Opublikowane przez w Pomniki.

„Wydawana przed wojną na pocztówkach, po wojnie na znaczkach, rzeźba Matki Ziemi w przyszłym roku ma stanąć na Cmentarzu Centralnym. […] Nad kopią Matki Ziemi pracuje Monika Szpener” – informację zamieszczoną w tekście Ewy Podgajnej („Gazeta Wyborcza Szczecin”, 5 VIII 2010 r.) wielu miłośników historii Szczecina przyjęło z radością. W ślad za nią przyszła jednak smutna refleksja – wszak o kolejny zabytek musimy walczyć, by powrócił choćby w formie kopii, skoro pozbyto się pierwowzoru, aczkolwiek temat posągów oryginalnych to w Szczecinie sprawa bardziej skomplikowana, niż mogłoby się na początku wydawać.

Wiosną 1960 r. Wojewódzki Konserwator Zabytków w Szczecinie (jego obowiązki pełniła wówczas Róża Kąsinowska), w towarzystwie przedstawiciela Zarządu Zieleni Miejskiej i zarządcy Cmentarza Centralnego, przeprowadził inspekcję nekropolii w związku z prowadzonymi tam pracami porządkowymi. To wtedy ustalono, że zachować należy wszystkie kamienne rzeźby i nagrobki, pochodzące sprzed wojny, a zachowane w dobrym stanie. W znacznej mierze zgromadzone były w części cmentarza położonej wzdłuż ul. Mieszka I – wśród nich zachowała się rzeźba Ernsta Barlacha, znana jako Matka Ziemia, która zdobiła niegdyś grobowiec rodziny Biesel.

Wedle zachowanej dokumentacji, pięć lat później została zabezpieczona przez służby konserwatorskie w związku z planami przekazania jej do Muzeum w Güstrow – zgodę na to wydało Ministerstwo Kultury i Sztuki we wrześniu 1964 r., choć Niemcy starania podjęli już w 1961 r. Gdy w lutym 1967 r. w obecności obu stron przystąpiono do realizacji porozumienia, okazało się, że rzeźba została zdemontowana, a jej elementy trafiły na składowisko starych nagrobków – nie było najmniejszych szans na ich wydobycie i natychmiastowy transport do NRD. „Skandal ten nie tylko godzi w dobre imię Polski w zakresie sprawowania pieczy nad zabytkami kultury i sztuki, ma jeszcze wydźwięk polityczny i narusza zasady dobrej współpracy między zaprzyjaźnionymi narodami” – pisał oburzony przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki Komunalnej do odpowiedniego wydziału Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie. Żądał przeprowadzenia energicznego dochodzenia i wyciągnięcia konsekwencji służbowych wobec winnych, jednocześnie nakazał przeprowadzenie prac zabezpieczających elementy rzeźby i przygotowanie ich dla firmy spedycyjnej, która zająć się miała transportem.

Przekazanie rzeźby finalnie odbyło się 29 marca 1967 r. Jak się okazało, winnych skandalu z przeniesieniem rzeźby nie znaleziono, choć trudno przypuszczać, by komukolwiek w Szczecinie rzeczywiście na tym zależało. W piśmie do ministerstwa tłumaczono się trudnościami, które „wiążą się głównie ze zmianami personalnymi na przestrzeni lat 1960–1966 w Zarządzie Zieleni Miejskiej oraz z przekazaniem akt do archiwum”.

W Güstrow Matka Ziemia stała się symbolem, nie tylko tamtejszego muzeum. Inaczej potoczyły się losy dzieła o zupełnie innej wartości – marmurowej kopii posągu Mojżesza według Michała Anioła. Był to jeden z dwóch (obok brązowego odlewu weneckiego pomnika Colleoniego według Verrocchia) eksponatów ufundowanych dla szczecińskiego Muzeum Miejskiego. Miały one stanowić punkt wyjścia dla utworzenia działu kopii rzeźb renesansowych, stanowiącego uzupełnienie dla istniejącego już zbioru kopii brązowych posągów antycznych. O ile Colleoni stanął w sali kopułowej szczecińskiego muzeum, to dla Mojżesza miejsca tam zabrakło. Stanął ostatecznie w rezydencji Toepfferów w Finkenwalde (dziś Zdroje).

Po wojnie, z inicjatywy Komitetu Pomocy Warszawie przy Krajowej Radzie Narodowej w Szczecinie, wspomniane dzieła sztuki trafiły do stolicy. Jak w listopadzie 1946 r. informował Urząd Wojewódzki Szczeciński, „ze strony tutejszego Wydziału [Kultury i Sztuki] przeszkód do przeznaczenia m. st. Warszawie omawianych posągów nie ma. Zaznacza się jednak, że zajdą znaczne trudności techniczne przy ich zdemontowaniu i przewożeniu, ze względu na wymiary i wagę. […] Marmurowy posąg Mojżesza znajduje się w pałacyku na terenie cementowni w Czanowie [ówczesna nazwa Zdrojów], jest na razie, celem zabezpieczenia, z polecenia tutejszego Referatu Muzeów i Ochrony Zabytków, prowizorycznie obmurowany. Dla wywiezienia posągu tej wagi […] przede wszystkim trzeba usunąć przegradzające wyjazd rumowisko wysadzonego mostu kolejowego, co będzie wymagało czasu i znacznych kosztów”.

Komitet Pomocy Warszawie czas znalazł, a i pieniędzmi nikt specjalnie się nie martwił. 14 lipca 1948 r. na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Szczecinie odczytano podziękowania Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy Stanisława Tołwińskiego: „Wobec zakończonego transportu darów Szczecina dla Warszawy, a mianowicie posągów Mojżesza dłuta Michała Anioła […] i konnego posągu w brązie Colleoniego dłuta Verrocchia […] Zarząd Miejski m. st. Warszawy, śpieszy wyrazić Miejskiej Radzie Narodowej m. Szczecina najgorętsze podziękowania. Dary te jako arcydzieła sztuki o światowej sławie niezawodnie przyczynią się w wysokim stopniu do ozdobienia Stolicy i szerzenia kultu piękna u jej mieszkańców”.

Plany były wielkie – prasa informowała, że Colleoni stanie przed gmachem Muzeum Narodowego w Warszawie. Stało się jednak inaczej – jak pisze Jan Białostocki w Refleksjach i syntezach ze świata sztuki, posąg „poniewierał się po składach i rupieciarniach, aż wreszcie ustawiony w dziedzińcu Akademii Sztuk Pięknych przestał zwracać czyjąkolwiek uwagę”. Mojżesz stanął w sąsiedztwie, przy portierni uczelni z Krakowskiego Przedmieścia. Jego otoczenie stanowią m.in. automaty z batonikami i kawą.

Colleoni do Szczecina powrócił, wkrótce wróci także Matka Ziemia, choć jedynie w postaci kopii. Co z Mojżeszem? Posąg, póki pozostaje w Warszawie, będzie traktowany po macoszemu. Nawet gdyby władze tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych wyraziły zgodę na jego przekazanie, pojawiają się problemy w Szczecinie. Trzeba bowiem znaleźć miejsce ekspozycji. Spore koszty wiążą się również z samym transportem ze stolicy, o renowacji zabytku nie wspominając.

W 2007 r. na łamach czasopisma „sedina.pl magazyn” rzuciłem hasło „Mojżeszu, wróć!”, podobne głosy wielokrotnie (wcześniej i później) pojawiały się na forum portalu, zwłaszcza po zamieszczeniu fotografii wykonanych w portierni warszawskiej ASP. Szczecinowi może nie przydarzyć się lepsza okazja, by wspomniane hasło zrealizować. W naszym mieście powołano wszak Akademię Sztuki i to jej studenci – na przykład w budynku rektoratu – mogliby podziwiać dzieło, którego historia ściśle wiąże się ze stolicą Pomorza, a losy są nader interesujące – i bez znaczenia jest tu fakt, że to (znów) tylko kopia. Wszystko zależy od zaangażowania miasta, uczelni i – finalnie – aktualnego właściciela posągu. Akademia Sztuki w Szczecinie będzie teraz zapisywać kolejne karty swojej historii – być może jednym z jej symboli mógłby stać się posąg odzyskany?

Paweł Knap

Artykuł został opublikowany na łamach szczecińskiej „Gazety Wyborczej” 14 X 2010 r.

Zobacz także:

Może nasz Mojżesz mógłby wrócić?

Karwowski: Rektor ASP o Mojżeszu tylko zdawkowo

Czy Mojżesza w ogóle da się wynieść?