Opublikowane przez sedina w Pomniki.

Do redakcji „Mojego Miasta” zgłosiły się dwie osoby, które twierdzą, że pogłoski o tym, że Sedina zniknęła w 1942 roku są nieprawdziwe.

Od dłuższego czasu trwa zamieszanie związane z poszukiwaniem pomnika Sediny – przedwojennego symbolu Szczecina. Znalazła się kobieta, która twierdzi, że w 1942 roku widziała miejsce, w którym był on zakopywany. Na te spekulacje odpowiadają Czytelnicy MM, którzy uważają, że prawda jest zupełnie inna. Twierdzą, że byli naocznymi świadkami wywożenia pomnika przez Rosjan.

Leon Granek ma 82 lata. Jest pionierem naszego miasta. W Szczecinie zamieszkał w 1945 roku. Napisał książkę „Życiorysy walką i pracą pisane”, w której umieścił 560 biografii. Z jego zbiorów i wiadomości korzysta wiele szczecińskich wydawnictw. Jak mówi, jest lokalnym patriotą. Dlatego, zdenerwowany zeznaniami kobiety, zgłosił się do naszej redakcji i opowiedział, jaka według niego jest prawda.

– To jest kompletna bzdura – opowiada. – Mogę przyrzec, że na przełomie lat 1945 i 1946 byłem naocznym świadkiem demontażu Sediny przez Sowietów. Pamiętam to doskonale. Wraz z kolegą Michałem przechodziliśmy obok Placu Tobruckiego. Było na nim kilkunastu Rosjan. Stały dźwigi frontowe i dwa czołgi. Żołnierze zabezpieczyli pomnik linami i zdjęli z podstawy. Byliśmy oburzeni, chociaż w obawie o swoje bezpieczeństwo nie mogliśmy tego wyrazić. Następnego dnia po odwiedzinach pana Leona, do naszej redakcji zgłosiła się druga osoba – 83-letni Jerzy Elerowski ze Śródmieścia. Potwierdził tę opowieść.

– Mieszkałem wtedy w Koninie. Mój brat służył w milicji w Świnoujściu – wspomina. – Jechałem do niego i w Szczecinie czekałem na pociąg. Postanowiłem wtedy, że pospaceruję. Rzeczywiście na Placu Tobruckim Rosjanie demontowali pomnik. Prace ochraniało kilkunastu żołnierzy.

Zapytaliśmy specjalistów z dziedziny historii, co myślą o zeznaniach obu mężczyzn.

– Mamy zbyt wiele różnych relacji świadków, by ustalić co naprawdę stało się z Sediną. Osobiście skłaniałbym się do tego, by tezę przedstawianą przez tych mężczyzn odrzucić. Nie możemy mieć jednak 100-procentowej pewności, że jest nieprawdziwa – mówi historyk Paweł Knap, redaktor prowadzący Portalu Miłośników Dawnego Szczecina sedina.pl. – To, że została wywieziona z miasta jest jak najbardziej możliwe. Z tym się mogę zgodzić. Wydaje mi się jednak, że rzeczywiście mogła być ukryta i dopiero w kolejnych latach ją przetransportowano do innego miasta.

Knap przyznaje, że do tej pory wszyscy wierzyli, że Sedina została zniszczona. W Kronice Wojennej Miasta Szczecina znajduje się zapis mówiący o tym, iż szczecińskie pomniki były demontowane i wywożone na plac przy ulicy Zielonogórskiej na Świerczewie. Tam przetapiano je na broń dla Wehrmachtu. Czy wśród nich była Sedina – nie wiadomo.

Podobnego zdania jest Ryszard Kotla, ceniony w Polsce historyk, publicysta krajoznawczy i przewodnik.

– Śmiem wątpić w to, co opowiadają ci panowie. Nie oznacza to jednak, że nie mogło się tak rzeczywiście zdarzyć – mówi. – Pomnik Sediny był ogromny. Miał osiem metrów wysokości. Nie chce mi się wierzyć, że Niemcy nie poświęciliby takiego kolosa na cele wojenne i by go nie przetopili. Jeśli tego nie zrobili, mogli go gdzieś ukryć. Prawda jest również taka, że zaraz po zakończeniu wojny Rosjanie wywozili ze Szczecina wszystko, co się dało. Czego nie udało się wywieźć – niszczyli. Dlatego nie można całkowicie wykluczyć tego, co mówią panowie Jerzy i Leon.

Andrzej Kus, Moje Miasto, 1 IX 2007 r.