Opublikowane przez hehenio w Historia.

Fizylierzy

Dawną Körnerstraße na odcinku od ul. Kusocińskiego do al. Piastów zamykają od południa ceglane budynki Koszar Wiktorii (obecnie wydziały humanistyczne Uniwersytetu Szczecińskiego). Przez wiele lat, do 1919 r. służyły 34 Pułkowi Fizylierów Królowej Szwedzkiej Wiktorii.

Koszary fizylierów




Historia tego pułku odzwierciedla pogmatwane losy Pomorza w XVIII i XIX w. Za początek jego dziejów uważany był 1720 r. Król szwedzki, Karol XII, genialny wódz, szaleńczo odważny żołnierz był bardzo marnym politykiem: wplątał kraj w trwającą 20 lat wojnę, zwaną później Północną. Mimo osobistego bohaterstwa i walecznej śmierci nie mógł pokonać koalicji Rosji, Polski, Saksonii Danii i Prus. Szwecja utraciła większość ze swych zamorskich terytoriów przestała być mocarstwem. Następczyni Karola XII, jego siostra, królowa Eleonora ratowała co się da. Za dwa miliony talarów (raczej niewiele: to koszt budowy jednej godnej twierdzy) odstąpiła Prusom Szczecin i prawie całe jeszcze szwedzkie Pomorze, zachowując tylko skrawek na północ od Piany ze Stralsundem i Rugię.

Do obrony tego zamorskiego skrawka ze Szwecji przeniesiono do Stralsundu regiment upplandzko-zachodniogotlandzki. W 1723 r. przemianowano go na „Przyboczny regiment Jej wysokości, Królowej Szwedzkiej” Ponieważ zadanie takie przekraczało siły jednego pułku, wkrótce utworzono drugi („Regiment Engelbrechta”). Pułki te (zwane „niemieckimi”, bo żołnierzy pozyskiwały w miejscu stacjonowania) działały zawsze w parze – na przykład w Wojnie Siedmioletniej bijąc Prusaków i zabierając im przejściowo Świnoujście i Prenzlau czy broniąc przed nimi stralsundzkiej twierdzy.


Fizylierzy epoki fryderycjańskiej




W latach wojny z Napoleonem Prusy i Szwecja stały po jednej stronie. Pułki ze Stralsundu skapitulowały przed przeważającymi siłami generała Mortiera i zostały morzem wycofane do Szwecji. W 1813 r. połączyły się w ramach korpusu szwedzkiego z pruską Armią Północną, walczyły pod Dennewitz, pod Lipskiem i potem z niedobitkami francuskiej armii w północnych Niemczech kończąc szlak bojowy oblężeniem i zdobyciem Lubeki w 1814 r.

Kongres Wiedeński pozbawił Szwecję resztek Pomorza. Ponieważ w stralsundzkich pułkach służyli Pomorzanie, zdecydowano przekazać je Prusom wraz z miastem. W armii pruskiej dostały one numery 33 i 34. Pułk 34 przeniesiono w 1816 r. do Szczecina. Był on potem wielokrotnie przemieszczany i zmieniał garnizony – od Grudziądza po Trewir, od Kołobrzegu po Legnicę i Frankfurt. W latach 1871 – 1890 i 1907 – 1919 stacjonował w Szczecinie.

Od reorganizacji armii w 1860 r. pułk zwany był „pułkiem fizylierów”.

Wypada wyjaśnić, co ta nazwa znaczy. W połowie XVII w. we Francji skonstruowano strzelbę z zamkiem skałkowym – po francusku „fusil”. Z niej wzięła się staropolska „fuzja”. Żołnierzy, których uzbrojono w takie strzelby zwano „fusiler”. Ponieważ „fuzja” była znacznie lżejszą od muszkietu, można było ją przydzielić drobniejszym żołnierzom. Ponadto nie wymagała do strzelania podpórki (forkietu), co sprawiało, że fizylierzy byli znacznie ruchliwsi od muszkieterów. Z czasem uzbrojenie ujednolicono, ale nazwę fizylierów zachowano dla piechoty lekkiej (w odróżnieniu od np. grenadierów, którymi byli żołnierze wyróżniający się wzrostem). Pod koniec XIX w. była to nazwa już czysto zwyczajowa, świadcząca o starym rodowodzie pułku.

Podczas wojny z Austrią pułk, wraz z siostrzanym pułkiem 33, walczył pod Sadową.
(Kto chce, na mapach obrazujących pola bitew odnaleźć miejsca, gdzie dokładnie walczyli żołnierze jednostek ze Szczecina, powinien odnaleźć II Korpus Armijny a w nim 3 Dywizję. Pod Sadową działały one w ramach I Armii).


Atak pruskiej piechoty na austriacką baterię. Sadowa 1866 r.




W 1870/71 r. pułk początkowo zabezpieczał granicę z Francją, brał udział w zdobywaniu Strasbourga i Alzacji. Wyróżnił się w ciężkich bojach podczas trzydniowej bitwy pod Lisaine i potem morderczym pościgiem w śniegu i lodzie za wycofującą się do Szwajcarii armią generała Bourbaki.

Latem 1871 r. pułk przeniesiono do Szczecina.

Miasto przystroiło się na powitanie uroczyście we flagi i kwiaty. Pułk przedefilował z Nowego Miasta pod pomnik Fryderyka II na Placu Parad wśród wiwatujących szpalerów mieszkańców. Dla żołnierzy każdego batalionów ufundowano podarek w wysokości 500 marek . Korpus oficerski podjęto uroczystym obiadem na Gocławiu, powrotowi parowca towarzyszyło „bengalskie oświetlenie” brzegów licznymi, wspaniałymi racami. Następnego dnia ogłoszono demobilizację, ale żołnierze (zapewne z radością…) musieli jeszcze trochę poczekać, bo wracające z wojny pułki (fizylierów i grenadierów) zaszczycił swą obecnością cesarz Wilhelm I, który dokonał przeglądu na Placu Parad i skierował do zebranych oddziałów słowa podziękowania.

W życiu miasta obecność pułku zaznaczyła się także na polu kultury. Wraz z pułkiem zawitał do Szczecina jego korpus muzyczny, który reprezentował poziom (w swojej konkurencji) światowy – jeszcze przed wojną brał udział w międzynarodowych zawodach muzyki wojskowej zdobywając pierwszą nagrodę w Lyonie i koncertując przed Napoleonem III.

Nazwiska kapelmistrzów: Parlow, Orlin czy Wachtin były powszechnie znane. W 1873 r. korpus muzyczny liczył 67 muzyków ( w tym 20 oboistów).

Wojna z Francją przyniosła doświadczenia, które radykalnie zmieniły oblicze armii. W 1873 r. zrezygnowano z natarcia kolumnami batalionowymi, wprowadzając pojęcie tyraliery. W 1888 r. rozpoczęto wycofywanie mundurów starego wzoru, przechodząc na barwy ochronne. Żołnierzy wyposażono w pałatki, saperki, lekkie plecaki i ładownice. Także coraz lepiej karmiono: w 1900 r. dzienne racje przewidywały 750g chleba, 200g świeżego mięsa i 50g tłuszczu. Prosty szeregowy dostawał miesięcznie 9 marek żołdu. Litr piwa kosztował wtedy ok. 30 fenigów.

Umiejętności żołnierzy ćwiczono na poligonie w Krzekowie. Tam też co roku odbywały się ćwiczenia rezerwistów. Zasadniczo żołnierz służył 2 lata po ukończeniu 20 roku życia (w kawalerii i artylerii konnej 3 lata), po czym stawał się rezerwistą służby zasadniczej, powoływanym na coroczne ćwiczenia. Po 27 roku przechodził do „zasobów” Landwery (obrony terytorialnej). Po 39 roku mógł być powołany tylko do zwoływanego w wypadku zagrożenia państwa Landsturmu – pospolitego ruszenia (podobnie jak chłopcy w wieku 17 – 20 lat). Każdej jesieni miały miejsce ćwiczenia brygady (czyli łącznie z 42 pułkiem ze Stralsundu) w różnych miejscach Pomorza. A co parę lat wielkie manewry cesarskie, dość często okolicach Szczecina.

W latach 1890-1907 pułk stacjonował poza Szczecinem – w Bydgoszczy. Powodem była ciasnota szczecińskich koszar. Zresztą, przenoszenie jednostek miejsca na miejsce należy do specyfiki tego fachu.

Rudolf Zilm w swojej pracy „Twierdza i garnizon Szczecin” napomyka zdawkowo o licznym udziale ochotników z 34 pułku w ekspedycjach pozaeuropejskich: tłumieniu „Powstania Bokserów” w Chinach i walkach z „tubylczymi powstańcami” w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej. Zdawkowość wynika stąd, że są to jedne z najciemniejszych kart w dziejach cesarstwa niemieckiego. Wypływających do Chin ochotników cesarz Wilhelm II pożegnał sławną Mową Hunów (Hunenrede):

…Wykażcie czynem starą pruską tężyznę, wykażcie, że jesteście chrześcijanami ochoczo znosząc cierpienia. Gdy staniecie w obliczu nieprzyjaciela, bijcie go.
Wiedzcie: nie będzie żadnej litości! Jeńców nie będziemy brać!
Jak przed tysiącem lat Hunowie pod wodzą swego króla Attyli pozyskali sławę, która przetrwała jeszcze po dziś dzień w podaniach i bajkach, tak niechaj przez was nazwa Niemiec utrwali się w Chinach na 1000 lat w taki sposób, aby nigdy już żaden Chińczyk nie odważył się nawet krzywo spojrzeć na Niemca.
Błogosławieństwo Boże niech będzie z wami!

Wojska niemieckie spóźniły się na prawdziwą wojnę, wyżywały się za to w akcjach terroryzujących ludność cywilną. Koalicyjna armia Waldereesego przeprowadziła 45 dużych operacji pacyfikacyjnych, z tego Niemcy samodzielnie aż 35 (uczestniczyli zaś w prawie wszystkich pozostałych). Żołnierze kajzera dokonywali masowych rozstrzeliwań, nie tracąc czasu na takie ceregiele, jak ustalenie faktycznej winy podejrzanych. Obserwatorzy byli zgodni – Niemcy uśmiercili ogromną liczbę najzupełniej przypadkowych cywilów. Feldmarszałek von Walderesee pisał do cesarza: Prawdą jest, iż rozstrzeliwuje się wielu Chińczyków. Przyznawał też, iż sam był świadkiem niezliczonej ilości egzekucji.


Przegląd korpusu afrykańskiego




Jeśli chodzi o Afrykę, o interesy cesarstwa walczył tam Lothar von Trotha. Wspominał później: Moja polityka polegała i polega na stosowaniu siły, skrajnego terroru, a nawet okrucieństwa. Zażądał zbuntowanego plemienia opuszczenia jego terytoriów, w swojej stylizowanej na „murzyńska mowę” odezwie do zbuntowanego ludu Herero głosił: Nie uczynię wyjątku dla kobiet i dzieci; będą przepędzone lub zabite.


„Za ojczyznę i cesarza”



Niemcy otoczyli Hererów u podnóża góry Waterberg. Doszło do rzezi. Część autochtonów przedarła się przez linie niemieckie, innych zapędzono na pustynię Kalahari, odcinając ich od źródeł wody pitnej. Cesarskie wojsko strzelało bez pardonu do każdego tubylca podchodzącego do studni, nie zważając na jego płeć, ani wiek. Z 80 tysięcy przeżyło 15.
W 1907 r. pułk wrócił z Bydgoszczy do swoich koszar, zwanych przez szczecinian „Koszarami Wiktorii” (Victoria-Kaserne) przy al. Piastów – ul. Sowińskiego.

Z nazwą tych koszar zaś było tak:
W 1907 r. zmarł generał von Schlachtmeyer. Dowodził on pułkiem od 1866 r., w 1885 r. został mianowany jego szefem. W dawnych armiach kultywowano tradycję, w myśl której każdy co znaczniejszy pułk miał swojego szefa (zwanego np. w Austrii właścicielem). Pochodziło to z czasów, gdy pułki były wystawiane przez prywatne osoby. O pułku mówiono wtedy: „pułk tego-to a tego”. Szef-właściciel rzadko sam dowodził swoim pułkiem. Z czasem utarł się zwyczaj, że pułkom nadawano honorowego szefa, w uznaniu tegoż szefa zasług bądź dla pozyskania jego przychylności. Był to niekiedy zasłużony dowódca (jak wspomniany wyżej von Schlachtmeyer), częściej jednak członek rodziny panującej albo jakiś zaprzyjaźniony monarcha. Fakt taki traktowano obustronnie jako zaszczyt, tak dla pułku jak i dla mianowanego szefa. Niekiedy szefowanie jakiegoś pułku było związane z funkcją w państwie – na przykład pułk kirasjerów z Pasewalku miał za szefa aktualną królową Prus. W armii pruskiej mieli „swoje” pułki Franciszek Józef I i car Aleksander. Czasem szef był szefem, choć już dawno nie żył – tak było np. ze szczecińskim pułkiem grenadierów króla Fryderyka Wilhelma IV (obowiązki pełnił w zastępstwie aktualny król). Podczas wizyt międzynarodowych monarchowie starali się odwiedzać „swoje” pułki, ubierając się przy tym w ich mundury, które mieli prawo nosić.


Szefowa fizylierów, królowa Wiktoria szwedzka




Śmierć sędziwego generała dała cesarzowi okazję do zacieśnienia stosunków ze Szwecją, w której panowała jego cioteczna siostra (wnuczka Wilhelma I), królowa Wiktoria. Pułk, jako mający szwedzkie korzenie, nadawał się znakomicie. Nowa szefowa wystosowała do swego pułku następujący list:
Po wyświadczeniu mi przez jego cesarską wysokość łaski powołania na szefa Pomorskiego Pułku Fizylierów pozdrawiam po raz pierwszy ze wzruszonym sercem mój pułk. Jako wnuczkę wielkiego Cesarza napełnia mnie duma i radość, że mogę przynależeć do armii idącej od zwycięstwa do zwycięstwa, a historia mojego pułku, który już kiedyś nosił imię szwedzkiej królowej podnosi jeszcze w mych oczach znaczenie przyznanego mi wyróżnienia. Przesyłam serdeczne pozdrowienia i błogosławieństwo mym dzielnym pomorskim fizylierom.
Wiktoria, królowa Szwecji

17 czerwca 1909 r. królowa odwiedziła po raz pierwszy pułk, ofiarowując mu kosztowne wstęgi do sztandaru w szwedzkich barwach narodowych. Dwa lata później, podczas wielkich manewrów cesarskich osobiście prowadziła pułk podczas defilady.





Królowa Wiktoria odwiedza swój pułk, 1909 r.


Damy w mundurach. Poligon na Krzekowie, manewry cesarskie w 1911 r. Od lewej: adiutant, arcyksiążę Eitel Fryderyk, arcyksiężniczka Wiktoria Luiza Hohenzolern (została szefem pułku huzarów w prezencie na konfirmację), cesarz Wilhelm II, dwie postacie nierozpoznane, królowa Wiktoria szwedzka, cesarzowa Augusta Wiktoria (szef pułku kirasjerów z Pasewalku)




1 VIII 1914 r. dla pułku rozpoczęła się I Wojna Światowa. W ramach 3 dywizji piechoty II Korpusu Armijnego pułk walczył początkowo w Belgii, północnej Francji i Flandrii. W 1915 r. został przeniesiony na front wschodni, walczył pod Łodzią, na Podlasiu i na dzisiejszym pograniczu litewsko-łotewskim, nad Dźwiną. W 1917 r. ponownie został przeniesiony na front zachodni i do końca wojny walczył we Flandrii.

Po kapitulacji pułk w „pełnym porządku” wrócił, dziennymi i nocnymi marszami, do Niemiec. Po kraju rozlewała się rewolucja, powstawały „rady żołnierskie”, na skutek rozprzężenia nie funkcjonowały placówki etapowe, plakaty „czerwonych marynarzy” zbuntowanej floty głosiły „nową wolność”. Razem z fizylierami wracali szczecińscy grenadierzy z 2 pułku. Jednym z epizodów powrotu było „zaprowadzenie porządku” w ogarniętym rozruchami i plądrowaniem Akwizgranie.

30 XI w Oberhausen udało się zapakować pułk do eszelonu i przywieźć wieczorem 2 XII do Szczecina. Przed ratuszem wracających powitał nadburmistrz Ackerman. Przy dźwiękach beethovenowskiego „Marsza Yorcka” pułk wrócił ostatni raz do swoich koszar.

Pułk rozformowano.

Przedtem jednak część żołnierzy zaciągnęła się do ochotniczego batalionu, który w okolicach Bydgoszczy i Nakła utworzył placówkę przechwytującą wycofywane z Polski wojska niemieckie i odsyłającą broń, amunicję i wyposażenie do Niemiec (by nie wpadły w ręce Polaków). W starciach z powstańcami wielkopolskimi pod Chodzieżą zginęło dziesięciu, byłych już, fizylierów Wiktorii.