Spuścizna Brodziaków, czyli komu gabinet?

Odszedł pięć miesięcy temu, wczesnym latem, w wieku 91 lat. Pozostało po nim nietknięte od dawna wyposażenie gabinetu stomatologicznego i pracowni protetycznej – niemal gotowy zestaw eksponatów muzealnych, które bodaj w niczym nie przypominają tego, co dziś oglądać możemy w nowoczesnych klinikach. Eugeniusz Brodziak – szczeciński dentysta-protetyk.

Eugeniusz

Urodził się w 1919 r. w Lublinie, ale dość szybko opuścił to miasto i zamieszkał z rodzicami we Wronkach. Wiele lat później, we wrześniu 1935 r. rozpoczął tam praktykę techniczno-dentystyczną. Po trzech latach przeniósł się do Poznania, gdzie wciąż praktykując w zawodzie, uczęszczał na wieczorne kursy dla pracujących przy Gimnazjum i Liceum im. Paderewskiego.

Śmierć ojca spowodowała, że ciężar utrzymania rodziny – matki i młodszych braci – spadł na jego barki. Po wybuchu wojny został wysiedlony do położonej w Generalnym Gubernatorstwie Częstochowy, stamtąd skierowano go do Przyrowa, gdzie założył zakład dentystyczny, funkcjonujący do czerwca 1941 r. Następnie Eugeniusz Brodziak został przeniesiony do rodzinnego Lublina, a Arbeitsamt wyznaczył go do pracy w laboratorium techniczno-dentystycznym przy szpitalu polowym. Od lutego 1942 r. do momentu wstąpienia do wojska w listopadzie 1944 r. obowiązki służbowe wykonywał w dawnej Ubezpieczalni Społecznej, która działała wtedy jako Sozialversicherungskasse.

Po wojnie, w grudniu 1948 r. podjął pracę w klinice stomatologicznej Akademii Medycznej w Lublinie. Dwa miesiące później, przed komisją egzaminacyjną Akademii Medycznej w Warszawie, złożył egzamin państwowy, uzyskując tytuł uprawnionego technika dentystycznego. Później prowadził własną pracownię protetyczną. To z Lublina przybył na Pomorze, nie sam. Jego narzeczona, Krystyna z domu Gasik, była kobietą, z którą spędzić miał resztę życia.

Krystyna

Rocznik 1921, przyszła na świat w Warszawie. Do szkoły powszechnej, gimnazjum i liceum uczęszczała w Lublinie, tam też w 1939 r. zdała maturę. Do 1944 r. pracowała na stanowisku biurowym w farbiarni i pralni Wacława Łabędzkiego. W roku zakończenia II wojny światowej rozpoczęła studia na Wydziale Stomatologicznym Uniwersytetu Łódzkiego, cztery lata później – z nakazu pracy – wróciła do Lublina, gdzie podjęła obowiązki w ruchomym ambulansie dentystycznym i jako lekarz międzyszkolny. Przez kilka miesięcy pracowała też w przychodni dentystycznej w Lubartowie, prowadząc jednocześnie praktykę prywatną.

Krystyna Gasik, 1949 r.

Zanim Eugeniusz spotkał Krystynę, na jego drodze stanąć musiała Halina – wtedy studentka, później lekarz laryngolog. Jak wspominał: „Zwróciła się do mnie z pytaniem, czy chciałbym wykonywać prace protetyczne dla jej siostry, która ma gabinet w pobliskim Lubartowie. Podała mi adres – ul. Narutowicza – i w najbliższą sobotę byłem umówiony na spotkanie z jej siostrą. Po przyjściu okazało się, że pani doktor to dodatkowo miła i piękna kobieta, wiec od razu zdecydowałem się na współpracę”. Wkrótce postanowili zostawić wszystko i – po uzyskaniu zgody na opuszczenie województwa – wyjechać razem gdzieś daleko.

Szczecin

Pobrali się w 1951 r. Po ślubie postanowili otworzyć prywatny gabinet. Pierwszy z nich zlokalizowany był przy al. Wojska Polskiego 12, drugi niemal w sąsiedztwie, pod numerem 29.

Gabinet, 1951 r.

Gabinet, 1961 r.

Mieszkanie i gabinet mieściły się na parterze, po drugiej stronie działała księgarnia, później kantor sztuki (dziś salon jubilerski). Jednocześnie oboje pracowali w pełnym wymiarze godzinowym w państwowych placówkach służby zdrowia. Krystyna związana była z Przychodnią Kolejową, Przychodnią Rejonową przy ówczesnej al. Buczka i Szkołą Podstawową nr 2, gdzie pracowała jako lekarz specjalizujący się w stomatologii dziecięcej. Do emerytury służyła swoją wiedzą w Technikum Chemicznym i w Szkole Podstawowej nr 64. Eugeniusz pracę podjął najpierw w protezowni DOKP (był także jej kierownikiem), później w Przychodni Rejonowej w Dąbiu i Spółdzielni Pracy Lekarzy Specjalistów „Medicus”, jako kierownik Zakładu Dentystycznego w Stargardzie Szczecińskim.

Krystyna Brodziak przy pracy.

Eugeniusz Brodziak (ostatni z tyłu) wśród pracowników przychodni w Dąbiu, 1955 r.

Ich gabinet cieszył się sporą renomą wśród szczecinian, zawsze mieli wielu pacjentów. Funkcjonował do 1980 r. Dziesięć lat później Eugeniusz Brodziak owdowiał. Jego rodzina nie mieszka już przy najdłuższej alei w mieście. Po przeprowadzce wszystko, co przypomina o praktyce stomatologicznej Brodziaków, trafiło do Dąbia.

To pozostało

Zachował się zarówno emaliowany szyld, jak i to, co pacjenci zobaczyć mogli w środku – fotel stomatologiczny, lampa podcieniowa z połowy stulecia, stolik, sterylizator, narzędzia. W szafkach znaleźć można nawet oryginalne leki – już nie tak stare, jak wyposażenie, ale wciąż pamiętające czasy ręcznego kręcenia amalgamatu. Wszystko popakowane, wiele rzeczy – zwłaszcza te z pracowni protetycznej – w zamkniętych woreczkach, z karteczkami, a na nich opis, mówiący co to i do czego służyło. Cenne są także książki z lat trzydziestych ubiegłego stulecia. Rodzina chętnie przekaże eksponaty we właściwe ręce, istnieje możliwość zrekonstruowania gabinetu z tamtych lat – tylko gdzie?

– Jako scenograf doskonale wiem, jak trudno jest znaleźć autentyczny rekwizyt. Myślałam o zabraniu wszystkiego do siebie, ale uważam, że coś na kształt muzeum ukazującego życie pierwszych powojennych mieszkańców Szczecina powinno koniecznie powstać – mówi Krystyna Brand, mieszkająca obecnie w Berlinie wnuczka Eugeniusza Brodziaka, która oferuje swoją pomoc przy aranżacji wnętrza.

Komu gabinet?

Zainteresowanie gabinetem wstępnie wyraziło już funkcjonujące w stolicy Niemiec Muzeum Historii Medycyny (Berliner Medizinhistorisches Museum). Podobne zbiory w Polsce podziwiać można obecnie m.in. w Łodzi i Krakowie, w Warszawie zaś funkcjonuje Stowarzyszenie Muzeum Medycyny, którego celem jest stworzenie placówki muzealnej w oparciu o Zbiory Specjalne Głównej Biblioteki Lekarskiej. Wielką stratą dla Szczecina – nie pierwszą podobną w jego powojennej historii – byłoby, gdyby eksponaty miały zostać wywiezione. Pomorski Uniwersytet Medyczny wydaje się nie być zainteresowany przejęciem gabinetu, choć z przeprowadzonej w sierpniu br. rozmowy telefonicznej autora z Kingą Brandys, rzecznikiem prasowym uczelni, można było wnioskować, że stanowisko uczelni jest zgoła odmienne (od tamtej pory – mimo obietnicy – brak jakichkolwiek sygnałów z PUM).

Jeśli nie uniwersytet, to co? Muzeum Narodowe? Muzeum Techniki i Komunikacji? Trudno liczyć na ich zainteresowanie, wszak profile działalności mają określone i zgoła odmienne (choć to pierwsze organizuje wystawy czasowe, w których eksponaty z gabinetu mogłyby zostać wykorzystane). Potrzebne jest miejsce, gdzie całość zostałaby zrekonstruowana i udostępniona wszystkim zainteresowanym, gdzie eksponaty nie uległyby rozproszeniu.  Zatem, komu gabinet?

Paweł Knap

(artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu opublikowanego w „Gazecie Wyborczej Szczecin”)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Szczecinianie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.