Opublikowane przez JimBoss1994 w Ciekawostki.

Kartka z pamiętnika nieznanego architekta, obcokrajowca, który przybył do Szczecina w XVI w. Postać wprawdzie fikcyjna, ale odrobinę prawdy znaleźć poniżej można…

15 lipca 1571 r.
Na Pomorzu rok temu skończyła się wojna siedmioletnia. Przybywam z Wenecji na polecenie księcia Jana Fryderyka, aby w wenecki i kunsztowny sposób rozbudować rezydencję książęcą. Dzisiaj wyruszam do Szczecina. Ciekawe, co to za miasto…
Od znajomego kupca dostałem wizytówkę, z której wnioskuję że jest to miasto portowe, staroświecko zbudowane, którego ludzie wyznają nauki Martina Lutra. Na mnie już czas.

23 lipca 1571 r.
Wjechałem przez Bramę Ducha Świętego. Brama znajdowała się na uboczu, przed drugą bramą prowadzącą do miasta. Między nimi znajdowało się podwale i wąski mur prostopadły do równoległych bram. Przylegał do niego kościół i szpital Św. Ducha. Zauważyłem w oddali ogromny kościół sięgający nieba. Był jednak zbudowany z kamienia na styl dawnego świata i nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia.
Ruszyłem dalej… Znalazłem się na Reifschlägerstraße. Patrząc na staromodne ceglane i drewniane budowle, zrozumiałem po co tu przybyłem. Poprawił mi się humor gdy znalazłem się na rynku zwanym Krautmarkt. Karzełkowaty mężczyzna w śmiesznej czapeczce sprzedawał gałkę muszkatołową. Nie zatrzymywałem się. Po chwili dwóch mężczyzn na koniach, łysy strażnik i gruby doradca w żółtej szacie, podjechało do mnie z szerokim uśmiechem, by mnie przywitać. Podprowadzili mnie przez Frauenstraße pod stary, murowany zamek. Tego wieczoru dużo rozmawiałem o planach przebudowy zamku. Przyjechałem po to, by został odrodzony w nowym stylu – renesansowym. Nie będę w moim dzienniku szczegółowo przytaczał wszystkiego, co mówiliśmy, ale po tym wszystkim byłem bardzo zmęczony. Odpocząłem w kamiennym domu. To jedna z niewielu budowli w Szczecinie noszących elementy nowoczesności. W 1530 r. był pożar i kamienny dom został przebudowany przez architektów Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Kamienny dom przeobrażono w dwupiętrową budowlę z dwuspadowym dachem i wieżą zegarową. Dobudowano także wschodnie skrzydło. Gdy doradca księcia zauważył, że przysypiam na drewnianym krześle w kamiennym domu, pokazał mi gdzie mam spać. Było to wschodnie skrzydło, niskie w porównaniu z resztą budowli. W środku było kilka sypialni i stajnia, w której umieszczono mojego wierzchowca. Kiedy doradca odszedł, napisałem te dwa słowa: idę spać!

24 lipca 1571 r.
Dzisiaj jest niedziela. Jak zwykle ruchliwy dzień. Pomyślałem że pójdę na rynek. Dworzanie bawili się na dziedzińcu grając na tamburynie i piszczałkach. Nie przyłączyłem się do nich – chciałem zobaczyć miasto. Przed dziedzińcem zaczynała się Ritterstraße. Dzieliła się na przebiegającą wzdłuż muru Ritterstraße Große i krótką, Ritterstraße Kleine, prowadzącą przez dziedziniec. Szedłem tą pierwszą, po drodze oglądając: z prawej strony kamienne chatki kryte strzechą, a z drugiej strony ładnie ozdobione domy kanoników kolegiaty. W oddali był widać było budynek należący do biskupstwa kamieńskiego. Skręciłem w lewo. Usłyszałem szum i gwar dobiegający z naprzeciwka. Była tam mała uliczka, znana z zamieszkującej ją rodziny Bullesche. Nazywa się Roßmarktstraße. Niektórzy starzy ludzie nazywają ją Bullenstraße, z powodu nazwiska kobiety w podeszłym wieku – Laurentzy Bulle, która ma tu swój dwór. Wciąż nie mogłem znaleźć źródła gwaru i śmiechu, póki nie wyszedłem na Kohlmarkt. Przebywałem tam długo – w gospodzie, w której podawano jasne piwo…

27 września 1571 r.
Szykuję się już do powrotu. Minęło dużo czasu od ostatniego wpisu. Byłem jednak zajęty zwiedzaniem Szczecina – miasta z ukrytym pięknem. Spodobała mi się architektura czterech bram. Pierwsza – Młyńska – wychodzi z Mühlenstraße i wchodzi na dwie drogi – północną i północno-wschodnią. Pierwsza prowadzi do Meklemburgii, po drodze mijając wieś Kreckow słynąca z sadów. Druga droga prowadzi do gliniastych terenów wsi Zabelsdorf (już w średniowieczu istniała osada należąca do klasztoru Cystersów). Druga brama znajduje się naprzeciw żeńskiego klasztoru Cysterek. Po wyjściu znajdujemy się na Unterwiek, dalsza droga prowadzi do wsi i parafii Grabow. Brama południowo-wschodnia, to brama Św. Ducha którą poznałem najwcześniej. Jest zakończeniem Große Wollweberstraße. Brama główna typu szczytowego, połączona szyją usytuowaną ponad fosą, zakończona jest bramą przednią, ustawioną przed kolejną fosą. Wspomaga ona dojazd na pola wsi Torney i Oberwiek. Oberwiek zainteresował mnie zespołem szpitalnym pod wezwaniem św. Jerzego oraz ogrodem strzeleckim Bractwa Strzeleckiego. Jestem niemal pewien, że to miejsce otacza aura wojskowa; na tych polach często się widuje trenujących wojowników. Wypada także napisać o rynkach: Heumarkt, Krautmarkt i Kohlmarkt, które są małe, ale przeurocze. Miałem w ciągu tych tygodni dużo obrad z architektami i doradcami – wszystkie posiedzenia odbywały się w ratuszu, niektóre wyjątkowo w zamku. Ustaliliśmy, że zburzymy kamienny dom i kościół św. Ottona, pozostawimy gotyckie skrzydło południowe, podwyższymy wschodnie i dobudujemy do nich skrzydła północne i zachodnie, zamykając w ten sposób dziedziniec. Doprowadzimy także wodociąg, bo ile można korzystać ze studni i wychodków? Poznałem człowieka interesów – Hansa Loitza jr., którego ojciec założył giełdę i zbudował niegdyś staromodną, ale ładną kamienicę. Teraz wracam do Wenecji i opowiem mojej rodzinie o portowym Szczecinie. Wracam za trzy lata, by doglądać przebudowy zamku…