Opublikowane przez w Architektura i Urbanistyka.

Nowe Miasto to potężny obszar położony w bezpośredniej bliskości centrum Szczecina, a przecież jakby poza miastem. Mieszka tu zaledwie 8 tys. osób, a mogłoby kilkadziesiąt tysięcy. Niewielu szczecinian chodzi tam na spacery, wielu ogląda je wyłącznie z okien samochodów. Zdominowane przez obiekty wojskowe i kolejowe, a także przez ponury gmach aresztu, Nowe Miasto czeka na swoją szansę, którą utraciło po II wojnie światowej.

Cała dzielnica powstała w niespełna 40 lat, jako początek wielkomiejskiego Szczecina. Na terenach wydartych fortowi Prusy wytyczono prostokątną siatkę dwunastu ulic. Czternaście kwartałów do 1879 r. zostało zabudowanych niemal w całości.

Podczas wojny ucierpiało niewiele. Zbombardowane zostały okolice ulicy Lipowej, położonej najbliżej centrum (dziś al. 3 Maja). Po wojnie garnizonowe zabudowania, stanowiące znaczną część dzielnicy, przypadły wojsku i kolei, a nieużytki porosła trawa.

Prawdziwy dramat dla dzielnicy zaczął się po 1989 r. Magistrat nie miał koncepcji jej rozwoju. Pozwolono sprawom toczyć się własnym biegiem. W latach dziewięćdziesiątych Uniwersytet Szczeciński przejął od wojska gmachy przy ulicy Kusocińskiego i na tym poprzestano.

Nowe Miasto bez pomysłu

Dzisiejsze Nowe Miasto to osiedle ciągnące się od placu Zwycięstwa i Bramy Portowej do granicy Pomorzan. Ograniczone ulicami Kopernika, Narutowicza, Piastów, Powstańców Wielkopolskich, Zapadłą i Dworcową, od południa sięga magistrali kolejowej, od wschodu opiera się o Odrę. W rejonie ulicy Dąbrowskiego królują ogródki działkowe i warsztaty samochodowe, a najbardziej szacowną instytucją jest tam izba wytrzeźwień. W okolicy al. 3 Maja i ul. Potulickiej lepiej nie spacerować po zmroku. Reprezentacyjne niegdyś place Batorego i Zawiszy popadają w coraz większą ruinę. Przed czerwonym ratuszem straszy oblężony przez kaczki basen przeciwpożarowy, a na placu Zawiszy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku wybudowano tymczasowe pawilony, które funkcjonują do dziś.

– Brakuje spójnej i długofalowej wizji zagospodarowania terenów Nowego Miasta – mówi architekt Paweł Rubinowicz z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. – Działania deweloperskie polegają na wydzieleniu drobnych enklaw, które rozwijają się niezależnie od siebie. Plan miejscowy obowiązuje jedynie na części obszarów. Mało myśli się natomiast o całości a także relacji z miastem. Tak się traci potencjał Nowego Miasta.

Przeszkodą są także kwestie własności. Część gruntów należy do wojska, które w najbliższym czasie nie zamierza się ich pozbywać. Okolice dworca PKP to własność rozmaitych kolejowych spółek, a tereny przy ulicach Dąbrowskiego i Kusocińskiego kupili prywatni deweloperzy i właśnie stawiają tam swoje kamienice.

To idzie młodość

Rewitalizacja Nowego Miasta jest tematem, który wiele razy pojawiał się na zajęciach z urbanistyki dla studentów architektury, prowadzonych przez Zakład Urbanistyki, Planowania Regionalnego i Zarządzania (ZUPRiZ) na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym.

W ćwiczeniach prowadzonych przez architekta Pawła Rubinowicza, zadanie studentów polegało na wydobyciu i pokazaniu potencjału rozwojowego tego osiedla, przede wszystkim terenów o niskiej gęstości zabudowy. Dostali na to zaledwie cztery miesiące.

– W końcu powstało kilka stricte koncepcyjnych wizji Nowego Miasta – twierdzi Paweł Rubinowicz. – Są różne, choć widać, że wszyscy postanowili intensywnie teren zabudować.

W większości projektów pojawiają się kwartały z zamkniętymi pierzejami. Między nimi nowe ulice, place, ciągi zieleni i przestrzenie rekreacyjne. Sporym wyzwaniem dla przyszłych urbanistów była zabudowa w okolicach dworca kolejowego. Zdaniem studentów stworzenie centrum komunikacyjnego w miejscu dawnej lokomotywowni może stanowić początek renesansu dzielnicy. Tak jak wykorzystanie charakterystycznych elementów architektonicznych krajobrazu czyli przedwojennych budynków z elewacjami z czerwonej cegły.

W jednej z wizualizacji teren zapomnianego boiska na tyłach ulicy Kusocińskiego zmienił się w mini-stadion, wzniesiony dla potrzeb pobliskiego Instytutu Kultury Fizycznej. Pojawiły się też plany ulokowania tam obiektów kultury – na przykład budynku nowej opery.

Uwolnić potencjał

Ideą ćwiczeń prowadzonych przez Pawła Rubinowicza było sprawdzenie możliwości zagęszczenia miejskiej zabudowy w obszarze Nowego Miasta. – Po wojnie doprowadzono do rozrostu Szczecina – twierdzi Paweł Rubinowicz. – Z dala od centrum powstały nowe osiedla mieszkaniowe. Ten proces trwa także teraz, choć przybrał inną formę. Silnie rozwija się zabudowa, głównie jednorodzinna, w ościennych gminach. Ponieważ Mierzyn, Dobra czy Dołuje leżą poza granicami administracyjnymi Szczecina, ma to także wpływ na spadek liczby mieszkańców.

Idee koncentracji zabudowy w centrach miast są silnie lansowane we współczesnej urbanistyce. Szczecin ma potencjał takiego wewnętrznego rozwoju. Jednym z atrakcyjnych urbanistycznie obszarów jest z pewnością Nowe Miasto. Potężny teren przylega do Alei Piastów, jednej z głównych arterii komunikacyjnych. Od północy graniczy ze ścisłym centrum, od wschodu z Odrą, a mimo to jest praktycznie nieobecny w świadomości szczecinian. Mieszka tu zaledwie 8 tysięcy osób. Jeśli powstałyby właśnie tu nowe domy i zamieszkałoby w nich kilkadziesiąt tysięcy osób, to w ślad za tym pojawiłby się kapitał, który ożywiłby miasto.

– Ale, aby tak się stało, to nie zależy tylko od decyzji miejskich planistów – podkreśla profesor Waldemar Marzęcki z ZUT. – Wymaga przede wszystkim wpływania na świadomość mieszkańców Szczecina. Co trzeba zrobić, aby zachęcić ludzi do mieszkania w centrum, a nie w Mierzynie? W dużym stopniu zależy to od korzystnych warunków życia i pracy. To pociąga za sobą potrzebę stworzenia spójnej i długofalowej wizji rozwoju Nowego Miasta jako całości. Towarzysząca temu debata powinna być adresowana do wszystkich szczecinian, by uświadomić im potencjał wynikający z możliwości nowej zabudowy tych terenów.

Studenci, których zadaniem było stworzenie wizji rozwoju Nowego Miasta, za kilka, kilkanaście lat będą decydować o kształcie rozwoju całego Szczecina. Przypuszczalnie część z nich znajdzie pracę w magistracie.

– Dziś ich prace nie wyznaczają oczywiście gotowej wizji rozwoju Nowego Miasta – podsumowuje Paweł Rubinowicz. – Są to jedynie wstępne koncepcje opracowane w stosunkowo krótkim czasie. Pokazują jednak wstępnie obraz tego, jak mogłoby wyglądać Nowe Miasto w przyszłości.

Łukasz Zieliński, Głos Szczeciński, 14 V 2010 r.