Widok z tarasów

Dumny z sukcesu finału Tall Ships Races Szczecin coraz szerzej otwiera się na pomysły swoich obywateli. Już nie tylko przywrócenie Sediny na jej pierwotny cokół, ale pomysły znacznie odważniejsze, nawet próbujące wpisać się w gospodarczy rozwój miasta. Najśmielsze z nich to kompleksowa rewitalizacja Łasztowni oraz niejako przedłużenie tego pomysłu – sposób zagospodarowania Wyspy Grodzkiej, który zaproponował w sierpniu nasz kolega, Piotr-Stettin. Z takim „zagospodarowaniem widoku bliższego” Wałów Chrobrego świetnie koresponduje pomysł ważny nie tylko dla naszego miasta, lecz o znacznie szerszym zasięgu: budowa Muzeum Morskiego na Starówce. Jeśli te śmiałe wizje uda się zrealizować – Wały Chrobrego naprawdę mogą stać się największa polską atrakcją turystyczną, naszym Pierwszym Cudem.

Już za rok – dwa przewiduje się „uwolnienie” Łasztowni od ciężaru portu przemysłowego. Zgodnie z logiką rozwoju współczesne przeładunki odsuwa się coraz dalej od miasta, w kierunku Regalicy, bo tam można pogłębiać kanały i budować nabrzeża godne nowoczesnych kolosów morskich. Stary port stanie się już tylko pamiątką czasów, w których Szczecin przeżywał najszybszy w swoich dziejach rozwój, gdy działała tu strefa wolnocłowa i na Łasztownię skierowano pierwsze pociągi.

Znane są plany „konsorcjum waterfrontu Łasztowni”, w myśl których w zachodniej części Międzyodrza powstać mają nowoczesne, atrakcyjne budynki, często nie tylko z widokiem na wodę, ale i z bezpośrednim do niej dostępem. W ramach tej koncepcji rozważano wybudowanie tam filharmonii…
Podjęto już decyzję o budowie nowoczesnego gmachu poświęconego Polihymnii – przy Placu Solidarności. Może nie wszystko stracone? Dopóki pierwsza łopata nie zostanie wbita w ziemię – wszystko jest możliwe. Oby Łasztownia nie stała się tylko kolejnym osiedlem mieszkaniowym, ale także miejscem o „bogatym życiu wewnętrznym” – jeśli tak można powiedzieć o dzielnicy miejskiej. Powinny zadbać o to nie tylko władze miejskie, ale także potencjalni inwestorzy.

Jest taki pomysł, który doskonale wpisuje się w logikę ciągu kulturalno-turystycznego Łasztowni i Wyspy Grodzkiej, niejako podsumowujący starania o zachowanie i wykorzystanie magicznego klimatu Rzeźni Miejskich. To projekt utworzenia Muzeum Morskiego przy Nabrzeżu Starówka, włącznie z wykorzystaniem tej właśnie kei. Co prawda Szczecin ma już takie muzeum – ale to tylko i wyłącznie namiastka tego, czego brak naszemu regionowi. Gmach, który stoi na Wałach Chrobrego jest zbyt mały, aby nie tylko eksponować, ale nawet pomieścić już posiadane zbiory. W szczególności stare łodzie i fragmenty maszyn okrętowych zgromadzone na zapleczu coraz głośniej wołają o lepsze warunki – jeśli nie zapewnimy im ochrony, w niedługim czasie ulegną degradacji. Podobnych eksponatów na pewno znalazłoby się więcej w naszym regionie, nie wspominając już o tym, że Nabrzeże Starówki mogłoby stać się portem macierzystym statku noszącego imię naszego miasta. Ciekawie byłoby też zobaczyć tam choćby kutry rybackie, które przeżyły wojnę światową i dobrze służyły rybakom od Świnoujścia po Gdynię, aż do początków wieku XXI. Podobnie ciekawe mogłyby być ostatnie zachowane łodzie rybaków z Zalewu Szczecińskiego oraz naszych rzek i jezior. Zostało zlikwidowanych wiele spółdzielni i przedsiębiorstw rybackich – i chyba zbyt dużo ich majątku poszło na złom lub zostało spalonych, zniszczonych…

Rozszerzenie możliwości „zbierackich” naszego Muzeum Morskiego jest bardzo ważną sprawą, ponieważ w przeszłość odchodzą dawne metody połowów oraz towarzyszące im narzędzia i tylko szybka inicjatywa związana z ich pozyskiwaniem i realnymi możliwościami zabezpieczenia może spowodować, że odchodzący od zawodu rybacy przekażą swój stary sprzęt połowowy Szczecinowi. W przeciwnym razie zostanie na zawsze utracony ogromny fragment kultury materialnej naszego regionu, którego Szczecin mieni się być stolicą.

Podobnie dzieje się z przetwórstwem rybnym i szkutnictwem, z szybko zmieniającymi się sposobami ratowania życia ludzkiego na morzu i wodach śródlądowych. Domaga się „ujawnienia” ogromna kolekcja modeli statków, które powstawały w stoczniach nie tylko Szczecina. Poza tym Szczecin ma niemałe osiągnięcia w badaniach oceanograficznych, podwodnych, w badaniach polarnych. Szczecinianie mają się czym pochwalić i mają wiele do pokazania swoim gościom – potrzeba na to „tylko” dużo miejsca.

Adaptacja zachowanych budynków oraz wybudowanie dodatkowej „powierzchni ekspozycyjnej” Muzum Morskiego „Szczecin Nabrzeże Starówka” na pewno nie tylko wzbogaci ofertę turystyczną i poprawi widok z Wałów Chrobrego – podniesie również atrakcyjność inwestycyjną Międzyodrza. W przeciwnym wypadku pozbawiona atrakcji dzielnica mieszkaniowa okaże się wyłącznie kolejną „sypialnią”, a do apartamentu w „sypialni” nie będzie chciał wprowadzić się żaden majętny właściciel jachtu, zaś hotelarze nie będą mogli liczyć na godziwe zyski. Nie zdecydują się tu przywozić swych gości ogromne statki wycieczkowe. A przecież można inaczej – możliwość obejrzenia na miejscu atrakcyjnych pamiątek związanych z morzem i jego ludźmi może stać się silnym magnesem przyciągającym zamożnych klientów!

Plany budowy Muzeum Morskiego w Szczecinie już powstają. Ba, jest znacznie więcej – ta inicjatywa znalazła poparcie władz naszego województwa i obietnice daleko idącej pomocy na szczeblu rządowym. Mogą być więc na to duże pieniądze. „Już się widzę” pokazującego swoim znajomym „z interioru” otwarty warsztat szkutniczy, monitory komputerowe demonstrujące aktualne pozycje statków… Następnie proponuję im zwiedzanie „na żywo” statków lekko kołyszących się na Duńczycy – i znów wracamy do pawilonów, ot, choćby po to, aby obejrzeć dioramę prezentującą „życie morza od dna po powierzchnię”. To wszystko jest możliwe.

Wojciech Banaszak

Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystyka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.