Opublikowane przez JimBoss1994 w Ciekawostki.

W latach dwudziestych XVIII w., w gospodach wiejskich w okolicach Szczecina, łatwo było spotkać Szwajcara Abrahama Dubendorffa. Wrażliwy mężczyzna w wieku średnim, robił co dzień piesze wycieczki od Szczecina do położonego na północy jeziora Głębokie. Podobała mu się rzeka Osówka, nieskalana, z dala od brudnego miasta, które i tak było zdrowsze i bardziej ekologiczne niż wiele miast Europy. Uciekał z miasta, a jako że był bogaty, mógł sobie pozwolić na wypoczynek. Nie przepadał za podróżami daleko od miasta w którym mieszkał, podobało mu się tu, mimo tego że wychował się w Szwajcarii. Interesowała go Osówka z której czerpało wiele okolicznych wsi i folwarków m.in. Grabow, Aderborg, Bollinken, Novelingsborg, Bredow, Nemitz i Eckerberg. Była to rzeka życiodajna, nawadniała pola i chociaż nie była tak szeroka jak Odra, chłopi jak i bogacze czuli ukojenie słysząc przelewającą się z pagórków rzekę.

Pewnego razu Abraham Dubendorff, którego pasją (prócz odpoczynku nad rzeką) były wodociągi i wszystko co związane z wodą, po powrocie z rodzinnego państwa, spojrzał na Szczecin ze Wzgórza Warszewskiego i pomyślał
– Szczecin nie jest gorszy od Berna. Brakuje mu tylko… – zapatrzył się w płynącą daleko na dole Osówkę i skończył – …wodociągów!
Przez kilka tygodni rozmawiał ze znajomymi kupcami i szlachcicami o swoim spostrzeżeniu. Jego przyjaciel Hans poparł go, mówiąc pewnego dnia:
– Niegłupi pomysł! Nasze miasto już nie jest szwedzkie, rozwija się prężnie. Nasz kumpel Wallrave zaprojektował Pałac Sejmu Stanów, a Amadeusz otwiera nowe rzemieślnicze osiedle na Lastadie. A ten dziad, Mortagus, poszczęściło mu się i zbudował sobie przy Końskim Rynku pałacyk, a w planach ma publikowanie gazet. Przyszedł czas na ciebie! Zbuduj wodociągi publiczne, zanim ktoś inny zrobi to za ciebie!
Abraham pomyślał. Ma poparcie, a sam książę Christian August mógłby go sponsorować. Przejeżdżał koniem po wzgórzach i dolinach. W końcu, zimą 1727 r., zachorował na grypę i odosobnił się tak, że nie rozmawiał z nikim, nie czytał gazet i nie słuchał plotek. Chorego odwiedził znajomy malarz Werner śmiejąc się z Dubendorffa.
– Fryderyk Wilhelm postanowił zbudować wodociągi z Niemierzyna, niestety nie wie, że jesteś do tego taki chętny i najął jakiegoś moczymordę Valentino Nordheima do tej roboty, ale…
Werner nie skończył, bo Abraham Dubendorff wybiegł, mimo choroby, ze swego domu przy Bramie Królewskiej i skierował się do Nordheima, z nadzieją, że namówi go do odstąpienia tej roboty jemu. Pytał wszystkich na ulicy:
– Gdzie jest Nordheim? Gdzie mieszka Nordheim? Wszystkie palce wskazywały w kierunku ul. Kurza Stopka. Trochę czasu minęło, zanim Abraham przeszedł do spokojnej negocjacji. Niestety, Nordheim za nic w świecie nie chciał zrobić wyjątku. Abraham przybliżył się będąc bardzo natarczywym i przygnębiony zaczął mocno kaszleć. Odszedł do domu i przez wiele dni Osówka nie dawała mu takiej radości jak zawsze. Kiedy wyzdrowiał, nie spojrzał na nią nawet idąc do grabowskiej gospody. Nie upił się jeszcze porządnie, kiedy roześmiany Hans podbiegł do niego i objął krzycząc:
– Haha! Valentino zmarł! Grypa go wykończyła! Ktoś go naszedł parę tygodni temu i porozsiewał chorobę po całym mieszkaniu. Załatwiłem ci skończenie roboty, tylko zdecyduj się, bo dzisiaj mam wszystko przekazać Fryderykowi.
Zadowolony Abraham nie pomyślał o tym, że zabił człowieka interesów. Spełniło się jego marzenie i w ciągu kilku lat pierwszy większy rurociąg w Szczecinie został zakończony. Woda była czerpana ze źródła na polu za młynem Lubshego. Kiedy po ukończeniu prac Dubendorff z dumą patrzył na swoją fontannę z wizerunkiem orła, podeszła do niego kilkuletnia księżna Zofia w towarzystwie ojca, pytając:
– Co to jest?
– To jest moje dzieło.
– Tato, co to jest twoje dzieło?
– Dziełem twojego taty jesteś ty, a to jest moje dzieło, bo dzieło zawsze przynosi dużo radości.
Abraham szczęśliwie spędził resztę żywota odpoczywając w gospodach i młynach nad Osówką. Do końca życia, mieszkańcy byli mu wdzięczni za pierwsze, drewniane wodociągi w Szczecinie, mimo że to dzieło przypisuje się księciu Fryderykowi Wilhelmowi…