Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

„Eine kleine” Artura Daniela Liskowackiego to opowieść o tym, jak z pewnego miasta S. wyjechali ludzie, którzy byli jego zwykłymi obywatelami. Razem z nimi wyjechała z miasta dotychczasowa historia. Ślady, jakie po nich pozostały, ktoś po pięćdziesięciu latach potraktował jako zobowiązanie, by opowiedzieć historię dawnych mieszkańców, skoro oni sami tego zrobić już nie mogą. „Eine kleine” to również jedna z najstaranniej poszarpanych, pokawałkowanych i nieciągłych narracji w prozie polskiej lat 90. XX wieku.

Patronem medialnym książki jest m.in. Portal Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl.

Powieść o rodzinnym mieście, o niemieckich rozbitkach z lat tużpowojennych, kiedy Rosjanie wciąż nie byli pewni, czy miasto zostawić Polsce, czy raczej oddać NRD. Książka ma podtytuł quasi una allemanda, co w tym wypadku znaczy: niemiecka historia, i jak w muzyce, każda część powieści wprowadza inny temat, innego bohatera. Spaja je postać sieroty, który umie latać jak Piotruś Pan, i nie chce dorosnąć, jak bohater Blaszanego Bębenka.

„Gazeta Wyborcza”

Powieść Liskowackiego pozwala wiele zrozumieć z historii wzajemnych stosunków między Polakami a Niemcami, ale też przynosi pytania, na które nie ma prostych, jednoznacznych odpowiedzi. Może być znakomitym przykładem literatury kształtującej etykę wrażliwości, zgodnie z założeniami Richarda Rorty’ego. Dowodzi on, że zadaniem literatury jest niepokojenie człowieka, rozbudzanie w nim wrażliwości na cierpienie istot, których dotąd starał się nie dostrzegać, rozszerzanie „poczucia wspólnoty w celu włączenia do niej ludzi, o których myślało się kiedyś oni”. Dzięki takim książkom, jak „Eine kleine”, uczymy się więc obejmowania pojęciem my Innych i Obcych, bez względu na wyznanie, narodowość czy światopogląd.

Tatiana Czerska, „Tygiel kultury”

Jest to powieść wielowątkowa, konfrontacje międzyludzkie spiętrzone, ich psychologiczna i polityczna treść ujęta w reguły gry sportowej lub kompozycji muzycznej, dzięki czemu autor potrafił stworzyć aurę najwyższego napięcia. A przy tym sama akcja jest pretekstem do wywoływania ciągów skojarzeniowych, chaotycznych obrazów z poprzedniej egzystencji, mierzenia się z przeszłością. Każda postać na swój sposób powraca myślami do okresu przedwojennego, wojny i jej ostatnich dni, kiedy nie wiadomo było jak potoczą się losy miasta – czy będzie polskie, czy wydzielone pod szwedzkim protektoratem, czy…

Anna Frajlich, „Przegląd polski”

Liskowacki pokusił się o nakreślenie „historii naturalnej” schyłku niemieckiego Szczecina. Cóż w tym kontekście znaczy słowo „naturalna”? Autor interesuje przede wszystkim codzienność bohaterów; oczywiście codzienność – zaznaczę – której specyfika historycznego momentu nadaje nietypową formę. „Eine kleine” nie jest bynajmniej epickim freskiem historycznego przełomu, w wyniku którego „stary” Szczecin zamieniony został w gruzowisko, stające się fundamentem nowego, polskiego świata. Fragmentaryczność opowieści o losach poszczególnych bohaterów, lepienie ich z drobnych, na pozór mało istotnych elementów, oddawać ma chaos wciągający ich coraz bardziej; niemożność zachowania porządku, zachowania nowych reguł, według których kształtowana jest rzeczywistość.

Robert Ostaszewski, „Odra”

„Eine kleine” nie chce być typową powieścią historyczną – autor lubuje się w subtelnej analizie psychologicznej, bliskiej niekiedy technice strumienia świadomości, przez co świat zewnętrzny niejako się rozpływa, interioryzuje. Skutkiem ubocznym tej pasji analizy jest, paradoksalnie, głębsze zanurzenie narracji w czasie, przewaga retrospekcji. Penetracji świadomości i podświadomości postaci towarzyszą ciągłe skoki czasoprzestrzenne, miesza się to co poniemieckie, przepolskie, aż do granic chaosu.

Piotr Krupiński, „Pogranicza”

Jest to niewątpliwie jedno z najuczciwiej, najsumienniej i dobrze jeśli idzie o stosowny warsztat literacki, sporządzonych świadectw artystycznych losów byłej ludności niemieckiej na tzw. Ziemiach Odzyskanych; książka, po której rzeczywiście widać, iż są to ziemie odzyskane nie tylko heroiczną zasługą Armii Czerwonej i towarzyszących jej pułków polskich, ale i ziemie odzyskane po nieopisanej gehennie, zbiorowym dramacie większej części ludności zasiedlającej przed szaleńczą wojną Hitlera to terytorium. (…) Jedna z najciekawszych, ale i najtrudniejszych w lekturze powieści roku 2000.

Mieczysław Orski, „Przegląd powszechny”

Głównym bohaterem „Eine kleine” jest ten, kto poznaje zaginiony świat, ten, kto opowiada, narrator-autor. Nie jest to książka o przeżyciach Niemców, lecz o poznawaniu ich przeżyć. To książka o komponowaniu ze strzępków historii wizerunku miasta poprzedników. Narrator jest jak archeolog, który mając do dyspozycji fragment, próbuje odtworzyć całość. Jest jak ktoś, kto wpatrując się w starą widokówkę (zdjęcie w kronice), próbuje stworzyć żywy obraz. Nie zna języka poprzedników, wmyśla się w zachowane ślady, intuicyjnie kreuje swoją wizję przestrzeni, w której oni byli i w której on teraz jest. Poznaje (odczuwa) przeszłość miasta tak, jak poznawać (odczuwać) może ją każdy dzisiejszy mieszkaniec.

Bogdan Twardochleb, „Kurier Szczeciński”

„Eine kleine” Artura Daniela Liskowackiego to opowieść o tym, jak z pewnego miasta S. wyjechali ludzie, którzy byli jego zwykłymi obywatelami. Razem z nimi wyjechała z miasta dotychczasowa historia. Ślady, jakie po nich pozostały, ktoś po pięćdziesięciu latach potraktował jako zobowiązanie, by opowiedzieć historię dawnych mieszkańców, skoro oni sami tego zrobić już nie mogą. „Eine kleine” to również jedna z najstaranniej poszarpanych, pokawałkowanych i nieciągłych narracji w prozie polskiej lat 90. XX wieku. A równocześnie – jedna z najlepiej skonstruowanych i głęboko lojalnych wobec przeszłości. Sukcesu pisarza upatrywać można w konsekwentnym ukazywaniu Szczecina jako miejsca, w którym żadna ciągłość nie jest możliwa, więc i mit, wykorzystany przez Liskowackiego, ma charakter nieciągły. To mit Szczecina jako miasta melancholijnego, a może nawet przeklętego, miasta wiecznie przegranych, dalekiej prowincji, miejsca, gdzie Wielkie Dzieje przynoszą wyłącznie zniszczenie, zaś biografie prywatne ulegają nieznośnemu poszarpaniu.

z posłowia Przemysława Czaplińskiego