Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Od wieków istniały problemy z magazynowaniem żywności. W tym celu potrzebne były odpowiednie pomieszczenia, stwarzające odpowiednie warunki (temperatura, wilgotność) – dlatego najpierw powstały prymitywne spichlerze, a dużo później – elewatory. W Szczecinie istniało wiele elewatorów, jednak największym z nich jest „Ewa”. Pomysł jego budowy narodził się po I wojnie światowej, gdy szybko rozwijającym się portem – konkurentem Szczecina – stawała się Gdynia.

Opowieść została spisana na podstawie wspomnień pana Eugeniusza Koszykowskiego (na zdjęciu poniżej), który obecnie ma 68 lat.





Każdy z nas niejednokrotnie miał okazję słuchać opowiadania starszych ludzi na temat okresu powojennego Szczecina. Niewątpliwie były to lata trudne, pełne ludzi odważnych, którzy nie bali się ponieść trudów związanych z odbudową, a później rozbudową swojego miejsca zamieszkania, regionu oraz kraju. Dziś mówimy o nich, że tworzyli „karty historii” powojennego Szczecina.
Poniżej przedstawiam Państwu jedną z takich historii, spisaną na podstawie opowiadań Pana Eugeniusza, który przyjechał do Szczecina jako młodzieniec w 1958 r. Mając osiemnaście lat przybył z małej miejscowości znajdującej się obok Łodzi, z nadzieją na założenie rodziny i znalezienie pracy, o którą było trudno w jego stronach. Jak sam przyznaje, miasto wywarło na nim ogromne wrażenie swą wielkością. Początki były trudne, jednak zbytnio się nie przejmował, gdyż osób z takimi problemami było dużo. Stałe źródło utrzymania znalazł poprzez ogłoszenie z „Kuriera Szczecińskiego”. W tym okresie fachowcy byli bardzo poszukiwani, co było spowodowane brakiem kadry, która dopiero się tworzyła.
W mieście były jeszcze widoczne ślady wojny. Katedra była mocno zniszczona, ulica Wielka, Podzamcze wraz z fragmentami Baszty Panieńskiej leżały w gruzach. Tramwaj jeździł do portu przez obecną ulicę Dworcową. Powstawał most na Kanale Parnickim. W centrum były zauważalne znaczne uszkodzenia budynków pozostałych po bombardowaniach. Życie kulturalne rozwijało się. Oprócz istniejących już kin (Polonia, Bałtyk, Delfin, Koloseum) powstało, jak na tamte czasy, duże kino Kosmos.
– Było gdzie chodzić z dziewczynami – wspomina pan Eugeniusz.
Prężnie funkcjonowały: operetka (znajdująca się na ulicy Potulickiej) oraz teatry, a szczególności Teatr Polski i Teatr Współczesny. Wśród prasy lokalnej, która była wtedy mocno upolityczniona, dominował „Głos Szczeciński” oraz „Kurier Szczeciński”.

* * *

Na przełomie lat 50. i 60. nie było wielkiego problemu ze znalezieniem stałej pracy. Stałą pracę pan Eugeniusz podjął dopiero w 1968 r., w Szczecińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Wcześniej pracował w zakładzie naprawczo – usługowym wyspecjalizowanym w naprawach dźwigów, z którym wiąże się dalszy ciąg tej historii.
Pewnego dnia pan Eugeniusz otrzymał zlecenie konserwacji dźwigu w Elewatorze Ewa – tam poznał ogólny zarys jego przeszłości.
Od wieków istniały problemy z magazynowaniem żywności. W tym celu potrzebne były odpowiednie pomieszczenia, stwarzające odpowiednie warunki (temperatura, wilgotność) – dlatego najpierw powstały prymitywne spichlerze, a dużo później – elewatory. W Szczecinie istniało wiele elewatorów, jednak największym z nich jest „Ewa”. Pomysł jego budowy narodził się po I wojnie światowej, gdy szybko rozwijającym się portem – konkurentem Szczecina – stawała się Gdynia.
Budowa szczecińskiego elewatora rozpoczęła się pod koniec lat trzydziestych minionego stulecia, lecz została przerwana z przyczyn politycznych. Według opowieści przekazanych panu Eugeniuszowi (podczas jego prac w elewatorze) – budowniczowie natrafiali na wiele problemów, nie tylko natury budowlanej.
Jednym z największych problemów (mimo że wydaje się z pozoru błahy) były komary, które roznosiły choroby wśród robotników mieszkających (w czasie budowy) w elewatorze. Otóż po obudzeniu się robotnicy dostrzegali na skórze zaczerwienienia spowodowane ukąszeniami, które błędnie interpretowali jako ukąszenia mrówek. Aby zapobiec „mrówczemu problemowi”, postanowili postawić wszystkie nogi łóżek w garnkach z wodą, aby mrówki się potopiły – w rzeczywistości tylko ułatwili rozmnażanie się komarów „na miejscu”.
Za panowania niemieckiego elewator pełnił prawdopodobnie funkcję obrony przeciwlotniczej, o czym świadczyły umocowane na nim karabiny. Z II wojny budynek wyszedł prawie nienaruszony. 15 maja 1946 r. przejęła go polska administracja i został nazwany żeńskim imieniem „Ewa”.
Poniżej postanowiłem przedstawić widok na Odrę, utrwalony przez Polaków na podstawie niemieckiej kliszy. W tle widoczny jest duży budynek – to elewator. Kartka pochodzi z kolekcji pana Romana Czejarka (http://www.czejarek.pl/stettin).





W drugiej połowie lat pięćdziesiątych uruchomiono linię tramwajową, która jeździła po torach należących do PKP. Tramwaj zasilany był akumulatorami ładowanymi przy elewatorze.
W latach 80. elewator był bardzo zaniedbany. Wymagał konserwacji, podczas których pan Eugeniusz poznał historię, którą miałem okazję spisać. Elewator pozostaje do dziś jednym z największych w Europie.
Na zakończenie postanowiłem umieścić fragment wywiadu, który wydał mi się interesujący.

Jak ocenia Pan zmiany zaistniałe w Szczecinie przez ostatnie kilkadziesiąt lat?

– Szczecin bardzo mi się podoba, jestem związany z nim już od 50 lat – mimo tego, że mam okazję dużo podróżować po różnych zakamarkach Polski. Jak na warunki, w jakich zastałem Szczecin (zniszczenia po wojnie, wywóz całego wyposażenia fabryk na wschód, zahamowania rozwoju miasta spowodowane uwarunkowaniami politycznymi) – zmiany jakie zaistniały w ciągu ostatnich lat oceniam jako ogromny postęp. Miasto coraz bardziej się rozwija, co widać po komunikacji miejskiej, zwiększonej liczbie turystów oraz po wielu imprezach masowych będących wizytówką miasta. Świadectwem moich spostrzeżeń są chociażby: powrót pomnika Colleoniego czy budowa długo oczekiwanej oczyszczalni ścieków.
Cieszę się, że odbudowano „Różankę” i otworzono wiele ciekawych miejsc (np.: schron pod dworcem).
Często, pokazując Szczecin rodzinie lub znajomym, słyszę ciągle powtarzające się zdania „tu nic się nie dzieje”, „tu nie ma co robić”… a ja z własnego doświadczenia wiem, że w mieście codziennie „dużo się dzieje” – tylko, niestety, te informacje nie są w odpowiedni sposób przedstawione mieszkańcom.


Zdjęcie z początku lat 70. Na zdjęciu znajduje się pan Eugeniusz wraz z rodziną. W tle widać Różankę




Łukasz Majewski
Uczeń II Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie
Opiekun: Piotr Janicki.