Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

Takiego kina nie ma nikt. Przetrwało dwie wojny światowe, zmianę państwa, ustroju i kilku właścicieli. O zmianach nazwy nie wspominając. Dzisiaj szczeciński Pionier jest najstarszym nieprzerwanie działającym kinem na świecie.

Tak naprawdę Pionierowi setka stuknęła już dwa lata temu. Początki kina sięgają bowiem 1907 roku. Jak to więc możliwe, że ten jubilat będzie świętował w końcu września dopiero stulecie?

– Wszystko przez moje lenistwo – przyznaje Jerzy Miśkiewicz, współwłaściciel „Pioniera”. – Kiedyś dowiedziałem się, że najstarsze działające nieprzerwanie kino na świecie otwarte zostało w 1910 roku w Londynie. Gdy więc znalazłem informację o tym, że nasze kino powstało o rok wcześniej, nie szukałem już dalej, tylko zgłosiłem „Pioniera” do Księgi Rekordów Guinessa.

To, że szczecińskie kino jest w rzeczywistości dwa lata starsze, wyszło na jaw już po oficjalnym potwierdzeniu rekordu Guinessa. Właściciele kina nie zmieniali już jednak nazwy, która brzmi „Pionier 1909”. Odkrycie, że filmy były wyświetlane w kamienicy przy al. Wojska Polskiego już w 1907 roku nie poszło jednak na marne.

Jednak najstarsze

Jakiś czas temu pojawiły się bowiem informacje o możliwości odebrania tytułu najstarszego nieprzerwanie działającego kina na świecie przez Duńczyków. Szczeciński Pionier nie dość jednak, że okazał się starszy niż pierwotnie zakładano, to jeszcze kino z Danii miało kilka lat przerwy w swojej działalności. Od tego czasu nikt nie ma wątpliwości, której placówce należy się tytuł z Księgi Rekordów Guinessa.

Pierwszym właścicielem kina w kamienicy przy ówczesnej Falkenwalderstrasse (dzisiaj al. Wojska Polskiego) był Albert Pietzke. Nosiło ono niezwykle szumną nazwę „Welt Theater”. Chętnych do oglądania dzieł najmłodszej ze sztuk nie brakowało. Kino cieszyło się ogromnym powodzeniem wśród starszych i młodszych. Była to jednak rozrywka uznawana początkowo za mało poważną, a wręcz szkodliwą.

Groźne dla młodzieży W jednej z publikacji „wychowawczych” z 1912 roku wizytom w kinie poświęcono osobny rozdział: „Kinoteatry rozprzestrzeniły się ostatnio nie tylko w dużych miastach, ale i w małych miejscowościach, zyskując ogromne zainteresowanie młodzieży. Niestety, zbyt długie przesiadywanie młodych ludzi w nieodpowiednich pomieszczeniach jest niekorzystne dla ciała i ducha. Szczególnie niebezpieczne są prezentacje filmowe, w których zatraca się wyczucie co do dobra i zła, przyzwoitości i podłości. Należy temu przeciwdziałać. Właściciel kinoteatru może bez zastrzeżeń przyjmować młodych widzów, jeżeli urządza projekcje oświatowe lub takie, które nie stoją w sprzeczności z celami szkoły”.

Z tego zapewne powodu nie brakowało przeciwników X Muzy. W archiwach zachowały się zapiski świadczące o skargach, które wpływały na działalność kina. Ich efektem były niezapowiedziane kontrole policji czy straży pożarnej. W drugim dziesięcioleciu XX wieku podobnych kin w Szczecinie było wiele. Wyrastały jak grzyby po deszczu.

Filmy były pokazywane też na bazarach, w kawiarniach czy lunaparkach. Ogromna popularność projekcji powodowała, że organizatorzy takich pokazów zarabiali na tym krocie. Wystarczyło, że mieli projektor. Filmy sprowadzało się zaś z Berlina.

Szczecin kochał kino

Ówczesnym szczecinianom coraz bardziej dawał się we znaki brak dużego, nowoczesnego kina. W 1913 roku na łamach czasopisma Volks Bote dyskutowano o konieczności budowy w mieście kina z przestronną salą. Rok później powstała Urania (u zbiegu dzisiejszych ulic Zygmunta Starego i Starzyńskiego). W 1929 roku szczecinianie doczekali się zaś niezwykle nowoczesnego kompleksu Ufa Palast. Powstał on w budynku, w którym do niedawna mieściła się Galeria Centrum. Sala kinowa mogła pomieścić nawet 1250 osób. Ufa Palast została uznana za nowy symbol Szczecina.

Przy takiej konkurencji małe kina straciły na ważności. O ogromnej popularności X Muzy świadczą liczby. W latach 30-tych ubiegłego wieku w Szczecinie istniało około 30 kin. Gazety z tamtego czasu podają, że w ciągu roku odwiedzało je nawet 3 miliony osób!

Seanse na urodziny Stalina

Z biegiem lat zmienił się repertuar. Początkowo prym wiodła rozrywka jarmarczna, później przyszła pora na kino artystyczne. Szczecinianie oglądali też monumentalne dzieła włoskie: „Quo Vadis” czy „Cabria”. Za czasów III Rzeszy wyświetlano filmy nasycone treściami nazistowskimi. Z kolei po drugiej wojnie światowej w kinach masowo pokazywano filmy radzieckie.

Janina Kosman, w swojej publikacji zatytułowanej „Quo Vadis, Żyd Suess, Świniarka i pastuch… W Szczecińskim starym kinie 1910-1952” pisze: „W pierwszych latach powojennych trwał na ekranach szczecińskich kin swoisty festiwal filmów radzieckich. Wyświetlono „Czapajewa” braci Wasiliewów. „Czapajew” zrealizowany w latach trzydziestych, był jednym ze szczytowych osiągnięć realizmu socjalistycznego. (…) W listopadzie, „miesiącu pogłębiania przyjaźni polsko-radzieckiej”, prasa informowała, że wszystkie prawie kina wyświetlają wyłącznie filmy radzieckie.”

Specjalne programy w kinach przygotowano także w 1949 roku na 70-rocznicę urodzin Józefa Stalina. Szczecinianie mogli z tej okazji obejrzeć m.in.: „Bitwę o Stalingrad”, „Pojedynek”, „Bogatą narzeczoną”. W kinie Colosseum zorganizowano po jednym z seansów akademię poświęconą urodzinom „wielkiego wodza”.

Podobny repertuar dominował w tamtych latach w dzisiejszym Pionierze, który po wojnie zmienił nazwę na kino Odra. Między 24 a 30 stycznia 1949 roku wyświetlano poza „Kroniką bieżącą”, filmy poglądowe pod tytułem „Pszenica hybryda” oraz „Sztuczne rozmnażanie ryb”.

Kolejna zmiana nazwy, tym razem na „Pionier” miała miejsce 17 grudnia 1950 roku. Nowe życie Pioniera Do początku lat 90-tych kinu przy al. Wojska Polskiego wiodło się całkiem dobrze. Najgorsze nastało po zmianie ustroju. Dawno nieremontowane wnętrza, wysłużone fotele, słabej jakości dźwięk i obraz sprawiły, że do Pioniera przychodziło coraz mniej osób. Ratunkiem mogła być tylko szybka prywatyzacja kina.

W 1999 roku lokal kupili Jerzy Miśkiewicz i Wacław Szewczyk. Nowi właściciele na przełomie 2002 i 2002 roku dokonali największej w historii kina przebudowy. Liczba miejsc została zmniejszona o 20 – do 80 foteli. Wymieniono ekran i sprzęt nagłaśniający, kino zyskało przeszkloną fasadę. Strzałem w dziesiątkę okazało się urządzenie w piwnicy tzw. Kiniarni, czyli sali, w której filmy wyświetlane są za pomocą terkoczącego projektora, a widzowie siedzą przy stolikach, popijając wino czy sok. Uroku Kiniarni dodaje też pianino z 1898 roku, wyprodukowane w Szczecinie.

Pionier to dziś (poza działającym w Zamku) jedyne kino, które oparło się konkurencji multipleksów. Jaka jest recepta na sukces małego kina?

– Receptą jest repertuar inny od tego, który pokazują multipleksy – twierdzi Jerzy Miśkiewicz. – Jesteśmy członkiem ekskluzywnego związku Europa Cinemas, który obliguje nas do prezentowania filmów przede wszystkim europejskich. W multipleksach króluje zaś kino amerykańskie. Widzowie nie znajdą też u nas popcornu i tej całej komercji, która panuje w kinach wielosalowych.

Ambitny repertuar doceniają widzowie. Pionier ma mnóstwo stałych widzów. Jak twierdzą właściciele kina, niektórzy z nich przychodzą na film nawet kilka razy w tygodniu. O sympatii widzów świadczą wpisy w różnych językach w pamiątkowej księdze. Oto jeden z nich: „Kino to mój bzik. A już szczególnie kino Pionier. Przychodziłam tu na moje pierwsze randki. Kiedy to było? Dawno, w 1949 roku”.

Monika Stefanek, Głos Szczeciński, 6 IX 2009 r.