Opublikowane przez w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże, Szczecinianie.

Czytając opisy wspaniałych rezydencji, którymi usiany był przed II wojną światową zarówno Szczecin, jak i jego okolice, często zastanawiamy się, kto je zamieszkiwał. Chcielibyśmy wiedzieć nie tylko na czym zbili swoje fortuny, ale również kim byli z charakteru, czym się interesowali, w jaki sposób bawili i jak po latach wspominają atmosferę czasów swojej młodości, a zwłaszcza klimat dzieciństwa. Interesujące są też dzieje takich osób po opuszczeniu ziem, na których przyszło nam teraz żyć, o ile oczywiście wojna ich oszczędziła.

Chciałabym zaprezentować Państwu tłumaczenie fragmentu ciekawych wspomnień potomka jednego z najznamienitszych rodów szczecińskich, znanego wielu pasjonatom historii lokalnej choćby z założenia największego zakładu w Zdrojach – cementowni „Stern”, a także – co równie ważne – z niechęci do reżimu totalitarnego, który wkrótce miał przysporzyć cierpień przedstawicielom wielu narodów, przywieść do upadku samą ojczyznę niesławnych odtąd agresorów, a następnie spowodować wygnanie niemal wszystkich mieszkańców – winnych czy niewinnych – z terenów zamieszkałych przez ich rody od setek lat. Człowiekiem, który z perspektywy własnych doświadczeń odtwarza te początkowo piękne, ale zmierzające stopniowo do upadku czasy, jest Hans Helmut Saltzwedel, potomek Toepfferów zamieszkujący obecnie w Stanach Zjednoczonych, w Vero Beach na Florydzie. Gdy zapoznajemy się z opisem jego idyllicznego życia w okresie międzywojennym, życia w dostatku i w otoczeniu licznych antyków, które miały później ulec rozproszeniu lub całkowitemu zaprzepaszczeniu, narasta w sercu nostalgia za bezpowrotnie utraconym rajem, chociaż sami nigdy nie znajdowaliśmy się w nim ani nie doznaliśmy wygnania z tej ziemi, ich ziemi rodzinnej.

Hans Helmut Saltzwedel urodził się na samym początku 1928 r., a następnie wychowywał na terenie przedwojennych Niemiec, a dokładnie w Szczecinie, stolicy ówczesnej Prowincji Pomorze. Był jedynakiem, podobnie zresztą jak jego matka. Należał do prominentnego rodu Toepfferów, a od najwcześniejszych swoich dni był otoczony nie tylko przepychem materialnym, ale również dziełami sztuki o wielkiej wartości artystycznej i historycznej, które nie pozostawały bez wpływu na jego późniejsze upodobania. Sielankowe dzieciństwo Hansa zostało przerwane przez wybuch II wojny światowej. Jeszcze w 1938 r. został wcielony do Deutsches Jungvolk – formacji w strukturach Hitlerjugend, przeznaczonej dla chłopców w wieku od 10 do 14 lat. W jego wspomnieniach jest miejsce i na te doświadczenia, których – żyjąc w burzliwych czasach – sam sobie nie zgotował. Obserwacje, jakie czyni na ten temat, są naznaczone subiektywnością percepcji małego chłopca, który wówczas czerpał coś pozytywnego z przynależności do tej obowiązkowej organizacji i dzisiaj nas nie oszukuje w tej kwestii, choć wiemy, że w jego najbliższej rodzinie panował zdecydowany duch sprzeciwu wobec nazizmu. Jednak wielkiemu rodowi i tak przyszło zapłacić gorzką cenę za grzechy Niemiec pod panowaniem Hitlera. Jego członkowie stracili cały swój majątek i byli zmuszeni wyrwać zapuszczone wcześniej korzenie, bezpowrotnie opuścić należącą do nich rezydencję i zakłady, a zatrzymać sobie jedynie bezcenne wspomnienia, hołubione odtąd w sercu. W 1945 r., po ucieczce ze Szczecina przed Armią Czerwoną, młody Hans był przetrzymywany w obozie dla jeńców wojennych. Siedem lat po zakończeniu wojny wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie otrzymał obywatelstwo. Przez dwie ostatnie dekady, wraz z nieżyjącą już żoną, tworzył na zamówienie wielkie pieczęcie z podobiznami herbów miast, a ostatnio opublikował swoje wspomnienia, obejmujące okres przedwojenny, wątek wojenny i jego późniejsze losy, aż po czasy emigracji do Ameryki.

Hans H. Saltzwedel podczas tworzenia tablicy z pieczęcią.

Hans H. Saltzwedel podczas promocji swojej książki w Orlando.

Przekazuję Państwu tłumaczenie pierwszych dwóch krótkich rozdziałów książki Hansa H. Saltzwedela, które zostały bezpłatnie udostępnione na anglojęzycznej stronie internetowej wydawcy. Życzę miłej lektury!

Małgorzata Zalewska (gozal)

Okładka wspomnień Hansa H. Saltzwedela.

Hans H. Saltzwedel, Pamiętnik Hansa. Wspomnienia młodego Niemca dotyczące przetrwania jego rodziny w najmroczniejszych czasach historii Niemiec.

Przedmowa

Biografię tę dedykuję swojej ukochanej żonie, Patrici, która zmarła w 1998 r. Namawiała mnie, abym spisał wspomnienia dotyczące mojego życia. Uważała, że były one fascynujące, może więc i Wy uznacie, że tak rzeczywiście jest? Historie rodzinne pochodzą z moich badań i dociekań, a także z anegdot oraz – rzecz jasna – z moich własnych wspomnień. Ponieważ pierwsze 24 lata swojego życia spędziłem w Niemczech, odnajdziecie tu trochę niemieckich idiomów, wyrażeń i słów, z których przetłumaczeniem miałem problemy. Będę wyjaśniał ich znaczenie tak jasno, jak tylko będę potrafił. Wiele z tych wspomnień, anegdot oraz opisanych wrażeń jest oparta na zdolności spostrzegania i zakresie obiektywności, jakimi dysponuje mały chłopiec. To, co pamiętam, to po prostu sprawy, które interesowały mnie w owych czasach. Niektóre z tych rzeczy mogą się dzisiaj wydawać trywialne, ale opisałem je. Wy to osądzicie.

Specjalne podziękowania dla Jima Stanleya. Bez niego ten „Pamiętnik” nigdy by nie powstał. On to poprawiał moją gramatykę i zmieniał strukturę zdań z niemieckiej na angielską. Tak, często wprowadzał sens do moich wspomnień. Sprawnie sporządzał notatki, znajdując zastosowanie swojej profesjonalnej wiedzy do mojego dziwacznego stylu tworzenia słów. A przede wszystkim zadawał pytania, a jego entuzjazm był dla mnie inspiracją do dalszej pracy. Jeszcze raz dziękuję Ci, Jim!

Chciałbym również wyrazić swoją wdzięczność drogiej Diane Nason, która przygotowała ten „Pamiętnik” do publikacji. Z początku spodziewaliśmy się jedynie dodatkowych drobnych upiększeń. Ale zredagowanie wspomnień stało się konieczne, gdy jej biegłość i znawstwo zderzyły się z ich brakiem z mojej strony. Tylko jej cierpliwość, zainteresowanie, determinacja i oddana przyjaźń doprowadziły do tej publikacji. Jestem szczęściarzem, że otrzymałem od niej pomocną dłoń – dla niej jest to praca wykonywana z zamiłowania. W dowód doceniania, ciepłe podziękowanie, Diane.

Aby podrasować często dość stare fotografie, Susan Ahrent z Furst Video wykorzystała swoje umiejętności pomocne przy uzyskiwaniu najlepszych obrazów, na ile było to tylko możliwe. Jej wkład również został doceniony.

Rozdział I: Dlaczego tutaj jestem?

Jak mam rozpocząć? Moje obecne życie Stanach Zjednoczonych ma dziwne początki. Zaczęło się od krowy!

W latach siedemdziesiątych XIX stulecia pradziadek za strony mamy, Victor Toepffer (ur. 1839 r.), uczył się fachu rolniczego w gospodarstwie na Pomorzu. W latach, gdy jeszcze terminował, polecono mu sprzedać krowę na licytacji w pobliskim miasteczku. Po sprzedaży Victor zatrzymał sobie część zdobytych w ten sposób pieniędzy i wydał na swoje sprawy. Incydent wydał się, a jego ojciec – otaczany szacunkiem biznesmen – był oburzony. Nigdy nie wybaczył swojemu synowi, którego wydziedziczył i wysłał do Ameryki (czarna owca w rodzinie!).

Victor osiedlił się w Stockton, małej miejscowości w środkowo-zachodniej części Kansas, i rozpoczął uprawę pszenicy. Ożenił się z Mary Cuddy, dziewczyną z Kansas, miał dwoje dzieci – Edwarda (ur. 1883 r.) i Annę (ur. 1884 r.). Niespodziewanie odkryto ropę na terenie jego gospodarstwa, co znacznie podwyższyło wartość nieruchomości. Bratanek Victora, Helmut (mój dziadek), widział sprawę wypędzenia Victora zupełnie inaczej, dlatego utrzymywał z nim kontakt. [Helmut był albo bratankiem, albo siostrzeńcem Victora. Trudność z ustaleniem bierze się stąd, że w języku angielskim istnieje jedno słowo, określające zarówno bratanka, jak i siostrzeńca – przyp. tłum.]

W 1923 r., podczas podróży dookoła świata, mój dziadek, babcia i matka odwiedzili Victora w Kansas. Rozwinęła się dozgonna przyjaźń między moją matką oraz córką Victora, Anną, które odtąd regularnie korespondowały.

Tymczasem Anna wyszła za Sama Carrolla i wyprowadziła się do Omaha. Sam został później powołany na stanowisko wiceprezesa Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń w Omaha. Urodziło im się dwóch synów, Hugo i Sam. Aby nadal utrzymywać kontakty, Anna, Sam i Sam jr odwiedzili nas w Niemczech w 1938 r. To było wspaniałe spotkanie rodzinne (78. rocznica działalności naszego zakładu cementowego) oraz moje pierwsze spotkanie z „Amerykanami”. Nie mówili ani słowa po niemiecku, ale za to moi rodzice dość biegle posługiwali się angielskim. Czułem się troszkę outsiderem, jako że dopiero zacząłem uczyć się angielskiego w szkole i byłem zbyt nieśmiały, by ćwiczyć go na nich. Tak, tak, odgadliście. Po 13 burzliwych latach rodzina Carroll wsparła mnie finansowo, abym mógł rozpocząć nowe życie w Stanach Zjednoczonych.

c.d.n.