Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Od dwóch lat mieszkam przy ulicy Mickiewicza, jednej z głównych arterii Pogodna. Nie jest to jednak „moja ulica”. Ta „moja” jest niewielka i znajduje się nieopodal obecnego miejsca zamieszkania. W gęstwinie ulic Pogodna ta wyróżnia się swoim kształtem. Rozpoczyna się i kończy na tej samej ulicy – Mickiewicza. Słowem do złudzenia przypomina podkowę. By się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na plan Szczecina.

Zdjęcie satelitarne mojej ulicy




Patronem mojej ulicy od 1946 r. jest ks. Stanisław Kozierowski (1874-1949).
Ks. Kanonik Stanisław Kozierowski był historykiem i językoznawcą, profesorem Uniwersytetu Poznańskiego. W latach 1945-1947 brał udział w pracach Komisji Ustalania Nazw Miejscowych przy Ministerstwie Administracji Publicznej. We wrześniu 1945 r. był w Szczecinie – przewodniczył I Zjazdowi Onomastycznemu, a jego „Atlas nazw geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej” był podstawą prac komisji zjazdu. Ks. Kozierowskiemu Ziemie Zachodnie zawdzięczają polskie nazwy miast, miejscowości, rzek, jezior itp.

* * *

Na tej ulicy, pod nr 26, mieszkałem od urodzenia (10 lat). To tam stawiałem pierwsze kroki, a placyk przed domem był moim ulubionym miejscem zabawy. Nie tylko moim. Przychodziły tam również dzieci z sąsiednich domów – z czasem moi koledzy i koleżanki. Na placyku graliśmy w piłkę, uczyliśmy się jeździć na rowerze. Placyk był miejscem, gdzie po raz pierwszy poczułem smak sukcesu i porażki. Jak mówi moja babcia Joanna, która w domu pod nr 26 mieszka od 61 lat: „tak było od zarania”.
Od „zarania” czyli od początku.
„Dokopanie” się do tego początku stało się moim celem w związku z ogłoszeniem czwartej edycji konkursu pt. „Pamięć Szczecin”. Poszukiwania materiałów rozpocząłem od Internetu. Ze znalezionego w nim zdjęcia lotniczego Pogodna z 1925 r. wynika, że budowę pierwszych ośmiu domów (bliźniaków) rozpoczęto na początku lat dwudziestych ubiegłego stulecia (obecnie numery 1-2; 3-4; 5-6; 8-9; 9-10; 26-27; 28-29;30-31).


Zdjęcie mojej ulicy z 1925 r. (sedina.pl)




Określenie czasu powstania kolejnych dwudziestu budynków (nr 11-25) przerosło moje możliwości. Jak już wspomniałem – ul. Koziorowskiego ma kształt podkowy. Nie dziwi więc jej przedwojenna nazwa: Am Hufeisen. Jak wynika z rodzinnych przekazów, ta dobrze wróżąca nazwa ulicy zadecydowała, między innymi, o wyborze miejsca osiedlenia się grupy zamojszczan, którzy w październiku i na początku listopada 1945 przyjechali do Szczecina.

W grupie tej byli:
1.Jerzykowski Henryk, l. 45;
2.Jerzykowska Katarzyna, l. 68;
3.Solecki Henryk (s. Aleksandra);
4.Solecki Edward, (s. Aleksandra) l. 25
5.Starzyński Stefan;
6.Szczerbik Ryszard;
7.Liberadzki Stanisław, l. 64;
8.Liberadzka Maria (c. Stanisława), l. 21;
9.Flora Władysław, l. 34;
10.Kalinowski Stanisław, l. 36, mój pradziadek.

Na początku maja 1945 r. przyjechała Halina Kalinowska, żona Stanisława l. 27 (moja prababcia).





Zdjęcia wykonane w czasie przerwy w podróży z Zamościa do Szczecina




Pod koniec maja 1946 r. do ww. dołączyli:
1.Solecka Krystyna (zd. Tymosiewicz), żona Edwarda l. 23, z trzymiesięczną córką Ewą;
2.Solecki Aleksander, z żoną Haliną zd. Szaławską (rodzice Edwarda i Henryka, l. 68
3.Biernawska Anna, l. 62, matka Haliny Kalinowskiej (moja praprababcia) ;
4.Biernawski Wiktor (s. Anny), l.23;
5.Kalinowska Joanna (c. Stanisława i Haliny), 1 rok i 2 miesiące – moja babcia.

Razem z nimi z Zamościa przyjechała koza, o imieniu Bajadera, żywicielka małej Joanny, a potem sąsiednich dzieci.

W tym samym roku przyjechała do Szczecina Bronisława Liberadzka, l. 54, żona Stanisława.

Zamojszczanie zamieszkali w sąsiadujących ze sobą domach o numerach: 4, 9, 10, 11, 26, 27.

Wcześniej zostały zasiedlone domy o numerach 2, 5, 28, 29, (państwo Tomalowie, Krawczykowie, Mataczyńscy, rodzeństwo Marcinkiewiczów. Rodzeństwo Marcinkiewiczów (Julian, l. 23; Czesława, l. 20 i Józefa l. 13) zamieszkali Am Hufeisen w lipcu 1945 r. Dwa miesiące później dołączyła do nich siostra Irena, l. 16, a w następnym roku ich rodzice.

* * *

Z uwagi na moje zainteresowania historią II wojny światowej, pisząc o pierwszych mieszkańcach ul. Kozierowskiego, nie mogę pominąć osoby Pana dr Jana Golby.
Dr Jan Golba był szefem Służby Zdrowia I Polskiej Samodzielnej Brygady Spadochronowej, sformułowanej na terenie Wielkiej Brytanii. W październiku 1942 r. brał udział w bitwie pod Arnhem. Do Szczecina przyjechał z Warszawy przed 1950 r. i mieszkał na ulicy Kozierowskiego pod numerem 8, do końca swego życia. Był Członkiem Honorowym Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. Zmarł w 1977 r.

Jak wynika ze wspomnień mojej babci – w tamtych czasach dla sąsiadów był po prostu „lekarzem domowym”, człowiekiem niezwykle skromnym, bezinteresownym i uczynnym.

W rodzinnym archiwum zachowało się szereg dokumentów z tamtego okresu:


Decyzja Wydziału Kwaterunkowego Zarządu Miejskiego Szczecina z 21 XI 1945 r., o przyznaniu mojemu pradziadkowi, Stanisławowi Kalinowskiemu, domu przy Am Hufeisen 26


Zaświadczenie Zarządu Miejskiego w Szczecinie z 21 XI 1945 r. o zajęciu ww. domu przez pradziadka (w języku polskim, rosyjskim i niemieckim)

Pismo Państwowego Urzędu Repatriacyjnego z 17 V 1946 r.

Formularz spisowy ruchomości poniemieckich, będących w posiadaniu pradziadków, z 21 X 1946 r. Szereg mebli wymienionych w ww. formularzu do tej pory spełnia swoją rolę w domu moich dziadków

W listopadzie 1948 r. pradziadek Stanisław uzyskał prawo do nabycia zajmowanej nieruchomości, a sześć lat później stał się jej prawowitym właścicielem (po spłaceniu kredytu dokonano stosownych zmian w zapisach księgi wieczystej nieruchomości).

W tren sposób pradziadkowie zrealizowali swoje marzenie o własnym domu. Jak ten wymarzony dom wówczas wyglądał można zobaczyć na zdjęciach zrobionych na początku lat pięćdziesiątych przez mieszkającego pod numerem 9 Pana Henryka Jerzykowskiego.

Dom moich pradziadków, a obecnie dziadków (nr 26)

Dom Państwa Jerzykowskich – w oknie jego matka Katarzyna i żona Antonina

Z zewnątrz wszystkie domy na tej części ulicy wyglądały tak samo. Życie ich mieszkańców, jak wynika ze wspomnień mojej babci Joanny, początkowo też wiele się nie różniło. To ich połączyło na długie lata, na dobre i złe. Te więzy w wielu przypadkach przetrwały do dnia dzisiejszego. Stąd na ulicy mam liczne „przyszywane” babcie, dziadków, ciocie i wujków.
Jak wynika z zachowanych zdjęć wygląd ulicy w miarę upływu lat zmieniał się . Przybywało domów, stare zmodyfikowano, drzewa wyrosły, zniknęły gazowe lampy, ogrody zmieniły swój charakter, a na ulicy jest co raz więcej samochodów. Mimo to charakter i klimat jest ciągle taki sam.
W 2005 r. ukazał się w „Gazecie Wyborczej” artykuł pt.: „Pogodno – dzielnica niezwykła”, w którym autorka Pani Kinga Konieczny napisała:
„Gdyby moi dziadkowie po wojnie wybrali sobie na swój dom inne miejsce, pewnie nigdy by mnie tu nie było. Nie jadłabym słodkich czereśni prosto z drzewa, nie miałabym przyjaciół za płotem, a sąsiadów nie odróżniałabym w tłumie. Pewnie bym za tym tęskniła, bo dorastanie na Pogodnie to najlepsze, co mogło mi się przytrafić”.
Pod tymi słowami mógłbym się podpisać obiema rękoma. To samo powiedziała moja mama, która mieszkała na ulicy Kozierowskiego 33 lata, mój dziadek Ryszard, który mieszka tam od 40 lat i babcia Joanna.

Mój dom dzisiaj (20 XI 2007 r.)

Jakub Markowski, klasa VI a
Szkoła Podstawowa nr 53 im. Fryderyka Chopina
Opiekun: mgr Jolanta Kaliszczuk