istniały też tory, które prowadziły do szczecińskich poczt przy al. Piastów, al. Niepodległości. Znacznie później dowiedziałem się, że tramwaje również rozwoziły pocztę. I słynne „winogrona tramwajowe”. Bileterzy oraz czasy, kiedy już ich nie było. Bilety kasowało się samodzielnie w tramwaju kasownikiem o różnych dziurkach. Były „Kraby” co wydawały bilety po wrzuceniu monety, ale i to zanikło. A teraz kupujesz w kioskach, kasujesz i patrzysz czy mieścisz się w czasie odpowiadającym wartości biletu.

I autobusy, te pamiętam z późniejszych lat a pierwszymi były „Chaussony” i jakieś inne węgierskie. Nasze „Jelcze” to już czasy współczesne. Przegubowce i przyczepy autobusowe. Jelcze nazywano „ogórkami”, dla mnie ogórkiem były Chaussony.

Dzisiejszy świat to nowoczesność. Kto pamięta czerwone skrzynki alarmowe straży pożarnej, pierwsze budki telefoniczne i łańcuch na sznurze do słuchawki. Pierwszą sygnalizację świetlną na skrzyżowaniu al. Wojska Polskiego z ul. Jagiellońską oraz sprzedaż znaczków pocztowych w kioskach. Gazety takie jak „Świat Młodych”, gdy czekało się pod kioskiem na dostawę. Popołudniowe wydanie „Kuriera” po którego czekało się w kolejce. I kto myślał o płatnej strefie parkowania? Raptem minęło 60 lat i taki postęp, ale tamte dziecięce lata będzie się pamiętać bardziej, bo wszystko nas cieszyło. Pomalowany tramwaj i drewniany samochodzik. Landrynki z lemoniadą oraz czytane książki pod pierzyną przy latarce. Choinki a na niej świeczki. Stojaki z chorągwiami i chleb ze smalcem.

Dzisiejsza młodzież już żyje w innym świecie. Nam pozostał sentyment.

Zakończenie

Dobrnąłem do końca. Czy są to pełne moje wspomnienia? Na pewno nie. W trakcie pisania pamięć wracała i gdybym zapragnął wszystko przelać na papier, powstałoby grube, nudnawe tomisko. Wiem, że czytając moje wspomnienia nasuną się pytania. Postaram się na nie odpowiedzieć. Wspomnienia oparłem wyłącznie na swojej pamięci. Obejmują wczesne lata dzieciństwa, aż do pełnoletności. Pozbawiłem je wszelkich przejawów politycznych. Zrobiłem to po głębokim zastanowieniu. Bo małe dziecko nie jest zainteresowane polityką..

Wyrastałem w POLSKIM SZCZECINIE, w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Wszyscy wtedy chcieli zapomnieć o wojnie, chcieli być szczęśliwi, walczyli o każdy dzień mimo, iż nie było łatwo.

irs6