Opublikowane przez sedina w Ciekawostki.

Być może jeszcze przed obchodami rocznicy odzyskania niepodległości 11 listopada plac Sprzymierzonych zmieni nazwę na plac Szarych Szeregów. Wszystko w rękach szczecińskich radnych. Prawnicy nie wiedzą, czy tablica, która ma tu stanąć, jest tylko tablicą czy już pomnikiem.

Na placu (obecnie jeszcze) Sprzymierzonych ma stanąć tablica umieszczona na głazie. Na niej napis: Harcerzom i harcerkom Szarych Szeregów, bohaterskim żołnierzom – Czuwaj.

Prawnicy miejscy zastanawiają się jednak, czy jest to zwykła tablica czy już pomnik. Jeśli pomnik, umieszczenie na placu wymaga osobnej uchwały rady miasta. A to może przesunąć w czasie jej odsłonięcie.
Sam plac też może zmienić nazwę na na plac Szarych Szeregów. Z taką inicjatywą wyszli harcerze ZHR z hufca Watra. Zebrali już wymagane 500 podpisów, które dziś trafią do urzędu miasta.

– Musi zostać przygotowany projekt uchwały – mówi Piotr Landowski z biura informacji UM. – Jeśli zostanie przyjęty przez radę miasta, taka zamiana nastąpi.

– Chcemy, by ta uchwała trafiła pod obrady i na tej właśnie sesji została przegłosowana – mówi radny Andrzej Karut. – Gdyby tak się stało, podczas obchodów niepodległości 11 listopada ksiądz arcybiskup mógłby wyświęcić marmurową płytę upamiętniającą harcerzy i jednocześnie tabliczki z nową nazwą Placu Szarych Szeregów.

Inicjatywa upamiętnienia harcerzy i harcerek, którzy walczyli o wolność w czasie wojny wyszła trzy lata temu od Stowarzyszenia Szarych Szeregów. Wówczas żyło jeszcze 64. Dziś pozostało jedynie 42 i do tej pory na swoje pismo nie dostali żadnej odpowiedzi.

– Oddaliśmy młodość Polsce i to nie w przenośni – opowiada Wieńczysława Ganicka, sekretarz stowarzyszenia. – Wielu z nas zginęło tak z rąk niemieckich, jak i po wojnie zamordowanych przez NKWD i UB. Reaktywacja Szarych Szeregów, które zeszły do podziemia 27 września 1939 r. nastąpiła dopiero w 1992 r. To wstyd tak traktować ludzi, którzy ginęli za ojczyznę, a dziś gdy mają ponad 80 lat, sugeruje im się jaką uliczkę na peryferiach. I tam mogą sobie jeździć, by postawić świeczkę swoim kolegom i koleżankom.

Pomysł zmiany nazwy placu nie wszystkim się podoba.

– Po cholerę zmieniać nazwę, która nikomu nie wadzi – mówi radny, który chce zachować anonimowość. – Przecież to plac naszych sprzymierzeńców i niech tak pozostanie.

– A z kim byliśmy tak naprawdę sprzymierzeni – pyta Wieńczysława Ganicka. – Gdyby nie państwo podziemne, nic byśmy nie wywalczyli. A jacy to byli sprzymierzeńcy dla nas pokazały umowy, które zawierano na nasz temat ponad naszymi głowami.

Marek Rudnicki, Głos Szczeciński, 8 X 2009 r.