Opublikowane przez Torney w Publicystyka.

Szanowny Panie Redaktorze,

dziękuję bardzo za zainteresowanie czasopismem „sedina.pl magazyn. Rocznik Miłośników Dawnego Szczecina” i za słowa krytyki, zamieszczone na łamach szczecińskiego wydania „Gazety Wyborczej”. W większości odnoszą się one do autora artykułu, toteż, co naturalne, pozostawię mu wolną rękę w kwestii ewentualnej repliki. Ponieważ jednak zostałem wywołany do odpowiedzi, kieruję niniejszy list do Pana.


Nie wiem, czy komentarz, który zamieściła redakcja szczecińskiej „Gazety Wyborczej”, ma charakter incydentalny, czy też planowane są kolejne, dotyczące pozostałych artykułów zamieszczonych w trzecim numerze. Taki cykl – załóżmy jeden komentarz na tydzień – miałby rację bytu z kilku powodów. Ani ja, ani autorzy publikowanych przez nas artykułów, nie mamy nic przeciwko konstruktywnej krytyce, a takowa, zamieszczona na łamach jednego z najbardziej liczących się dzienników, przyczyniłaby się na pewno do dalszego wzrostu doświadczenia osób odpowiedzialnych za wydawnictwo i poziomu merytorycznego prezentowanych tekstów. Stanowiłaby również niewątpliwą promocję rocznika, objętego wszak patronatem medialnym „Gazety Wyborczej”, i swego rodzaju zadośćuczynienie za brak jakiegokolwiek dziennikarza tejże 20 maja 2008 r. na promocji w Studiu S-1 Polskiego Radia Szczecin, a co za tym idzie – brak relacji z tego wydarzenia na jej łamach.

Artykuł, który był Pan łaskaw omówić, powstał w oparciu o akta dywizji zgromadzone w Centralnym Archiwum Wojskowym i kroniki jej jednostek, a także o publikacje z lat 60., 70. i 80. XX w., z czasów, jak mówi tytuł jednego z artykułów, „udziału żołnierzy w zabezpieczaniu ładu i porządku”. Siłą rzeczy prezentuje zatem opisy i komentarze rozbieżne z tymi, które zawierają teksty opisujące „na nowo” historię tak szczecińskiej „dwunastki”, jak i PRL. Przyznaję, że z mojej strony zabrakło wyraźnego słowa wprowadzającego, informującego czytelników, że artykuł prezentuje historię 12 Dywizji właśnie z punktu widzenia dokumentacji i literatury sprzed 1990 r. Również tytuł artykułu powinien być skonstruowany inaczej. Dane zawarte w bibliografii okazały się niewystarczające. Chciałbym z tego miejsca przeprosić wszystkich Czytelników „sedina.pl magazyn”, których tytuł ów i tekst artykułu wprowadziły w błąd. Zobowiązuję się, że w kolejnych numerach czasopisma dołożę jeszcze większych starań, by podobne sytuacje nie miały miejsca.

Wspomniane wywołanie do odpowiedzi było niespodziewane o tyle, że przy trzech lapidarnych zapowiedziach publikacji, zamieszczonych w „Gazecie Wyborczej” w ramach wspomnianego patronatu, moje nazwisko nie pojawiło się ani razu. Nie pojawiło się nie tylko w kontekście działalności społeczno-hobbystycznej, jaką są każdego roku prace nad redakcją „sedina.pl magazyn”, ale i mojego miejsca pracy. Pytanie o lekturę tekstu przed publikacją, wynikające zapewne z Pana doświadczeń dziennikarskich, tylko początkowo mnie zaskoczyło. Później przypomniałem sobie, że całkiem niedawno (17 kwietnia 2008 r.), pisząc tekst o agenturalnej przeszłości Andrzeja Kamrowskiego, nie raczył Pan zajrzeć do artykułu omawiającego Wolne Związki Zawodowe na Pomorzu Zachodnim (M. Marcinkiewicz, „Czasy nieracjonalnej jedności”. Rzecz o Wolnych Związkach Zawodowych Pomorza Zachodniego, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” 2008, nr 4, s. 37-47), zadowalając się określeniem „nieoficjalnie wiemy” – o czymś, co czterokrotnie podkreśla w przypisach autorka. Nie zapytam, czy świadczy to o braku wcześniejszej lektury Pana tekstu ze strony redaktora naczelnego.

Młody wiekiem i doświadczeniem wciąż uczę się na pomyłkach swoich i innych (tak historyków, jak dziennikarzy). Wszak nie myli się ten, kto nic nie robi. Liczę na dalszą, owocną współpracę z „Gazetą Wyborczą”, choćby w kwestii patronatu medialnego nad naszymi publikacjami.

Z poważaniem.

Paweł Knap
Redaktor naczelny
sedina.pl magazyn
Rocznik Miłośników Dawnego Szczecina



Odpowiedź została przesłana do dziennikarzy „Gazety Wyborczej Szczecin”: Adama Zadwornego, autora komentarza pt. „Czechosłowacja w 1968 r. sama się najechała?”, Wojciecha Jachima, redaktora naczelnego, i Moniki Adamowskiej, pełniącej dziś redakcyjny dyżur.

Redaktor naczelny odmówił publikacji całości odpowiedzi, sugerując pozostawienie fragmentów, które powyżej zostały wytłuszczone.