Opublikowane przez hehenio w Historia.

Grenadierzy

Czy wiecie, kto tak naprawdę wygrał bitwę pod Belle Aliance, nie wiedzieć czemu przez niektórych zwaną „bitwą pod Waterloo”?

Wieczorem 18 VI 1815 r. francuski generał Drouot, dowódca artylerii gwardii cesarskiej już ustawiał na nowo armaty by ich miażdżącym ogniem przeważyć szalę na korzyść Francuzów. Już, już mieli dać ognia, Drouot jeszcze ostatni raz lustrował baterie… i nagle spadł z konia, trafiony pruską kulą! A strzelił do niego nie kto inny, jak Wilhelm Maas spod Stargardu, najlepszy strzelec szczecińskiego pułku grenadierów. No i przegrali!


Rozległy kwartał miedzy ulicami Kopernika i Potulicką zajmują budynki dawnego Pułku Grenadierów Króla Fryderyka Wilhelma IV (1. Pomorski) nr 2 (Grenadier-Regiment König Friedrich Wilhelm IV (1. Pommersche) Nr.2). Reprezentują klasykę pruskiego „stylu koszarowego“. W dużej części dalej służą armii (na tym terenie znajdują się między innymi Komenda Uzupełnień i areszt garnizonowy).


Jeden z budynków koszar grenadierów




Pułk, dla którego zostały zbudowane, był jednostką wyjątkową, związaną z dziejami armii pruskiej niemal od jej początku. Zaczątki stałej armii państwowej zaczął tworzyć Fryderyk Wilhelm I „Wielki Elektor” (1620-1688). W jej skład wszedł miedzy innymi utworzony 20 VI 1679 r., złożony z ośmiu kompanii, regiment von Ziethena. Jego pierwszym garnizonem było Minden w Westfalii nad Wezerą ( w pruskim posiadaniu od 1648 r.). Początkowo był to pułk piechoty zbrojny w długie na 16 stóp piki. Muszkiety dostał dopiero w 1685 r. Przedtem brakowało pieniędzy.

W początkach swej historii pułk walczył na zachodzie – pierwszymi znaczniejszymi bitwami była bitwa pod Neerwinden (1693) w Holandii, gdy Brandenburgia sprzymierzona z Saksonią i Hanowerem walczyła z Francją. Koalicjanci sromotnie przegrali, zwycięski marszałek Louxembourg zdobył tak wielką liczbę sztandarów, że po złożeniu ich w paryskiej katedrze zyskał sobie przydomek ,,tapicera Notre Dame,,. W 1704 r. pułk walczył w armii dowodzonej przez jednego z największych dowódców wszechczasów – Eugeniusza Sabaudzkiego pod Oudenarde i Malplaquet (wojna o sukcesję hiszpańską). Udział w tej wojnie brandenburskich żołnierzy to była jedna z wielu łapówek, jakimi następca Wielkiego Elektora, jego garbaty, nierozgarnięty, ale niezwykle próżny syn Fryderyk zasypywał cesarza, by zyskać jego zgodę na koronację. Koronował się w Królewcu w 1701 r. Poza życiem tysięcy żołnierzy kosztowało to jeszcze 2 miliony talarów (dla porównania: tyle syn Fryderyka zapłacił później za Pomorze…), a i tak tytuł królewski dotyczył tylko obszaru Prus („König in Preussen”, czyli „Król w Prusach” a nie „Król Pruski”). Bilans panowania tego władcy historycy porównywali do spustoszeń czasów napoleońskich. Bardzo niewiele pułków czas ten przetrwało: bywały rozwiązywane z powodu braku środków. Na ironię, przetrwały te, które stanowiły kontyngenty w obcych armiach. Między nimi „nasz”, który miał początkowo numer 8.

Następca „Krzywego Fryca”, nazywany królem żołnierzy albo sierżantem na tronie – Fryderyk Wilhelm I zastał państwo z dwudziestomilionowym długiem i szczątkowa armią. Naprawę zaczął od drakońskich, anegdotycznych wręcz, oszczędności na dworze (piwo zamiast wina, zasadzenie kapusty na klombach Charlottenburga) i budowy wielkiej (ale naprawdę wielkiej!) armii. Po ojcu dostał mu się „w spadku” także prawdziwy skarb: służący w pruskiej armii doskonały dowódca i znawca sztuki wojennej książę Leopold von Anhalt-Dessau. Dzięki tej postaci podczas panowania Fryderyka Wilhelma I armia pruska stała się nie tylko liczna, ale także perfekcyjnie zorganizowana. Pierwsze miejsce przypadało w niej nie jak dotąd kawalerii, ale piechocie. Ówczesna sztuka wojenna preferowała w bitwach tak zwaną „taktykę linearną”: piechota rozciągała się w długą na parę kilometrów linię wąskich na trzy szeregi kolumn batalionowych, które zbliżały się do nieprzyjaciela frontalnie na odległość ok. 300 kroków poczym stawały i rozpoczynały ostrzał. Dowódcy stali przed swymi batalionami i komenderowali ogniem, bataliony strzelały salwami do stojącego naprzeciw, uformowanego w analogiczny sposób przeciwnika. Ci, którzy strzelali częściej i celniej – wygrywali. By podczas bitewnego zgiełku kontrolować precyzyjne przemieszczanie tysięcy ludzi na liczącym wiele kilometrów obszarze potrzebne było, by oddziały maszerowały jednakowym, równym krokiem utrzymując linię. Stąd wynikła konieczność sławnej „pruskiej musztry”. Nie była ona niepotrzebnym popisem, ale twardą koniecznością. Większą szybkostrzelność dawał armii pruskiej zastosowany przez „Starego Dessauera” żelazny stempel – czyli tłok służący do ubijania w lufie karabinu prochu kuli i przybitki. Był on cięższy od drewnianego (stosowanego w innych armiach), ale pozwalał na znaczne skrócenie czasu ładowania broni. Zresztą „Stary Dessauer” znormalizował i ujął w przepisy w armii wszystko: umundurowanie, uzbrojenie, ekwipunek, szkolenie, komendy, logistykę, biwakowanie aż po budowę latryn włącznie. Uchodził za nieludzkiego tyrana, podstawowym środkiem motywowania żołnierza było bicie a strach przed kapralem był większy niż przed wrogiem. Ponieważ niewielu było chętnych do służby w takim wojsku, wprowadzono system poboru kantonalnego, a gdy ten nie starczał, przeprowadzano pobór metodą brutalnego wcielania każdego, kto się nawinął werbownikom. Żaden mężczyzna niskiego stanu w odpowiednim wieku nie mógł czuć się bezpieczny od widma „kamaszy”. Do wojska zsyłano za karę, podczas wojny wcielano jeńców. Liczebność armii w stosunku do liczby ludności osiągnęła wielkość wręcz groteskową. Armia była „oczkiem w głowie” króla, jego jedyną ekstrawagancją, namiętnością i zbytkiem. Zaś w armii maskotką władcy był królewski przyboczny pułk grenadierów, do którego, jak wytrawny kolekcjoner, dobierał żołnierzy ponadprzeciętnego wzrostu (powyżej 6 stóp, czyli ok. 188 cm). Do tego pułku „pozyskiwano materiał” za absolutnie każdą cenę, ościenni władcy niekiedy robili królowi pruskiemu podarki z wysokich ludzi, innych porywano, kupowano, omamiano wizją wysokich żołdów.

Grenadierzy…

W XVII w. wymyślono we Francji, by żołnierzy uzbroić w granaty, mniej więcej takie jak artyleryjskie, którymi to granatami raziliby wroga. Pomysł był ciekawy, ale jego realizacja okazała się w ówczesnych warunkach bardzo skomplikowana: lont granatu należało zapalić od skrzesanej iskry (obie ręce wolne, musiało być sucho), granaty sporo ważyły, jeśli żołnierza raniono, nim granat rzucił, granat wybuchał we własnych szeregach… Do funkcji tej wyznaczano żołnierzy szczególnie rosłych. By podczas przygotowania i rzutu mieli wolne ręce, musieli przewiesić karabin przez plecy. Ponieważ utrudniałby to kapelusz, wyposażono ich w charakterystyczne, wąskie, wydłużone czapki z metalowym przodem. Początkowo było po kilku grenadierów w kompanii, potem w pułkach wydzielano kompanie grenadierów (nie we wszystkich). W XVIII w. zarzucono pomysł, by grenadierzy faktycznie rzucali granatami – nazwę pozostawiono dla pododdziałów złożonych z wysokich i silnych żołnierzy. Używano ich jako głównej siły uderzeniowej na polu bitwy. Zachowano tradycyjne, grenadierskie czapki – budziły one zasłużony respekt u przeciwnika. Z czasem pojecie „grenadierzy” stało się synonimem oddziałów doborowych i tak jest w wielu armiach do dziś. W XVIII w. nie istniały jeszcze pułki grenadierów. W pułkach, a i to nie wszystkich, były co najwyżej kompanie grenadierów. System poboru rekrutów w Prusach oparty był na podziale kraju na liczące 5000 „dymów” kantony. Każdy pułk otrzymywał kanton, z którego miał prawo brać rekruta. Nie było więc możliwym, by w jakimś kantonie trafiali się sami rośli i silni poborowi. Biorące udział w bitwach bataliony grenadierów formowano doraźnie z kompanii grenadierskich różnych pułków.


Grenadierzy króla Fryderyka II. Widać charakterystyczną czapkę i torbę na granaty




W 1720 r. po pokoju sztokholmskim Prusom przypadła wschodnia część Pomorza ze Szczecinem. Do obsadzenia tego miasta przeznaczono między innymi 8 pułk piechoty (faktycznie obecny tu od 1713 r., od czasu, gdy Mienszykow po zdobyciu miasta przekazał je „neutralnym” Prusom), dowodzony wówczas przez pułkownika Christiana Augusta von Anhalt-Zerbst. Podobnie jak jego krewny, Leopold von Anhalt-Dessau, był jednym z książątek niemieckich służących w armii potężniejszego pana. Chociaż pochodził z prastarej dynastii askańskiej, jego księstwo było wielkości powiatu. Christian August von Anhalt-Zerbst został gubernatorem szczecińskim. W 1729 r. urodziła mu się córeczka, Zofia…

Pułk nie miał swego tytularnego szefa, nazywano go od nazwiska dowódcy pułkiem von Anhalt-Zerbst, później von Treskow, von. Amstell, von Hagen, von Quell, von Hacke, von Keller, von Scholten, von Pirch, von Rüts… Rekrutów zasadniczo łowiono ze Szczecina i okolic, Gryfina, Łobza, kapituły katedralnej Kamienia Pomorskiego, Flemming, Gülzow i innych. Żołnierzy początkowo zakwaterowano w domach mieszczan. W 1720 r. miasto liczyło 6081 mieszkańców, dokwaterowano im, lekko licząc, 2000 żołnierzy. Kwaterunek był traktowany jako istny dopust boży, był też często formą szykanowania osób podpadniętych u władz wojskowych. Ponadto poważnym źródłem konfliktów z armią była rozbudowa twierdzy, pod którą zajęto prywatne pola i ogrody. Potem, w 1730 r. zbudowano koszary przy Placu Parad, powstawały baraki w obrębie zabudowań fortecznych, a nowo wznoszone domy były obowiązkowo wyposażane w dwa poziomy poddaszy – z myślą o żołnierzach. Przy Rynku Siennym powstał odwach (Hauptwache) – ówczesna komenda garnizonu.


Hochenfriedeberg, czyli Strzegom – Dobromierz, 1745 r. Grenadierzy idą na pozycję. Żołnierz z piką przed szeregiem to podoficer (pika jest znakiem funkcji, nie bronią)




Wbrew pozorom „Król Żołnierzy” prowadził raczej pokojową politykę i gigantyczna, jak na skalę małego pruskiego królestwa armia nie brała udziału w wiekopomnych bitwach. Sytuacja zmieniła się zupełnie, gdy po jego śmierci w 1740 r. tron objął Fryderyk II, zwany przez wielu Fryderykiem Wielkim. Panowanie rozpoczął napaścią na austriacki wówczas Śląsk. Podczas trzech wojen śląskich szczeciński pułk piechoty odznaczył się w bitwach pod Małujowicami (1741 r.), Dobromierzem i Kesseldorfem (1745 r.). Podczas Wojny Siedmioletniej (1756-1763 r.) chwalebnie zapisał się pod Lutnią (1757 r.), Sarbinowem (1758 r.) i Torgau (1760 r.). Na szczególną wdzięczność Fryderyka zasłużył sobie pod Hohkirch (1758 r.). To, że ta przegrana przez Prusaków bitwa nie skończyła się totalną klęską, było zasługą szczecińskiego pułku, walczącego mężnie by przerwać austriackie okrążenie.

Po trzecim rozbiorze Polski, w 1796 r., pułk przeniesiono do Warszawy. Nowe kantony, z których „brano rekruta” to Pułtusk, Ostrołęka, Przasnysz, Wyszogród, Mława. Z Warszawy pułk ruszył w zimie 1806 r. do Prus by wziąć udział w jedynej nieprzegranej z kretesem bitwie tej kampanii, pod Iławą Pruską. Po pokoju w Tylży pułk zachowano, podczas gdy drugi ze stacjonujących w Szczecinie 7 pułk „von Owstiena” został rozwiązany. W składzie Korpusu Von Yorcka brał udział w kampanii przeciw Rosji w 1812 r., flankując północną flankę Wielkiej Armii nad Dźwiną. Dalszy szlak bojowy wojen napoleońskich to Dennewitz, Lipsk, Ligny i Waterloo.

Podczas wojny z Austrią i Saksonią w 1866 r. szczecińscy grenadierzy w nocnych bojach ulicznych zdobyli 29 VI Jiczyn. Niechlubnie zapisano na ich konto rabunek kilku sklepów w rynku. Kilka dni później pod Sadową wykrwawiali się pod ogniem górującej mad pruską artylerii austriackiej, nie biorąc udziału w decydujących starciach. Podczas tej wojny żołnierze pruscy mieli nad Austriakami istotną przewagę: dysponowali ładowanymi od tyłu karabinami systemu Dreyse. Strzelały cztery razy szybciej od austriackich „lorenców”, ładowanych przez wylot lufy.


Grenadierzy walczą na jiczyńskim rynku, 1866 r.




Wojna ta zaskoczyła świat także niespotykaną dotąd strategią. Prusy zwyciężyły w starciu ze znacznie potężniejszym przeciwnikiem zaskakując go szybkością uderzenia. Wojsko pruskie zostało dowiezione kolejami w trzy dość oddalone od siebie rejony koncentracji (zgrupowanie w jednym miejscu trwałoby, przy ówczesnej przepustowości kolei, zbyt długo) i maszerując z trzech stron razem uderzyło na wroga, łącząc siły już na polu bitwy pod Sadową. Pułki szczecińskie były w tej armii, która na dotarła pierwsza i musiała wytrwać w bitwie z przeważającym liczebnie przeciwnikiem, póki nie doszły dwie pozostałe armie. Gdyby nie wytrwali, losy świata potoczyłyby się inaczej…

W wojnie z Francją w 1870 r., wśród zasług szczecińskich grenadierów na pierwszym miejscu wymienia się udział w bitwie pod Gravelotte – Saint Privat. Tym razem przewaga techniczna była po stronie Francuzów: ich karabiny niosły na odległość 1400 m, niemieckie na 600. Wtedy narodziło się pojęcie „ucieczki do przodu” – przy ataku bezradny żołnierz musiał przebiec te kilkaset metrów pod ogniem nieprzyjaciela, nim był w stanie nawiązać z nim walkę. Francuzi po raz pierwszy użyli też tajnej dotąd broni: mitraliez. Był to pierwowzór karabinów maszynowych. W bitwie pod Gravelotte dochodziło do sytuacji, gdy zakuci w niemal średniowieczne pancerze kirasjerzy pruscy szarżowali na plujące ogniem mitraliezy.


Juliusz Kossak, „Zagłada kirasjerów pod Gravelotte”

Mitralieza z 1870 r.




Znany jest także obraz Wojciecha Kossaka „Jeszcze Polska nie zginęła” przedstawiający scenę z tej bitwy: gdy do boju ruszały pułki w których służyli Polacy, generał Steinmetz kazał wojskowej orkiestrze grać Mazurka Dąbrowskiego. Podobno ślepo szli w ogień zahipnotyzowani melodią…


Wojciech Kossak, „Jeszcze Polska nie zginęła”. Gravelotte, 1870 r.




Na pomnikach cmentarnych pobojowiska tej bitwy jest bardzo wiele nazwisk polskich. Po stronie niemieckiej straty wyniosły 20000, po francuskiej: 12000.

Carl Ludwig Schleich tak wspomina wymarsz żołnierzy garnizonu szczecińskiego na wojny w 1866 i 1871:

Wciąż jeszcze widzę tych królewskich grenadierów, niemal zataczających się od naporu kobiet i dzieci, wtykających im bukiety kwiatów za pasy oporządzenia, sunących w górę Sołtysiej, ogień w spojrzeniu, policzki zaczerwienione z dumy i szczęścia. I za każdym razem przed orkiestrą pułkową gruby Olin, kapelmistrz, ulubieniec całego miasta, formalnie cały obwity girlandami, z wielkim wieńcem, tak, że tylko maczuga dyrygencka jak igła kompasu drgała nad całością. Obcy ludzie z płaczem wpadali sobie w ramiona. 1866! 1871!



Wartownia koszar grenadierów




W 1892 r. pułk doczekał się nowych koszar. Ogromny obszar między dzisiejszymi ulicami Potulicką, Narutowicza i Kopernika zajęły po obrzeżach budynki z czerwonej cegły zostawiając pośrodku rozległy plac apelowy. Na co dzień służył do ćwiczeń pododdziałom. Od święta stawał się miejscem uroczystości: na przykład podczas wielkich manewrów cesarskich we wrześniu 1895 r. odprawiono na nim mszę polową z udziałem pary cesarskiej.


Msza polowa z udziałem cesarza na dziedzińcu koszar, 1905 r.




Ówczesna prasa („Pommersche Volksrunschau”) opisywała wspaniały czerwony namiot, wzniesiony według projektu królewskiego radcy budowlanego von Rohne, otwarty tylko w stronę dziedzińca, wyłożony dywanami na których ustawiono fotele, ozdobiony malowidłami. Naprzeciw cesarskiego namiotu stanął ołtarz polowy, ozdobiony wojennym rynsztunkiem, za ołtarzem ustawiono orkiestrę pułku artylerii i złożony z żołnierzy chór. Resztę placu zapełniły kolumny żołnierzy szczecińskich pułków oraz kirasjerzy królowej z Pasewalku oraz delegowane pododdziały z innych jednostek biorących udział w manewrach. Każda jednostka ze sztandarem lub chorągwią. O dziesiątej zajechała otwartym powozem cesarska para. „Dzień dobry, moje dzieci!” zawołał Jego Majestat do swoich żołnierzy po czym zajął miejsce wraz z cesarzową w namiocie. Chór zaśpiewał psalm „Chwalmy Pana” a wojskowy nadproboszcz Kramm rozpoczął misterium. W misternym wywodzie wykazywał, jak pokój boży w sercu żołnierza umacnia go i pomaga w wykonywaniu zadań bojowych, aż do śmierci za ojczyznę i cesarza włącznie. Po mszy cesarz odebrał paradę oddziałów, po czym pieszo, wraz z generałem von Blombergiem i dowódcą królewskich grenadierów, pułkownikiem von Hugo udał się do kasyna (dziś Liceum Ekonomiczne) na wydane przez korpus oficerski pułku grenadierów śniadanie („na cesarskie życzenie bardzo proste: turbot z homarem, kuropatwy, paluszki serowe”.).

Skąd brał się sentyment ostatnich Hohenzollernów do Szczecina?

Po wojnach napoleońskich pułk grenadierów zaszczycono tym, ze jego szefem mianowano następcę tronu Fryderyka Wilhelma. Gdy został on w 1840 r. królem, również pułk zaczął być pułkiem Króla Fryderyka Wilhelma IV. Wtedy również zaczęto używać owej osobliwej numeracji: pierwszy pomorski pułk grenadierów nr 2. Znaczyło to: numer 1 na Pomorzu, numer 2 w Prusach. W szczecinie mówiło się po prostu Pułk Królewski. Pierwszy szef pułku zwany był „Romantykiem na Tronie” i zasłynął jako najłagodniejszy i pokojowo usposobiony król pruski. Być może jego ojcu wydawało się, że mianowanie szefem doborowej jednostki odciągnie go od książek, muzyki, zainteresowań średniowieczem, architekturą, sztuką ogrodową i kształtowania krajobrazu?

Trapiony częstymi atakami apoplektycznymi (zaburzenia mowy, podejrzenia choroby psychicznej), bezdzietny monarcha przekazał w 1858 r. władzę swojemu bratu. Gdy w 1861 r. król zmarł, tron objął brat – regent jako Wilhelm I. Ten, wraz z innymi godnościami przejął też obowiązki (ale nie tytuł) szefa szczecińskich grenadierów. Wiązało się to z wizytowaniem swojego pułku, z noszeniem przez króla grenadierskiego munduru i z częstym udziałem w ćwiczeniach i manewrach. Ogólnokrajowe jesienne manewry stosunkowo często odbywały się w okolicach Szczecina. Zapewne nie bez znaczenia był wygodny dojazd koleją z Berlina i Poczdamu. Ostatni raz dziewięćdziesięcioletni król (i już cesarz) brał udział w manewrach i kończącej je paradzie na Krzekowskim Polu 17 IX 1887 r. Towarzyszył mu wnuk Wilhelm, który poprowadził pułk podczas finałowej defilady przed cesarzem. Sam był z pułkiem związany od dzieciństwa: już w 1869 r., a więc w wieku 10 lat został „dołączony w poczet” pułku – tak można przetłumaczyć używany wówczas termin „a la suite” – czyli przydzielony jako obserwator – doradca do pułkowego sztabu. Zdobywał w ten sposób obycie wojskowe. Sam traktował to bycie oficerem zupełnie serio: podczas mowy do zebranych na manewrach w 1895 r. pododdziałów podkreślał że już od 1869 r. datuje się jego związek z pułkiem. Posiadanie „kronprinca” w sztabie było dla pułku dużym wyróżnieniem. Zaś czym było zaliczenie w poczet korpusu oficerskiego doborowej jednostki dla ambitnego, niepełnosprawnego chłopca, jak wpłynęło na jego psychikę – tłumaczyć nie trzeba…


Powrót z ćwiczeń na Krzekowie. Arcyksiążę Eitel Friedrich, gen. von Hugo, Wilhelm II, płk. Dickhuth, 3 VIII 1908 r.




Wilhelm polubił wojsko, polubił Szczecin. Bywał tu często przy okazji manewrów czy wodowań okrętów i wielkich liniowców. Potem do sztabu pułku dołączył „a la suite” swego drugiego (z sześciu) syna, Eitela Fryderyka.

W 1907 r. wyróżnił żołnierzy pułku przywilejem noszenia na pikelhaubach gwardyjskiego orła, a przy kołnierzach i mankietach białych, gwardyjskich taśm.


Oczekiwanie pułkowej orkiestry na Franciszka Ferdynanda Habsburga, 1900 r.




Ostatni raz Wilhelm II był na wielkich manewrach w Szczecinie w 1911 r.

Szlak wojny światowej grenadierzy rozpoczęli marszem przez Belgię i północną Francję. Brali udział w bitwach pod Ramillies i Moslain. 9 IX stali 18 km od granic Paryża. Potem walczyli nad Marną i we Flandrii pod Wytschaete. Pod koniec roku przeniesiono ich na front wschodni: bitwy pod Mławą i Pabianicami, zimowa kampania na Mazurach, potem, do 1916 r., na Litwie i w Kurlandii. W końcu 1916 r. weszli w skład grupy armijnej Mackensen i w Rumunii zajmowali Bukareszt. W 1918 r. „powrócili” do Francji, nad Sommę i Oise kończąc wojnę we Flandrii. Na cmentarzach wojennych zostało 2700 grenadierów, 280 podoficerów i 96 oficerów pułku. Wracali do Szczecina podobnie jak fizylierzy Wiktorii: pieszo do Duisburga, potem koleją. 6 XII 1918 r., po przemarszu przez miasto, dotarli do swoich koszar.

W 1919 r. pułk rozwiązano. Jego tradycję podtrzymywały 1 i 2 kompania 5 pułku Reichswehry. 9 X 1921 r. w kościele garnizonowym odsłonięto cztery pomniki, poświęcone grenadierom, fizylierom, artylerzystom i saperom (z 2 batalionu pionierów). W tym samym roku poświęcono pomnik poległych grenadierów na terenie koszar, przed budynkiem sztabu. W 1929 r. obchodzono uroczyście 250. rocznicę założenia pułku. W obchodach brał udział książę Eitel Fryderyk i marszałek August Mackensen. Sztandar pułku od 1928 r. przechowywany był w Provinzialmuseum, dokąd zaniesiono go wraz z innymi sztandarami szczecińskich pułków, w uroczystej, ostatniej defiladzie…


Odprowadzenie sztandarów do Muzeum