Opublikowane przez w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Słynne wyprawy do szczecińskich podziemi

Były i wyprawy do szczecińskich podziemi. Pierwsza wyprawa to poniemiecki schron przeciwlotniczy usytuowany w alejce obecnej al. Piłsudskiego między pl. Grunwaldzkim a Odrodzenia. Interesowało nas co jest w środku. Okazało się, że nic ciekawego – betonowe ściany i podpórki na ławki. Pamiętam, że schrony te miały wywietrzniki wychodzące na zewnątrz. Bawiliśmy się w sposób następujący: jeden z nas stawał przy wejściu, reszta była w środku. Kiedy ktoś zbliżał się do schronu, po otrzymaniu sygnału wrzeszczeliśmy z całych sił i przechodzień uciekał w popłochu. Tego typu schronów było bardzo dużo, lecz wejścia do nich zostały później zamurowane.

Z innych wypraw, przypominam sobie wyprawę do dzisiejszej katedry, gdzie odkryto zamurowany dzwon. Oglądaliśmy go przez wyłom w ceglanym murze. Miał napisy niezrozumiałe dla nas oraz jakieś inne rysunki. Dzwon był ogromny i zastanawialiśmy się jak zostanie wciągnięty na wieżę. Okazało się jednak, że tam go nie umieszczono. Obecnie zamontowany jest na drewnianych belach przy katedrze.

Kiedy byliśmy starsi, w czasie wakacji zorganizowaliśmy wyprawę do podziemi zamku. W miejscu, gdzie dzisiaj ustawione są armaty a na dół prowadzą wąskie schody, odkryliśmy na dole wejście. Ta wyprawa była dobrze przygotowana: mieliśmy latarkę, świeczki, torbę z opatrunkami oraz długi sznur od wieszania bielizny. I pewnego dnia weszliśmy do środka. Stare ceglane mury, pod nogami gruz. My szliśmy dalej i nagle zobaczyliśmy białe światło padające z góry. Ciekawiło nas gdzie jesteśmy a tu raptem z góry usłyszeliśmy głosy dzieci i rozchodzące się echo. Z naszej strony odpowiedzieliśmy przeciągłym „aauu” i głowy na górze poznikały. Byliśmy z siebie bardzo zadowoleni, aż do chwili, gdy na dół zaczęły lecieć kamienie. Uciekliśmy wtedy w popłochu. Później sprawdziliśmy ten otwór, którym okazała się studnia na dziedzińcu zamkowym.

Poszukując kolejnych wrażeń natrafiliśmy też na właz do podziemi przy baszcie Siedmiu Płaszczy. Tutaj także były cegły a tunel gwałtownie obniżał się. Po przejściu około 70-80 metrów było już mokro, więc nie mieliśmy odwagi iść dalej. Po wyjściu stwierdziliśmy, że byliśmy prawie przy samej Odrze przy przęsłach mostu Kłodnego.

Znaliśmy również wejścia do podziemnych pomieszczeń na Wałach Chrobrego przy ul. Jana z Kolna, ale zostaliśmy odpędzeni przez dorosłe osoby.

Teraz prawie każde dziecko wyjeżdża z rodzicami na wczasy. Z naszego okresu pamiętam kolonie nad morzem i w górach. Te były modne. Resztę wakacji spędzaliśmy na podwórku, ale nie tylko. Dalsze wyprawy na wieżę Bismarcka i do Jeziorka Szmaragdowego z grotą włącznie odbyliśmy pod opieką starszej młodzieży. Tak wyglądały nasze wakacyjne dni. Przypominam sobie oczyszczony basen ppoż. przy al. Jedności Narodowej (obecnie al. Jana Pawła II) a ul. Wielkopolską. Był płytki a kiedy napuszczono do niego wodę, stał się pierwszym naszym szczecińskim basenem w którym to nauczyłem się pływać.

I nasze młodzieńcze odkrycie: szczecińskie podziemia i schrony były budowane nie tylko pod, ale i nad ziemią. Przykładem niech będą betonowe bryły schronów upodobnione do kamienic, znajdujące się: Pomorzany przy pętli tramwajowej, w rejonie dworca kolejowego Szczecin Główny i w pobliżu ul. Energetyków. Nadal istnieją schrony na ul. Dębogórskiej i pętli tramwajowej nieopodal Stoczni Remontowej. Innym ciekawym odkryciem są głębokie, szerokie, okrągłe studnie, sięgające w głąb na ok. 20 m, które znajdują się przy ul. Mieszka I za ul. Białowieską a ul. Łanową. Prawdopodobnie była to fabryka prochu. Dzisiaj znajduje się tam Polmozbyt a raczej jego parking.?

c.d.n.

irs6