Opublikowane przez sedina w Wydarzenia.

W Muzeum Narodowym odbyła się debata poświęcona przyszłemu Muzeum Morskiemu. Na zaproszenie dyrektora Lecha Karwowskiego przyszło wielu żeglarzy, ludzi nauki i sztuki, którzy od wielu lat zabiegają o powstanie takiego obiektu.

Z wygłoszonych tez wyłania się nie najlepszy obraz. Muzeum Narodowe dostało wprawdzie 14 mln euro na budowę, ale oddziału morskiego i to wszystko. Pieniędzy jest tyle, że nie starczy ich na wybudowanie osobnego Muzeum Morskiego. Nie ma też ich na bryłę, która rzuciłaby wszystkich na kolana. A poza tym teren, który oferowało miasto na Łasztowni, jest zbyt mały, by można było coś zaplanować z rozmachem.

– Współczuję dyrektorowi Karwowskiemu – mówi wprost Piotr Owczarski, przewodniczący Komitetu Społecznego Żeglarski Szczecin. – W społeczeństwie rozpalono wizję miejsca na miarę XXI w. A później pozostawiono dyrektora samego z ograniczoną ilością pieniędzy i maleńkim terenem na Łasztowni.

Kpt. Wojciech Dacko pytając, skąd wziąć dodatkowe fundusze na budowę prawdziwego Muzeum Morskiego stwierdził, że złożyć się na to mogą środowiska polityczne i żeglarskie. Wyjął czapkę, włożył do niej 50 zł i zaproponował zbiórkę wśród obecnych. Jako pierwszemu podsunął ją wiceprezydentowi Tomaszowi Jarmolińskiemu. Ten otworzył szeroko oczy i szybko stwierdził, że portfel ma w szatni.

– Nie ma konspektu, nie ma projektu, nie ma kadr – grzmiał były dyrektor Muzeum Narodowego, prof. Władysław Filipowiak opowiadając, jak 10 lat temu przeżył już podobną fetę w budynku w Stolcu opuszczanym przez Straż Graniczną. – Burzliwe zebranie, mnóstwo zachwyconych polityków, którzy obiecywali stworzenie skansenu etnograficznego. Nie tak dawno tam jechałem i widziałem, ale muzeum ruin. Obawiam się, że tak będzie i teraz.

O tym, gdzie można zdobyć pieniądze, ukierunkowując inwestycję na programy unijne, mówił doświadczony w tych sprawach żeglarz, Zbigniew Zbroja, przewodniczący Transgranicznego Klasera Turystycznego „Szlak wodny Berlin-Szczecin-Bałtyk”.

– Od sześciu lat słyszę o uruchamianiu muzeum – również Małgorzata Jacyna-Witt, przewodnicząca komisji kultury sejmiku wojewódzkiego wrzuciła do dyskusji łyżkę dziegciu. – A teraz słyszę, że ma być, ale małe, paskudne, a nie takie, jak tego oczekiwali wszyscy szczecinianie. Wybitnego budynku, który byłby prawdziwą perłą, nowoczesnym odbiciem Wałów Chrobrego po drugiej stronie Odry.

Największy spokój zachował Lech Karwowski, dyrektor Muzeum Narodowego. Przedstawił wieloletnie starania o poszerzenie działu morskiego i walkę o to, co już zostało uzyskane. Starał się zasugerować zebranym, że żadna dyskusja nie zmusi władz do dania więcej, niż już uzyskano.

Zdawał się to potwierdzać wiceprezydent Jarmoliński, który stwierdził, że muzeum mogłoby zostać poszerzone w przyszłości o zabytkowy budynek leżący dziś na terenie portu rybackiego Gryf. Po sugestiach, że miasto mogłoby w tym pomóc, dodał: – Nie mamy wpływu na to, co dzieje się w porcie rybackim Gryf.

– Od wielu dni prezes Gryfu próbuje się skontaktować w tej sprawie z miastem, ale prezydent unika spotkania – cierpko zareagował na te słowa kpt. Wojciech Dacko.

Marek Rudnicki, Głos Szczeciński, 23 XII 2008 r.