Starsza Pani z Wilna

Na początku…
jest godzina 14:00. Pukamy do drzwi pod numerem 6. Otwiera nam miła, starsza pani. Serdecznie zaprasza do środka. Częstuje pyszną, malinową herbatą i proponuje pączek, ale my dbamy o linię, więc odmawiamy. Ona bez skrępowania bierze jednego (z różą) i zaczyna opowiadać nam swoją historię.


Urodziła się…
7.06.1925 w Wilnie. Miała cudowną mamę, pracowitego ojca i starszą siostrę. Mieszkali w małym, ale przytulnym mieszkaniu, na przedmieściach Wilna. Uwielbiała to miasto, zwłaszcza zimą. Było wtedy urocze i odkrywało wszystkie swe atuty. Uczęszczała do Szkoły Podstawowej numer 19, później przyszedł czas na gimnazjum i w końcu na Liceum Sióstr Nazaretek.

Podczas wojny…
musiała szybko dorosnąć. Znalazła się nagle – już nie w młodzieńczym świecie, ale w świecie dorosłych, w świecie wojny. Wstąpiła do grupy konspiracyjnej – Armii Krajowej.
Była łączniczką. Poświęciła temu niezły kawałek życia. Raz udało się jej uniknąć aresztowania, ale nadal działała w AK.
24 grudnia 1944 została schwytana (przez Rosjan) i skazana na 10 lat łagrów. Po jakimś czasie zachorowała, więc zwolniono ją z wyroku. Wróciła z rodziną do Wilna, skąd musiała wyjechać – osiedliła się z rodziną w Drawnie koło Choszczna.

Czas po..
wojnie wcale nie był łatwy. Ona jako AK-owiec i łagrowniczka – co w tamtych czasach było „bardzo niestosowne” i na różne sposoby karane – nie mogła znaleźć pracy. Z wykształcenia była nauczycielką. Jakoś dostała pracę w Domu Kultury. W tym mniej więcej czasie wyszła za mąż, za Jana. Był to pierwszy kościelny ślub w ich okolicy. Czy to nie romantyczne?? Choć była szczęśliwą mężatką – życie nie było proste. Innym też nie było łatwo. Ludzie bali się kolejnej wojny, biedy. Wszyscy żyli bardzo skromnie, ale spokojnie. Wielu nie mogło znaleźć pracy i żyli w wielkiej biedzie.

Zdarzały się…
też przyjemne chwile. Wszyscy razem, pięć rodzin, które mieszkały w Drawnie – słuchali zawsze razem radia. To była taka tradycja – wsłuchiwali się w najświeższe wiadomości i muzykę.
Choć żywność była na kartki, ludzie jakoś sobie radzili. W Boże Narodzenie dostawało się tylko 5 deko szynki na osobę i trochę, uwielbianych przez wszystkich, pomarańczy czy bananów. Kobiety były bardzo zaradne. Same, żeby urozmaicić swoją garderobę, szyły ubrania. Sukienki, bluzki, spódnice. Były w tym naprawdę dobre. Ludzie, oczywiście, co niedzielę spotykali się w kościele. Kobiety przywdziewały to, co najlepsze w ich szafach, panowie natomiast ubierali znienawidzone przez nich fraki czy garnitury, brali swoje kobiety pod rękę i szli… Niektórzy szli modlić się, a inni plotkować.

Gwiazdy…
nie tylko te na niebie. Ona tez miała swoje gwiazdy, swoich idoli. Uwielbiała Annę Jantar, Skaldów, Irenę Jarocką czy Violettę Villas. Gwiazdy, choć nie były w takim natłoku jak dziś, były ważne, sławne i podziwiane.
Jeździła na wiele koncertów czy festiwali. Zorganizowała w swoim Domu Kultury wieczory poetyckie.
Zapraszała znanych pisarzy i artystów – i godzinami dyskutowali o polityce, sztuce, muzyce. To była ważna i interesująca część jej życia.

A potem……
w 1970 roku skończyła studia pedagogiczne, mając 40 lat – i przeprowadziła się do Szczecina. Zaczęła pracę nauczycielki w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych. 10 lat później przeszła na emeryturę.

Kim jest dzisiaj??
Uroczą, starszą panią.
Jest aktywną działaczką Organizacji Kombatantów.
Jest wiceprezesem w Kole Kresowych Żołnierzy AK w Szczecinie.
Na swoim koncie ma bardzo wiele nagród i odznaczeń, m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami.
Napisała trzy książki – czwartą właśnie tworzy.
Poza tym jest szczęśliwą żoną, mamą, babcią i nawet prababcią. Po prostu Danutą Janiczakówną – Szykszanian.
Dla przyjaciół jest Danusią.

Paulina Kozakiewicz i Magda Walczak z klasy 3e Gimnazjum Nr 3 im. Janusza Kusocińskiego
Opiekun: mgr Magdalena Banach

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pamiętać Szczecin. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.