Wstyd Szczecina

Szczecińskie centrum to zaniedbane miasto, pełne ruder i niezabudowanych placów.

Nowa galeria w Kaskadzie nie przysłoni baru Extra, baraków przy ul. Krzywoustego, rozsypującego się hotelu na Podzamczu, czy bazaru w okolicach Bramy Portowej.


– Urzędnicy miejscy powinni wsiąść w samochód, objechać centrum i wynotować co natychmiast trzeba zrobić, by miasto wyglądało nieco lepiej – przyznaje Arkadiusz Pawlak, szef komisji promocji i gospodarki szczecińskiej rady miasta. – To trzeba zrobić natychmiast.

Bar Extra straszy szczecinian od 10 lat. Ruina jest wylęgarnią szczurów, zimą zdarza się tu nocować bezdomnym. Obok baraku codziennie przechodzą setki mieszkańców i turystów. Wizytówka miasta robi straszne wrażenie. Prezydent Piotr Krzystek twierdzi, że istnieją trudności, które nie pozwalają zagospodarować terenu, ale miasto „podejmuje kroki” by to zmienić. Jego zdaniem, propozycja by rozebrać barak, zasiać trawę i postawić ławeczki, jest nieopłacalna.

Rozbiórka rudery to koszt około 100 tysięcy złotych. Dla miasta mającego rocznie w kasie miliard, to zaledwie promil budżetu. Dla wizerunku miasta – bezcenne.

– Może teren opakować folią z namalowanymi wizjami pływających ogrodów, które ponoć mają być w Szczecinie w 2050 roku – proponuje radny Piotr Kęsik.

Władze miasta zapewniają, że chcą wystawić teren na przetarg i to inwestor rozbierze barak. Kiedy to będzie – nikt nie jest w stanie powiedzieć. Działka nie ma nawet ustalonych granic, a to może trwać całymi latami.

– To musi być załatwione w tej kadencji. Za tydzień chcę jeszcze raz zapytać wszystkie odpowiedzialne osoby w urzędzie, co udało im się w tej sprawie zrobić – zapewnia radny Arkadiusz Pawlak.

Prezydent Piotr Krzystek przyznaje, że widok nie jest atrakcyjny.

– Zrobiliśmy już wstępną koncepcję zagospodarowania terenu. Teraz trzeba uzgodnić ją z konserwatorem zabytków – mówi Marcin Wajdziak, dyrektor wydziału Gospodarki Nieruchomościami.

Bar Extra to dopiero początek horroru w mieście. Niespełna 200 metrów dalej natykamy się na metalowy płot. Hiszpański inwestor rozpoczął burzenie Grzybka, na zbudowanie domu towarowego na razie nie ma ochoty.

Od półtora roku w centrum miasta stoi metalowy płot, ale za nim jest tylko wysypisko śmieci. Prace zakończyły się na rozebraniu Grzybka. Carlos Roizner, właściciel firmy przyznał, że u jego wspólnika wystąpiły „trudności ekonomiczne”. Teraz szuka firmy, która odkupi od niego teren, złoży gwarancje bankowe na 1 mln euro i zobowiąże się, że do 31 marca 2010 roku będzie tu budynek w stanie surowym zamkniętym, a do 30 września 2010 r. obiekt będzie gotowy do użytkowania. Zgodnie z planami, ma tu powstać dom towarowy.

Na razie negocjacje jakoś nie mogą nabrać tempa, choć miasto kibicuje mocno. Na horyzoncie pojawiają się kolejne firmy a z dnia na dzień coraz trudniej będzie dochować postawionych przez władze Szczecina warunków.

– Możemy oddać sprawę do sądu, ale trzeba liczyć się z tym, że na wyrok czekać będziemy latami – twierdzi Beniamin Chochulski, wiceprezydent Szczecina.

Miasto sprzedało teren w 2000 roku za nieco ponad 4 mln złotych. Roizner jest także właścicielem drugiego placu przy Bramie Portowej, na którym obecnie jest bar „Kogucik”. W tej chwili teren wart jest około tysiąca zł za metr kw.

Na silne wrażenia trzeba przygotować się także na ul. Krzywoustego. Najpierw zobaczymy dziurę po byłej Barbarze. Teren pusty stoi od co najmniej 5 lat. Jeszcze gorzej jest po drugiej stronie ulicy.

Cztery lata temu teren przy ul. Krzywoustego, na którym stał sklep Barbara zmienił właściciela. Miasto zobowiązało nabywcę, by postawił kamienicę. Miał na to 4,5 roku. Kamienica nie stoi i nawet nie widać, że to jakikolwiek plac budowy. Inwestor tłumaczy, że poziom wód gruntowych jest wysoki, że są kłopoty z zapewnieniem miejsc parkingowych, a władze miasta zastanawiają się co zrobić. Pomysłów na razie nie ma.

– Do użytkowników wieczystych zostało wysłane pismo z zapytaniem o realizację inwestycji – mówi Sebastian Wypych z biura promocji i informacji urzędu miejskiego. – Otrzymaliśmy odpowiedź, że inwestycja nie była realizowana z powodu licznych trudności.

Właścicielom terenu można naliczyć dodatkowe opłaty, ale nie zmieni to faktu, że dziura po Barbarze jak była 5 lat temu – tak jest do tej pory.

To bez wątpienia jedno z najgorszych miejsc Szczecina i jedyne, które przynajmniej częściowo może wkrótce prezentować się nieco lepiej. Pawilon jest tuż obok Domu Kupca. Władze Szczecina postanowiły wysupłać z kasy miasta 100 tysięcy złotych na rozebranie pawilonu.

– Na rozbiórkę zdecydowaliśmy się z dwóch powodów. Po pierwsze łatwiej będzie znaleźć nam nabywcę na teren, a po drugie musieliśmy umożliwić korzystanie z nieruchomości osobom mieszającym w suterenach – mówi Marcin Wajdziak, dyrektor wydziału gospodarki nieruchomościami.

Problem w tym, że dostęp do środka kwartału jest bardzo utrudniony od strony ul. Krzywoustego. Największym problemem dla firmy, która podjęła się rozbiórki będzie usunięcie stalowego komina, który ma 25 metrów wysokości. Do końca roku barak zniknie, co tylko trochę poprawi estetykę tego miejsca. Teren ma być wystawiony na przetarg. Nie wiadomo, czy znajdzie się chętny.

Ostatni turyści w hotelu Arkona gościli rok temu. Od tego czasu obiekt jest pusty, a jego właściciel – spółka Orbis-Hotele co rusz zmienia termin budowy. Rozbiórka budynku, który szpeci Podzamcze zapowiadana jest od kilku miesięcy. Ostatni termin – koniec września. Jak widać, nie został dotrzymany.

Do lamusa, przynajmniej na razie, można odłożyć plany budowania tu nowego hotelu z sieci Mercury. Oficjalnym powodem zmiany planów jest kryzys na rynkach finansowych. Z tego powodu spółka chce jeszcze raz przeanalizować swoje plany inwestycyjne. A Arkona – nie jest priorytetem. Wcześniejsze zapowiedzi, że budowa potrwa rok i są pieniądze na jej sfinansowanie, na razie wydają się nieaktualne.

Ynona Husaim-Sobecka, Głos Szczeciński, 27 X 2008 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Miejsca. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.