Opublikowane przez sedina w Biblioteka.

Dziś zapraszamy do Biblioteki, choć nie tam, gdzie zwykle…

Własna gospodarka morska, własne porty i flota pod polską banderą to było marzenie wielu Polaków żyjących w czasach, gdy Polska odzyskała swoją niepodległość po 123 latach. Tak się przez wieki przyjęło, że pokład każdego statku pływającego w narodowej flocie to poszerzenie terytorium danego państwa. Każdy Polak będący za granicą zawsze będzie dumny kiedy zobaczy statek z powiewającą polską banderą i z napisem na rufie: Szczecin, Kołobrzeg, Gdynia czy Gdańsk. Zaraz po odzyskaniu niepodległości rozpoczęło się budowanie własnej floty i własnego portu. Z Gdańskiem był problem – jak wiemy miał statut Wolnego Miasta. Dlatego Eugeniusz Kwiatkowski wraz z grupą zapaleńców rozpoczęli budowę portu w Gdyni. Powstała wtedy Liga Morska i Kolonialna. Nie tylko chcieliśmy budować własne porty i flotę. Chcieliśmy mieć wtedy nawet własne kolonie. Potrzebne było medium niosące informacje o tejże gospodarce morskiej w Polskę. Tak powstał miesięcznik „Morze”.

Pierwsze jego numeru ukazały sie w połowie 1924 r. W 1939 r. ukazał się ostatni sierpniowy numer „Morza”. Był to koniec naszej jakże krótkiej niepodległości. Pismo reaktywowano w 1945 r. i wydawano praktycznie bez przerwy do lat transformacji ustrojowej. Wtedy rozpoczął się jego upadek. „Morza” to swoisty pamiętnik minionych pokoleń – ludzi zafascynowanych morzem. W latach 20. i 30. pełno jest artykułów o budowie i rozbudowie naszej marynarki wojennej i handlowej, o budowie portu w Gdyni, są też, choć sporadyczne, wzmianki o Szczecinie – nie Stettinie, ale Szczecinie.

W latach 40. jest już całkiem sporo tekstów o Szczecinie, jak wyglądał po wojnie i o jego odbudowie. Lata 50., a konkretnie ich początek, to lata propagandy stalinowskiej i co tu w sumie mówić za wiele – o morzu wtedy w „Morzach” nie pisano. A o Stalinie a owszem. Kolejne lata 60., 70. i 80. – to lata największej świetności naszej floty handlowej zarówno towarowej, jak i rybackiej – wtedy to polska flota naprawdę liczyła się na świecie.

Skąd pomysł ze skanowaniem „Mórz”?

Kiedyś pływałem na statkach. Nauczyłem się chodzić i mówić właśnie na statku, w wieku 5 lat opłynąłem dookoła kulę ziemską na statku M/S Tobruk, miałem chrzest morski i otrzymałem imię Delfinek. W dorosłym życiu skończyłem Szkołę Morską i ukończyłem karierę marynarza dyplomem oficera III klasy. Dzisiaj również pracuję w gospodarce morskiej, tyle że na lądzie. Teraz to moje pokolenie stara się budować nasze porty i flotę. Kiedyś mój ojciec (Kapitan Żeglugi Wielkiej) chciał wyrzucić trzy całe i kompletne roczniki morza z lat 1958-1960. Uratowałem je od unicestwienia. Leżały w pawlaczu. W grudniu 2005 r. wziąłem je do ręki i zacząłem czytać. To kopalnia wiedzy i ciekawych tekstów, pomyślałem. Pomyślałem też, że warto by się nią podzielić z innymi w Internecie. Nasza strona www.magemar.com.pl już wtedy działała i była typową firmówką bez wyrazu – trochę grafiki trochę opisów i nic więcej. Pomyślałem, by nadać jej jakąś głębszą wartość. I tak zacząłem, przy wyraźnym sprzeciwie mojej żony Anny, skanowanie „Morza”. W styczniu 2006 r. ukazały się pierwsze roczniki z 1959 i 1960 r. Po ich opublikowaniu spostrzegłem, że jest nimi spore zainteresowanie. Mało tego, ludzie pisali maile i nawet dzwonili prosząc o więcej. Nawiązałem bliższą znajomość z panem Andrzejem Danielewiczem z nieistniejącego już Antykwariatu Sedina, specjalizującego się w tematyce morskiej. To pan Andrzej pożyczył mi bezinteresownie kilka numerów z lat 20. i część opublikowanych lat 30. To był istny szał gdy zobaczyłem teksty pokolenia, które już odeszło w historyczną dal. Ich entuzjazm, zbieranie datków na odbudowę floty, propagowanie idei morza, radość z małych sukcesów a przede wszystkim ich uderzający i przewijający się wszędzie patriotyzm – to wszystko jest w stanie wciągnąć każdego, kto miał jakikolwiek związek z morzem. Potem dołączył Grzegorz Ochmiński z Kwidzyna, z którym zacząłem wymieniać się skanami. A więc było nas już dwóch „skanerów”, a dwóch to nie to co jeden i robota przyspieszyła. Grzegorz ma ponadto dostęp do kilku kolekcjonerów chętnie użyczających archiwalia. Dzisiaj na naszej stronie są już prawie wszystkie numery z lat 30. Brakujące skanuje obecnie Grzegorz. Jest też sporo z lat 40. i 50. Co tydzień ukazują się nowe, pełne numery. Na stronie jest pokazany postęp procentowy skanowania każdego rocznika. Postęp przy skanowaniu nie jest ogromny ale zeskanowanie jednego numeru z jego obróbką, wklejeniem adnotacji, zmianą formatu i wklejeniem na stronę zajmuje mi od 3 do 5 godzin. Dla zobrazowania powiem że jeden 40-stronicowy numer morza zajmuje już po docięciu stron ok. 10 GB na dysku. To wszystko by dało się poszczególne strony czytać i drukować w formacie A3. Jest to praca żmudna, ale za to bardzo ekscytująca. W tym roku będziecie mogli podziwiać komplet z lat 30. i jakieś 75% lat 40. i 50. Może uda się skończyć nawet którąś z tych powojennych dekad. „Morza” są dostępne z menu głównego, znajdującego się w lewym górnym rogu, albo w naszej galerii – z tym goście portalu sedina.pl nie będą mieli problemu – wszak to ten sam Coppermine. Mówiąc otwarcie skopiowaliśmy wybór tego portalu – warto uczyć się od lepszych. W galerii jest obecnie ponad 26 000 zdjęć, włączając skany „Mórz”. Zdjęcia też są ciekawe – w większości o tematyce morskiej, ale nie tylko. Ostatnio staramy się od zdjęcia od ludzi, którzy na co dzień pływają na statkach. Zakładamy im galerie autorskie. Zdjęć ciągle będzie przybywać. Na koniec chciałbym poinformować że nawiązałem kontakt i współpracę z panem Lucjanem Bąbolewskim – dyrektorem Książnicy Pomorskiej. Ma on w swoich zbiorach to co nam brakuje – numery archiwalne morza od 1924 r. (!!!) do 1930 r. Piszę o tym z takim namaszczeniem, bo numery z tych lat są białymi krukami u wszystkich kolekcjonerów. Są w Polsce ludzie którzy mają duże kolekcje „Morza”, ale tych co mają całe roczniki z lat 20. można policzyć na palcach jednej ręki! W tej chwili rozmawiamy razem jak zrobić skany – ale już wiadomo że jest zgoda pana Lucjana – on też jest pozytywnie zakręcony i chce by to, co leży w archiwach, ujrzało światło dzienne. Na naszym pierwszym spotkaniu z miejsca zadeklarował swoją pomoc. Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Po „Morzach” pomyślimy co jeszcze uda się opublikować na naszej stronie. Na bieżąco będziemy informowali o postępach na naszym portalu oraz na sedina.pl. Zawsze chciałem połączyć trochę wysiłki i pomagać sobie w zaszczytnych, bądź co bądź, ideach promowania historii i teraźniejszości naszego miasta.

Rafał Zahorski