Opublikowane przez sedina w Architektura i Urbanistyka.

Katedralna wieża pozostanie na razie zamknięta dla turystów. Komendant miejski straży pożarnej stwierdził, że obiekt nie spełnia wszystkich wymogów przeciwpożarowych, jakie powinien.

Opinia strażaków nie jest wiążąca. Decyzję o dopuszczeniu obiektu do użytkowania wydaje bowiem powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Jednak bez opinii straży pożarnej jest mało prawdopodobne, by ją wydał. Tymczasem komendant miejski straży pożarnej stwierdził różnice w dokumentacji projektowej obiektu i stanie faktycznym.

– Inwestor uzyskał zgodę na odstępstwo od przepisów tylko w jednym przypadku: rezygnacji z hydrantów wewnętrznych, a w zamian za to wyposażenia wieży w podwójną liczbę gaśnic – mówi asp. szt. Mirosław Siewierski, rzecznik komendanta miejskiego państwowej straży pożarnej w Szczecinie.

W obiekcie jest jednak więcej uchybień: wieża nie jest wyposażona w instalację alarmowania o pożarze, wątpliwości komendanta budzi również skuteczność sposobu oddymiania klatek. Wieża kościoła należy też do tej samej strefy pożarowej, co nawa.

– Oznacza to, że w razie pożaru mógłby on się łatwo rozprzestrzenić na pozostałą część katedry – mówi asp. szt. Siewierski. – Istnienie stref pożarowych pozwala na jego zatrzymanie na jakiś czas.

Strażacy stwierdzili także, że schody w katedralnej wieży są na pewnym odcinku węższe niż zakładał to projekt. Winda zaś nie została przystosowana do wymogów, jakie powinien spełniać dźwig dla ekip ratowniczych.

– Przy przebudowie i nadbudowie obiektu, a z tym w przypadku katedry mamy przecież do czynienia, można spełnić wymagania ochrony przeciwpożarowej inaczej niż mówią to przepisy – informuje rzecznik KMPSP. – Trzeba na to jednak uzyskać akceptację. Poza jednym przypadkiem, nikt się do nas o to nie zwrócił.

Proboszcz katedry, ks. Jan Kazieczko przyznaje, że nie takiej opinii strażaków się spodziewał. Co zrobi, by wieża w końcu została dopuszczona do użytku, nie chce mówić.

– Nic nie powiem, bo nie wiem – stwierdził w rozmowie z „Głosem”. – Byliśmy na rozmowie u komendanta wojewódzkiego straży pożarnej, który obiecał nam pomoc. Do opinii wystawionej przez strażaków napisaliśmy zaś odpowiedź. Zwróciliśmy się też do Komendy Głównej w Warszawie.

Monika Stefanek, Głos Szczeciński, 26 I 2009 r.