Opublikowane przez w Pomniki.

Dziewięć lat minęło od decyzji Rady Miasta, że w Szczecinie winien zostać wzniesiony pomnik „Społecznego Protestu Grudnia 1970” do jego odsłonięcia. Łącznie miasto i jego mieszkańcy czekali na to trzy i pół dekady. Najnowszą historię pomnika określano mianem parodii, skandalu i polskiego piekła, a samo „dzieło” – „huzarem z harmoszką” i „gadżetem dewocjonalnej tandety”. „Anioł Wolności”, miast jednym z miejskich symboli, stał się pomnikiem szczecińskiej niemocy.

Gdzie jest krzyż?

Podjęcie uchwały w 1996 r. nie oznaczało jakichkolwiek działań. Zdawać by się mogło, że niemal wszyscy szybko o sprawie zapomnieli. Dopiero gdy dwa lata później Józef Kasprzycki, członek grudniowego komitetu strajkowego, przypomniał o zobowiązaniu, powołany został Społeczny Komitet Budowy Pomnika „Społecznego Protestu Grudnia 1970”. W skład komitetu, który pełnić miał jedynie funkcje doradcze (inwestycję przeprowadzić miało miasto) weszło 27 osób, m.in. politycy związani z obozem solidarnościowym, uczestnicy rewolty grudniowej, a także historyk, duchowny, architekt i plastyk. Na jego czele stanął Marian Jurczyk. Monument stanąć miał na trawniku oddzielającym dwie nitki Trasy Zamkowej.

Konkurs na projekt pomnika przeprowadzony został w drugiej połowie 1998 r. przez miejscowy oddział SARP. Zgłoszono aż 21 propozycji. Za najlepszą sąd konkursowy uznał pracę grupy studentów Politechniki Szczecińskiej, którą kierował rzeźbiarz Jerzy Lipczyński. „Fantomy” miały pokazać anonimowych protestujących – 110 pochylonych postaci (wykonanych z chropawego żeliwa, o wysokości od 1,8 do 4 m), z ułożonym z kamieni przejściem dla pieszych między nimi, dawać miały widzom wrażenie uczestnictwa w demonstracji, możliwość „wmieszania się w tłum”.

Choć wybrano projekt, sprawa jego realizacji została zawieszona. W tym czasie coraz częściej pojawiały się głosy członków komitetu, że należałoby pomyśleć nad czymś innym, koniecznie z motywem krzyża i w zmienionej lokalizacji. Położenie między nitkami ruchliwej Trasy Zamkowej miało rzekomo utrudniać dojście do pomnika osobom starszym i schorowanym. Choć tuż przy miejscu przeznaczonym wtedy pod monument funkcjonuje przejście dla pieszych, niektórzy zaczęli sugerować, że dostęp do niego możliwy będzie jedynie przez… tunel (który nie istnieje i którego nikt w tym miejscu natenczas nie planował). Na początku 2001 r. Marian Jurczyk w oświadczeniu, skierowanym do magistratu, mediów i… samego komitetu, napisał m.in.: „Porównując gdańskie krzyże, tak monumentalne w swym wyrazie, z tym, pożal się Boże, kamieniołomem, odnosimy wrażenie braku ambicji i mizerii naszego szczecińskiego ducha”. Wkrótce, decyzją komitetu, wybór „Fantomów” został unieważniony.

Tym, co nie powrócili z(nad) morza

By nie organizować kolejnego konkursu, postanowiono poszukać krzyża w pracach, które zajęły dalsze miejsca. Problem polegał jednak na tym, że po wcześniejszym wyborze, autorom odesłano wszystkie plansze i makiety. Po analizie… materiału fotograficznego, wybrano projekt sklasyfikowany na miejscu czwartym – „Falę”, autorstwa architekta Michała Kuczmińskiego i rzeźbiarza Zygmunta Brachmińskiego z Katowic. Mierząca w zamierzeniu 16 metrów, odlana w brązie „fala protestu” spełniała podstawowy, choć nieformalny wymóg – wyposażona była w żagiel w kształcie krzyża. U jej podstawy przewidziano montaż tablic z nazwiskami ofiar rewolty grudniowej. Mniejsze fale – symbole wcześniejszych narodowych protestów – miały wyłaniać się z posadzki placu.

Do wniosku komitetu szybko przekonała się Rada Miasta, zmieniając przy okazji nie tylko lokalizację monumentu na pl. Solidarności, ale i wymowę – od teraz upamiętniać miał „Wydarzenia Grudnia ’70 – Sierpnia ’80”. Protestował SARP, krytycy sztuki, także zwycięzcy pierwszego konkursu – bez rezultatu. „Teraz jestem w takim nastroju, że słucham Requiem Mozarta. Można było odbić się od marazmu pomnikowego, lecz się nie udało” – mówił Jerzy Lipczyński. „Fala” przypominała niektórym gigantyczny przycisk do papieru, inni twierdzili, że równie dobrze mogłaby upamiętniać tych, co nie powrócili z morza (albo „znad”, jak ironizowali szczecinianie). Nikogo – poza dziennikarzami – nie zastanowił wówczas fakt, że plac w planie zagospodarowania przestrzennego przeznaczony został pod zabudowę. Niegdyś znajdował się na nim kwartał ekskluzywnych kamienic, które zniszczone zostały w czasie nalotu w nocy z 16 na 17 sierpnia 1944 r.

Okazało się jednak, że jej autorzy sami zrezygnowali z realizacji pomnika. Choć początkowo zakładali jedynie opracowanie małej architektury nowego otoczenia i ewentualnie dobór skali pomnika, wiosną 2001 r. – już po kolejnej wizycie w Szczecinie – do magistratu dotarł list Michała Kuczmińskiego, w którym czytamy m.in.: „Uchwała Rady Miasta jest decyzją nieetyczną w świetle postanowień sądu konkursowego SARP z 1998 r. i braku uregulowań z autorami I nagrody. Zmiana lokalizacji i nazwy pomnika [...] wydaje mi się manipulacją w stosunku do autorów ww. pracy i organizatorów konkursu. Natomiast wykorzystanie gotowej koncepcji naszej pracy jest podejrzaną oszczędnością oraz ignorowaniem sztuki i architektury w szczególności”.

Basenem w pomnik

Wyjściem z sytuacji miał być kolejny konkurs, który ogłoszono w lipcu 2002 r. Propozycji ponownie było 21, a w część z nich – po doświadczeniach autorów „Fantomów” – powtykano krzyże, niemal na chybił-trafił.

Ku zaskoczeniu wielu wygrał projekt pozbawiony tego symbolu, przewidujący budowę drogi składającej się z kilkunastu ścieżek wykonanych z blachy stalowej. Szesnaście z nich miało się urywać, symbolizując ofiary szczecińskiej rewolty grudniowej. Ich nazwiska znaleźć się miały na sześcianie, uzupełniającym całość kompozycji. Autorami „Ścieżek życia” była grupa miejscowych architektów: Norbert Białek, Elżbieta Maksymiuk, Tomasz Maksymiuk i Jerzy Szparadowski.

Tym razem lokalizacją wskazaną w konkursie był pl. Św. Piotra i Pawła. Wydawało się, że będzie to korzystne rozwiązanie, zwłaszcza w kontekście przeznaczenia pl. Solidarności pod zabudowę. Jak przyznał Norbert Białek, było to powodem rezygnacji z religijnych symboli w zwycięskim projekcie: „Kontekst miejsca jest ewidentnie chrześcijański, wykorzystaliśmy to”. I choć ponownie budziło to wątpliwości zainteresowanych stron, werdykt został przyjęty, by nie opóźniać prac nad pomnikiem.

Może i wszystko zakończyłoby się powodzeniem, gdyby nie basen przeciwpożarowy, znajdujący się na wspomnianym, i tak niewielkim, placu. Na likwidację zbiornika nie zgodziła się Straż Pożarna, a na jego ukrycie pod powierzchnią ziemi nie starczyłoby pieniędzy. Zaraz jednak okazało się, że właściwie kłopotu z basenem nie ma, bo komitetowi „Ścieżki życia” się nie podobają, a pieniądze zarezerwowane w budżecie na ich realizację lepiej przeznaczyć na zakup siedziby Sądu Apelacyjnego dla Szczecina.

Dwa Mariany

Rada Miasta wróciła do lokalizacji monumentu na pl. Solidarności i do upamiętnienia nim jedynie Grudnia ’70. Nowy projekt – nazwany „Robotniczą Pietą” – przygotował wówczas lokalny artysta, Bohdan Ronin-Walknowski. Przedstawiał stoczniowca z wyciągniętą, jakby wzywającą pomocy, ręką, który na kolanach trzyma rannego (zabitego?) nastoletniego chłopca. Wszystko – w założeniu – wykonane z brązu, o wysokości 5 metrów. Marian Jasiński, prezes Stowarzyszenia Społecznego „Grudzień ’70 – Styczeń ’71”, gorąco opowiadając się za projektem, wyraził tylko życzenie, by poprawione zostało nakrycie głowy („bo to na szkicu przypomina bardziej czapkę niż stoczniowy kask”).

Na projekcie suchej nitki nie zostawili dziennikarze, krytycy i miłośnicy sztuki, szerzej – wszyscy ci, którzy dysponują szczątkowym choćby poczuciem estetyki. W lokalnej prasie pojawiła się propozycja, by miast realizować pomysł Ronina-Walknowskiego, wypożyczyć coś z Galerii Sztuki Socrealizmu w Kozłówce – „byłoby taniej, a tak samo śmiesznie”.

Sam autor tłumaczył: „Zaproponowałem pomnik figuralny, bo to był bunt robotniczy w obronie pracy i chleba. Czas był taki, nie inny, w sztuce był socrealizm [sic! – P.K.], dlatego świadomie do niego nawiązałem. Ci ludzie tak wtedy wyglądali”. Jak łatwo przewidzieć, nie przekonał oponentów projektu, a coraz większą karierę robił tytuł wysnuty ze skojarzenia poczynionego przez Józefa Kasprzyckiego – „Pomnik dwóch Marianów wracających z balangi”.

Choć ostateczny kształt wciąż pozostawał niewiadomą, w grudniu 2003 r. wmurowano kamień węgielny w miejscu, gdzie stanąć miał pomnik. Akt erekcyjny podpisany został przez obecnego na uroczystościach związanych z 33. rocznicą Grudnia ’70 prezesa IPN Leona Kieresa oraz Mariana Jurczyka, Mariana Jasińskiego i abp. Zygmunta Kamińskiego.

Nie minął rok, a Stowarzyszenie „Grudzień ’70 – Styczeń ’71” odstąpiło od poparcia dla „Robotniczej Piety”. Za decyzją stał tym razem architekt, zmarły w 2007 r. Stanisław Latour. By przekonać zainteresowanych użył argumentu, że „niska rzeźba o charakterze nagrobkowym nie będzie odpowiednio wyeksponowana”. Posiadacze dobrego smaku odetchnęli z ulgą. Nie na długo.

Cierniowy akordeon

Projekt przygotować miał tym razem Czesław Dźwigaj z Krakowa, znany hurtownik pomników papieża, który zobowiązał się uwzględnić w swojej pracy uwagi prezydenckiego zespołu eksperckiego. W jego skład weszli: ks. Roman Kostynowicz (diecezjalny konserwator zabytków), Stanisław Latour (architekt), Zbigniew Paszkowski (Wydział Urbanistyki i Administracji Budowlanej Urzędu Miasta Szczecin), Juliusz Prandecki (Miejska Komisja Urbanistyczno-Architektoniczna) i ks. Aleksander Ziejewski (parafia pw. św. Jana Chrzciciela).

Oprócz wielkiej estymy środowisk katolickich, Dźwigaj dysponował odpowiednim – zdaniem owego zespołu – zapleczem, czyli pracownią, w której mógłby przygotować odlewy.

Twórca, jak sam to określił, „z marszu przygotował trzy projekty”, i to nad nimi – oraz nad poprawioną wersją „Robotniczej Piety” – debatowało prezydenckie grono. Ponieważ wszystkie uznano za wymagające zmian, postanowiono nie upubliczniać koncepcji. Brak fotografii prac Dźwigaja (bo efekty działań Ronina-Walknowskiego znane były – choćby w zarysie – wcześniej) zainteresowanym szczecinianom zrekompensować miał opis zamieszczony w prasie przez Jerzego Połowniaka:

„»Alegoria Grudnia«. Abstrakcyjna forma, jakby wybuchający wulkan wyłaniający się z pl. Solidarności. Rozrywa powierzchnię, nieregularne kawałki wznoszą się ku górze, przechodząc w ażurowe kształty. 16 z nich jest zakończonych krzyżykami – symbolizują zabitych. W chaosie tylko trzy elementy są realistyczne: głowa mężczyzny, dłoń na sercu, przedramię wskazujące ziemię splamioną krwią.

»Anioł Wolności«. sześciometrowa skrzydlata postać wyłania się z ziemi. Skrzydła wznoszą się ku górze, wyciągnięte do przodu ręce trzymają koronę cierniową o średnicy 1,2 m. Ciernie układają się w dwa napisy »Grudzień 1970«. Korona płonęłaby w czasie oficjalnych uroczystości. U podstawy anioła – 16 negatywów całych postaci w różnych konfiguracjach, symbolizujące poległych.

»Orzeł Wolności«. Ptak w koronie z ryngrafem Matki Boskiej Częstochowskiej wzlatuje z placu, roztrzaskując piersią potężną betonową belkę z napisem »Grudzień 1970«. U podnóża – płonący znicz, który dawałby wrażenie, że orzeł wyłania się z płomieni”.

Punktem wyjścia dla nowego projektu stał się „Anioł Wolności”, sugerowano jednak, że winien być wyższy, bardziej smukły, mniej rzeczywisty. Ekspertom spodobała się rozbita betonowa belka z „Orła”, którą autor miał rozważyć także przy „Aniele”. By na belce i koronie nie powtarzały się napisy, ta druga miała zostać pozbawiona liter – wyszło coś, co bardziej przypominało akordeon. Ponieważ jednak ostatecznie twórca zrezygnował z rozbitej belki (a także z kotwicy, która stanąć miała u podnóża), napis na koronę powrócił.

Nieprzyzwoity kwiat magnolii

Aby ostatecznie zakończyć dyskusję o pomniku, w styczniu 2005 r. odbyła się wyjątkowa sesja Rady Miasta, na której radni – w towarzystwie zainteresowanych stron, także artystów i urbanistów – dyskutowali na temat wyboru koncepcji do realizacji. Propozycje były cztery – „Fantomy”, „Ścieżki życia”, „Robotnicza Pieta” i „Anioł Wolności”. Za pracą artysty z Krakowa agitowali głównie członkowie Stowarzyszenia „Grudzień ’70 – Styczeń ’71”. Jeden z nich, którego nazwisko zostanie w tym miejscu litościwie przemilczane, kpił z bodaj najlepszych propozycji: „Ludziom, którzy szli spod stoczni, zaproponowano Fantomasy i Ścieżki zdrowia”.

Ostatnia koncepcja okazała się zwycięską – w finałowym głosowaniu pokonała „Fantomy” 21:7. Decyzja nie tylko nie była jednogłośna, ale niektórzy z góry zastrzegli, że popierają projekt pod warunkiem wprowadzenia zmian „żeby był piękniejszy, lepszy” („a ludzie żyli dostatniej”, chciałoby się dodać).

Jedna z tych zmian diametralnie zmieniała cały projekt, była zarazem mniej dosłowna i kojarząca się bardzo ze Szczecinem, choć trudno doszukiwać się w niej logiki, biorąc pod uwagę główne przesłanie monumentu. Postać anioła zastąpić miał bowiem kwiat magnolii – wykonany ze spiżu lub blachy nierdzewnej, w nocy podświetlany (podnóże z betonową belką i negatywami ofiar – bez zmian).

Czesław Dźwigaj pozostawał jednak wierny wcześniejszej propozycji: „Dlaczego anioł? Anioły to zawsze coś pozytywnego, symbol walki o dobro, prawdę, sprawiedliwość. Mój anioł wolności wychynął ze szczecińskiej ziemi. Rozbija beton, bo próbą skruszenia komunistycznego betonu było robotnicze minipowstanie w 1970 r. Myślę, że rzeźba jest dobrze wkomponowana w plac, na którym stoi. Tam musi być forma pionowa, ciągnąca w górę, dominująca nad otoczeniem”. Nie chciał także, by motyw roślinny budził… nieprzyzwoite skojarzenia (autor projektu nawiązywał tutaj do rzeszowskiego Pomnika Czynu Rewolucyjnego, w którym motyw liści lauru budzi skojarzenia z żeńskimi genitaliami).

Zapomniani szczecinianie

Poprawek było jeszcze sporo – dyskutowano nad kształtem skrzydeł (odgięte do tyłu, a nie płaskie, by pomnik był bardziej przestrzenny), masywniejszą sylwetką rzeźby, rezygnacji z kotwicy, betonowej belki i negatywów postaci, wreszcie umieszczenia anioła na łodzi, której dziób zostałby wydźwignięty ku górze. Udało się jednak osiągnąć porozumienie i pomnik stanąć miał wreszcie na pl. Solidarności.

„Anioł Wolności” przewieziony został do Szczecina potężną ciężarówką. Aby transport nie zahaczał o wiadukty, odcięto cierniową koronę oraz fragmenty łodzi, które przyspawane zostały w trakcie ustawiania rzeźby. Uroczystość odsłonięcia była jednym z punktów programu obchodów 25. rocznicy… Sierpnia ’80 w Szczecinie, 28 sierpnia 2005 r.

Choć początkowo pomnik stanąć miał na metrowym podwyższeniu, jest pozbawiony cokołu. Wspomniana wcześniej łódź jakby wyłania się spod ziemi, przełamując cztery granitowe płyty, na których opisano przesłanie całości, wspomniano inicjatorów i fundatorów pomnika, wymieniono ofiary (imię, nazwisko, wiek, zawód), oraz zapisano dla nich słowa hołdu mieszkańców Szczecina. Ostatnia z tablic została zamontowana dopiero w grudniu 2005 r., bo wcześniej nikt o umieszczeniu tam szczecinian nie pomyślał. Dopiero po interwencji obecnych na uroczystości odsłonięcia dziennikarzy władze miasta zobowiązały się ów błąd naprawić.

Bez wyrazu

Pojawienie się „Anioła Wolności” w przestrzeni miejskiej Szczecina wcale nie zakończyło sporu o sposób upamiętnienie Grudnia ’70 na tym placu. Temat powrócił choćby w 2009 r., gdy w mieście przeprowadzono konkurs na projekt Centrum Dialogu „Przełomy” – placówki muzealnej, mającej w założeniu upamiętniać najważniejsze wydarzenia w powojennej historii Szczecina, zlokalizowanej właśnie w sąsiedztwie monumentu. Choć orędownicy anioła zapowiedzieli, że położą się na placu, gdy wjedzie nań sprzęt budowlany, póki co wiemy na pewno, że zwycięski projekt muzeum możliwie delikatnie ingeruje w otoczenie, a pomnik pozostanie dominującym, bo jedynym elementem pionowym. Nie brakuje pomysłów przeniesienia go czy realizacji wcześniejszych propozycji – zwłaszcza „Fantomów”.

Całe zamieszanie z pomnikiem jeszcze w 2005 r. celnie podsumował Artur Daniel Liskowacki: „Grudzień ’70, jedno z najważniejszych – a może po prostu najważniejsze wydarzenie w powojennym, polskim Szczecinie – wciąż nie znalazło dla siebie wyrazu. Choć jest w rocznicowych katechizmach i kronikach, w okolicznościowych przemowach i w powszednim użyciu. Aż po zużycie”.

Paweł Knap

Fotografie: Dariusz Gorajski, olechowscy.pl oraz ze zbiorów Michała Rembasa.



Skomentuj

  • (nie będzie opublikowane)