Opublikowane przez w Historia, Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

67 lat temu przez Szczecin przejechała reprezentacja polskich oficerów z niemieckich obozów jenieckich z terenu Wehrkreis II Stettin, by naocznie przekonać się o zbrodni katyńskiej. Oto relacja jednego z nich.

Fragmenty relacji ppor. pil. Zbigniewa Rowińskiego, jeńca Oflagu II C w Woldenbergu [obecnie Dobiegniew], z podróży do Katynia w kwietniu 1943 r.

W kwietniu 1943 roku znajdowałem się jako jeniec niemiecki w oficerskim obozie jenieckim Oflag II C, gdy w prasie niemieckiej, którą otrzymywaliśmy w obozie, ukazała się wiadomość o odkryciu masowego grobu oficerów polskich w Katyniu pod Smoleńskiem. Wiadomość ta wywołała ogromne poruszenie wśród 6000 oficerów obozu, spośród których wielu miało braci lub krewnych w obozach rosyjskich. Większość nie wierzyła w możliwość popełnienia takiej zbrodni i raczej była przekonana, że to nowy chwyt propagandy niemieckiej, zmierzającej do pozyskania sobie Polaków i wykorzystania ich następnie do walki z bolszewikami, jako rzekomymi sprawcami niespotykanej w dziejach świata zbrodni. Po tej linii rozumowania szli głównie ci, którzy mieli krewnych w obozach bolszewickich, gdyż tego rodzaju rozumowanie pozwalało na utrzymanie nadziei, że ich bliscy żyją nadal. Zaczęto snuć najrozmaitsze domysły, w jaki sposób Niemcy mogli sfingować tego rodzaju zbiorowy mord, przy czym powszechnie utrzymywał się pogląd, że Niemcy poubierali zwłoki zmarłych w obozach koncentracyjnych osób cywilnych w mundury polskich oficerów, następnie przewieźli je do Katynia i zakopali w miejscu, gdzie swego czasu bolszewicy dokonywali egzekucji. Tego rodzaju koncepcja w pierwszej chwili wydała się zupełnie możliwa […]

Pominąwszy stronę uczuciową były to problemy niesłychanie dla prawnika ciekawe, toteż jako prokuratora z zawodu, szczególnie mnie interesowały.

Jeszcze tego samego dnia, w którym w prasie ukazała się wiadomość o odkryciu grobów, władze obozowe zażądały wyznaczenia dwóch oficerów, którzy pojechać mieli do Szczecina „zidentyfikować listę nazwisk oficerów znalezionych w Katyniu”. Dzięki przypadkowi wyznaczony zostałem obok majora Nowosielskiego do wyjazdu. Jakkolwiek oficjalnie władze obozowe mówiły tylko o wyjeździe do Szczecina, powszechnie wiadomym było drogą nieoficjalną, że chodzi o wyjazd do Katynia. Postanowiłem więc, korzystając z możności udania się na miejsce, podejść do sprawy z punktu widzenia czysto kryminalnego, a więc w miarę możności i dostępu do materiałów dowodowych, sprawdzić wszystkie nasuwające się wątpliwości, wyrobić sobie ostateczne zdanie i dać po powrocie odpowiedź na nurtujące obóz pytania, oczywiście z zastrzeżeniem, że będzie to tylko mój prywatny pogląd, oparty na subiektywnym przekonaniu […]

Dnia 15 IV 1943 roku rano wyjechałem w towarzystwie mjr. Nowosielskiego do Szczecina, gdzie spotkaliśmy dalszych 6-ciu oficerów z innych obozów oficerskich okręgu Korpusu Szczecin, między innymi pułkownika Mossora. Tego jeszcze dnia odwieziono nas do Berlina, skąd następnego dnia samolotem przez Warszawę odstawiono do Smoleńska. Bezpośrednio po przyjeździe na kwaterę w mieście, zjawił się komendant niemieckiej policji posiłkowej, obrltn. Slawiczek [obrltn. = Oberleutnant = porucznik; faktycznie: Slowenczyk], który przedstawił nam stan prac ekshumacyjnych w lesie katyńskim, zapoznał z historią odnalezienia grobu, a następnie pozostawił nam do wglądu szereg dowodów rzeczowych w odpisach względnie w postaci odbitek fotograficznych […]

Inny z jeńców, ppłk. dypl. Stefan Mossor napisał potem w raporcie dla Naczelnego Wodza m.in.: „Próbowano nas użyć do propagandy radiowo-prasowej i filmowej, czemu się kategorycznie i skutecznie sprzeciwiłem. Zgodziłem się jedynie na podanie naszych spostrzeżeń, do bezpośredniej wiadomości polskim oficerom”.

Na podstawie: Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, Londyn 1982 opracował Bartosz Morylewski (Bartosz).