Opublikowane przez sedina w Ciekawostki.

Siódmego października 1944 roku William H. Flannery, pilot amerykańskiego bombowca miał zrzucić bomby na fabrykę benzyny w Policach.

Około godziny 13 maszyna została trafiona przez Niemców. Bombowiec runął chwilę później w okolicy Lagenbergu, dzisiaj Świętej.


– Historią tego właśnie bombowca interesujemy się od stycznia – wyjaśnia Dariusz Szaliński, prezes polickiego Stowarzyszenia „Skarb”, skupiającego pasjonatów historii tego regionu. – W okolicach Tanowa znaleźliśmy bowiem nieśmiertelnik amerykańskiego żołnierza. Skontaktowaliśmy się ze stowarzyszeniem załóg bombowców, które wyjaśnia losy żołnierzy armii USA zaginionych w akcji podczas działań ostatniej wojny światowej. Okazało się, że porucznik John G. Schloendon był bombardierem wspomnianego B17. Jego nazwisko widnieje na tablicy zaginionych na amerykańskim cmentarzu wojskowym w Holandii.

Amerykanie do dziś wyjaśniają losy swoich żołnierzy, nie szczędzą na to pieniędzy i czasu. W miniony czwartek w Policach pojawili się członkowie wspomnianego stowarzyszenia.

– John A. Gray i Cory D. Damm opowiedzieli o historii samolotu, o losach załogi, o tym co udało się im ustalić – kontynuuje Jacek Porzeziński ze Stowarzyszenia Skarb. – Do tej pory nie udało im się wyjaśnić losów, i ustalić miejsca ewentualne pochówku około 30 żołnierzy amerykańskich zaginionych w akcjach wojennych na Pomorzu Zachodnim.

Z 10-osobowej załogi za zaginionych wciąż uznani są: pilot William H. Flannery, drugi pilot Jewel W. Lowrey, radiooperator Duane E. Stowits, mechanik pokładowy Lloyd K. Lagassa no i John G. Schloendon,którego nieśmiertelnik znaleziono w okolicy Tanowa.

Nawigatorzy Paul Moll, Morris Arnovitz, Raymond G. Moon, boczny strzelec George Les Petty oraz tylny strzelec Walter C. Strosser dostali się do niewoli.

– Amerykanom udało się ustalić, na podstawie zeznań żołnierzy innych bombowców i dokumentów zachowanych w archiwach niemieckich, że jeden z żołnierzy bombowca wyskoczył z maszyny, która wcześniej została trafiona – dodaje Dariusz Szaliński. – Nie otworzył mu się spadochron. To czy wyskoczył, czy był ranny w tym momencie, czy też wyrzuciła go katapulta, nie wiadomo. Mógł zginąć spadając na ziemię, równie dobrze mógł już nie żyć trafiony śmiertelnie w bombowcu. To są tylko hipotezy.

Amerykanie przyjechali do Polic by ustalić miejsce pochówku bombardiera Schloendona. Goście z USA mają jeden ślad. Zlokalizowali grób, w którym być może pochowano żołnierza ich armii.

Piotr Jasina, Głos Szczeciński, 14 VII 2008 r.