Opublikowane przez sedina w Historia.

We wtorek, 2 IX, po raz pierwszy pokazano nieznany film z negocjacji z Wałęsą 27 lutego 1988 r.

Widać na nim przedstawicieli szczecińskich komitetów założycielskich Solidarności. Przywiózł go Stanisław Możejko.

Film pokazano na odbywającej się w Szczecinie ogólnopolskiej konferencji naukowej, zorganizowanej przez IPN „Zarejestrujcie nam Solidarność”. Film istnieje tylko w jednym egzemplarzu. Nigdy nie ujrzał światłą dziennego. Został nakręcony na prośbę Możejki, który zażądał rejestracji rozmów w kontekście krążących wśród robotników opinii, że Wałęsa torpeduje ponowną rejestrację związku.

– Nie pokazaliśmy go wówczas robotnikom, choć w założeniu miał być powielony i kolportowany do wszystkich zakładów – mówi Stanisław Możejko. – Jak mogliśmy pokazać ludziom Wałęsę, szefa Solidarności, który jest przeciwny rejestracji Solidarności. Tego nikt wówczas nie rozumiał.

Na ówczesne spotkanie z Wałęsą do Gdańska pojechali przedstawiciele 14 szczecińskich komitetów i 4 ze Świnoujścia. Te 18 komitetów stanowiło aż jedna trzecia istniejących w Polsce, co najlepiej świadczyło o determinacji regionu szczecińskiego na tle kraju.

Tłumaczyli Wałęsie, że powinien poprzeć komitety, które nie mogą legalnie działać, a często inicjatorom grożą zwolnienia z pracy.

– Widzimy brak poparcia z twojej strony – tłumaczył Wałęsie Możejko. – A ta inicjatywa zasługuje na szczególne poparcie. Mamy szansę bronić interesów milionów ludzi.
– Moje stanowisko jest 50 na 50 i go nie zmienię – odpowiedział Wałęsa nie chcąc poprzeć dążeń komitetów założycielskich. A po tym uzasadnił to w znanym później mało zrozumiałym stylu: – Do końca nie jest jasne, która droga jest właściwa. Nie zasklepiajcie się, że 21 postulatów jest jedyne. W moim miejscu gdzie jestem mam takie zdanie i inne zdanie. Wy nie zmienicie mojej decyzji, taki już jestem. Ja poprę 50 proc., bo 50 proc. ma młodość i partie.

– Wałęsa był cały czas niespójny w tym co mówił i co chwilę sobie zaprzeczał – komentuje dziś ówczesne stanowisko Wałęsy Stanisław Możejko, wówczas delegat ze Świnioujścia. – Raz twierdził, że komunizm już upadł i praktycznie nie ma władzy, a za chwilę ostrzegał nas: Wy nie możecie nawet myśleć o przejęciu władzy. Sugerował, że władzę może mieć tylko on i nikt więcej.

Konferencja, to również zderzenie opinii uczestników tamtych wydarzeń na temat tego, czego oczekiwali ludzie, a co otrzymali.

– Po „okrągłym stole” potworzyły się mini sitwy, rządzące w różnych regionach i regionikach, takie mini-okrągłe-stoły, które całkowicie wypaczyły oczekiwania zwykłych ludzi – uważa Paweł Jarmołowicz, członek ówczesnego komitetu założycielskiego Solidarności w porcie szczecińskim. – Wszystko poszło w złym kierunku. Z „czerwonego” zamieniło się w „różowe”. A sam Wałęsa, od którego oczekiwaliśmy wielkich rzeczy, jak od wodza, tylko powtarzał, że do zmian doprowadził on, tylko on i wszystko dzięki niemu. To pytam – gdzie byli inni?

Edward Radziewicz, w 1987 przewodniczący Komitetu Założycielskiego Solidarności w porcie i pierwszy przewodniczący odrodzonej później „S” i na Pomorzu Zachodnim podkreśla, że rola strajku szczecińskiego do dziś nie jest doceniana. Mówi o wycinaniu wątków szczecińskich w migawkach telewizyjnych. Dodaje też cierpko:
– Elity niechętnie mówią o roli robotników, zapominają o nich, jak gdyby nie istniały i strajki dokonały się tylko dzięki nim.

Zdaniem dr hab. Antoniego Dudka, doradcy prezesa IPN, „okrągły stół” wcale nie musiał odbyć się z udziałem obozu Wałęsy. Przygotowania do takiego właśnie scenariusza wydarzeń, bez Wałęsy prowadził komitet centralny PZPR pod przewodnictwem gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

– Władza była wówczas przerażona i szukała porozumienia z opozycją. Na początku próbowała dogadać się z kościołem, ale ten kategorycznie odmówił. Do tego opozycja była podzielona na dwa nurty. Ten umiarkowany z otoczenia Wałęsy i ten radykalny z Kornelem Mazowickim, Andrzejem Gwiazdą i Leszkiem Moczulskim.
Dudek przypomniał też, że w 1988 r. strajki wcale nie musiały zakończyć się „okrągłym stołem”. Przykładem majowy strajk w Hucie im. Lenina, który ZOMO spacyfikowało. Poza tym ówczesne poparcie dla osób, które chciały zmian w Polsce było niewielkie.

– Podjęto nawet przygotowania do wprowadzenia kolejnego stanu wyjątkowego – mówi Dudek. – Jaruzelski przeraził się jednak, że wywoła to eskalację protestów. W jego gronie powtarzano, że drugi raz nie wchodzi się do tej samej rzeki. Podjęto więc negocjacje z umiarkowaną częścią skupioną wokół Wałęsy.

Marek Rudnicki, Głos Szczeciński, 3 IX 2008 r.