Opublikowane przez w Ciekawostki.

To nie lada gratka dla miłośników historii II wojny światowej. Tomasz Sawicki, szczeciński kolekcjoner broni, udostępnił swoje zbiory dla publiczności. Na wystawie w strzelnicy przy ul. Czarnieckiego można oglądać słynne polskie przedwojenne konstrukcje, a także amerykańskie niemieckie i radzieckie.

– Jestem byłym żołnierzem, gdy skończyłem pracować w wojsku, zbieranie broni stało się moim hobby – mówi Tomasz Sawicki, kolekcjoner i rekonstruktor ze Śródmieścia. – Zbieranie broni historycznej wiąże się z drugim hobby. Działałem w kole żołnierzy 12 pułku ułanów podolskich, obecnie założyliśmy własną grupę rekonstrukcji historycznych „Borujsko”, gdzie odtwarzamy działania ludowego Wojska Polskiego.

Polski pistolet i karabin

Kolekcja zaczęła powstawać dwa lata temu. Pierwszy był egzemplarz radzieckiego ręcznego karabinu maszynowego Diegtariowa – (Diegtariow Piechotnyj) rkm skonstruowany przez Wasilija Diegtariewa, broń wprowadzono do uzbrojenia w 1927 r.

– To bardzo znana konstrukcja z bardzo charakterystycznym okrągłym magazynkiem – mówi Tomasz Sawicki. – Karabin znany chociażby z  filmu „Czterej pancerni i pies”.  Z czasem kolekcja stawała się coraz większa, nie mieściła się w szafie, stąd pomysł udostępnienia jej na strzelnicy.

O każdej sztuce broni pan Tomasz mógłby opowiadać godzinami. Ozdobą wystawy w strzelnicy są niewątpliwie polskie konstrukcje powstałe przed 1939 r. Repliki słynnego pistoletu maszynowego „Mors” (pistolet opracowany w latach 1936–1938 przez Piotra Wilniewczyca i Jana Skrzypińskiego – broń przeznaczona dla niektórych oddziałów piechoty, a także załóg wozów bojowych. Produkcję rozpoczęto w marcu 1939 r. Do września 1939 r. Fabryka Karabinów w Warszawie wyprodukowała jedynie partie doświadczalne, 52 sztuki z czego 39 sztuk otrzymała Komisja Doświadczalna przy Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie, część pistoletów otrzymał 3. Samodzielny Batalion Piechoty z Rembertowa, który użył ich w obronie Warszawy, dwa otrzymał Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy, a resztę broni otrzymała Kompania Sztabowa 39 DP – przyp. aut.) oraz karabin samopowtarzalny Maroszka.

– To były bardzo udane konstrukcje jak na tamte czasy, niestety wyprodukowane w niewielkich ilościach – mówi pasjonat. – Na przykład „Mors” posiadał teleskopową podpórkę schowaną w przednim chwycie, co jest niespotykane w tego typu broni. Karabin samopowtarzalny inżyniera Maroszka stał się pierwowzorem dla amerykańskiego Garanta, używanego podczas II wojny światowej. Karabinów Maroszka niewiele dotrwało do naszych czasów dwa znajdują się w Stanach Zjednoczonych, jeden w muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Znamy tylko jedną relację z bojowego użycia tej broni w 1939 r., ale świadczy o niesamowitej celności tej broni.

Zestrzelił samolot

Relacja ta pochodzi od konstruktora broni, inżyniera Józefa Maroszka. W czasie ewakuacji pracowników Instytutu Techniki Uzbrojenia pociąg, którym jechali, został zaatakowany pod Zdołbunowem przez 2 niemieckie samoloty, atakujące z niskiego pułapu. Inż. Maroszek zaczął je ostrzeliwać z posiadanego karabinu wz. 38M. Według jego relacji, w wyniku ostrzału, ciężko ranny pilot jednego z samolotów lądował przymusowo niedaleko atakowanego pociągu, mając zabitego strzelca pokładowego.

Nie są to jedyne egzemplarze broni wykorzystywane przez wojsko polskie w 1939 r. Na wystawie znajduje się też rkm Browning wz. 1928 – polski ręczny karabin maszynowy z okresu międzywojennego, opracowany na podstawie amerykańskiej konstrukcji Browning M1918.

– Wadą tego karabinu były mało pojemne magazynki, ładowniczy musiał dźwigać nawet 30 magazynków – mówi pan Tomasz.

Uwagę zwraca także ciężki karabin maszynowy Maxim w wersji używanej przez obronę przeciwlotniczą, znajduje się na trójnogu.

– Ta konstrukcja pamięta jeszcze I wojnę światową – mówi kolekcjoner. – Po odzyskaniu niepodległości weszła do uzbrojenia naszej armii. Maxim był także podstawowym typem ciężkiej broni maszynowej jednostek polskich utworzonych w Związku Radzieckim po 1943 r. Tę broń łatwo pomylić z angielskim Vickersem, który także znajduje się na wystawie, bo są bardzo podobne.

Zwiedzający mogą obejrzeć także replikę bardzo mało znanej broni. To polski granatnik wz. 36 – to nowoczesna broń wsparcia dla pododdziałów piechoty. Do 1939 r. wyprodukowano około 3850 sztuk tej broni.

Pepesza z okrągłym magazynkiem i łukowym

Na wystawie  znajdują się także dwie radzieckie pepesze jedna wzór 41 i druga wzór 43.

– Chyba każdy, kto interesuje się II wojna światową zna wygląd pistoletu maszynowego skonstruowany przez Georgija Szpagina – komentuje pan Tomasz. – Ale nie każdy wie, że został on oparty na fińskiej konstrukcji Suomi zdobytej przez Rosjan podczas Wojny Zimowej. Pistolet był używany także przez ludowe Wojsko Polskie. A jego późniejszy wzór z 1943 r. m.in. także przez milicję, oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Warto także zwrócić uwagę na amerykański pistolet maszynowy Thompson, nazywany znany Tommy gun, używany przez aliantów (także Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie). Wcześniej pistolety te rozsławili gangsterzy w czasach prohibicji w Stanach Zjednoczonych.

Bergmann jak z „Westerplatte”

Bardzo niepozornie wygląda replika niemieckiego pistoletu MP 3008, znany jako Volks MP miał się stać podstawowym pistoletem maszynowym oddziałów Volkssturmu (niemieckiego pospolitego ruszenia). Ale warto też zwrócić uwagę na inna niemiecką broń z charakterystycznym magazynkiem.

– Ludzie mylą Bergmanna wz. 28 z angielskim Stenem – dodaje pan Tomasz. – Obie konstrukcje mały magazynek umieszczony z boku, stąd ta pomyłka. Jako ciekawostkę dodam, że pistolet Bergmann zagrał w polskim filmie „Westerplatte”, używany jest tam przez niemiecką SS-Heimwehr Danzig.

O wystawie można pisać jeszcze długo, ale warto ją odwiedzić osobiście.

– Zapraszam do obejrzenia wystawy to lekcja historii, pasjonaci będą mieli nie lada gratkę, gdy obejrzą znane im konstrukcję, a nowicjusze mogą poznać, dzięki fachowej wiedzy pana Tomasza wiedzę o broni strzeleckiej – dodaje Tomasz Koladyński, dyrektor ośrodka szkolenia Delve GT, który udostępnił miejsce pod wystawę.

Wystawa  znajduje się w strzelnicy przy ul. Czarnieckiego. Chętni do obejrzenia wystawy powinni skontaktować się z Tomaszem Koladyńskim pod numerem telefonu 601 727 212.

- Ta wystawa jest bardzo interesująca – mówi Tomasz Koladyński z ośrodka szkolenia  Delve GT. – Zapraszam w imieniu Tomasza Sawickiego do obejrzenia replik i oryginałów broni. Na zdjęciu pan Tomasz trzyma replikę karabinu Maroszka.

Niemiecki pistolet maszynowy Bergmann wz.28.

Karabin Maroszka.

Polski „Mors”.

Tekst, zdjęcia i video: Marek Jaszczyński.



One Response to “Mors, karabin Maroszka i pepesza”

  1. MarkBernes

    Twierdzenie, że karabin Maroszka, był pierwowzorem karabinu Garanda (a nie Garanta) jest bzdurą. Różniły się zupełnie. O ile oba działały na zasadzie odprowadzania gazów, to Garand był ryglowany przez obrót trzonu zamkowego, a karabin Maroszka przez jego przekoszenie. Ponadto, koncepcja karabinu Garanda istniała już w pierwszej połowie lat 30… autor mało wie o broni i powtarza zasłyszane Bóg wie gdzie bzdury. Doedukować się proszę! A PM Mors nie był konstrukcją udaną – był przesadnie skomplikowany, za ciężki, za długi niezbyt celny, a wspomniana podpórka to bzdet – nikomu nie potrzebny w pistolecie maszynowym, czego właśnie dowodem jest to, iż to rozwiązanie nie jest stosowane w pistoletach maszynowych.

Skomentuj

  • (nie będzie opublikowane)