Opublikowane przez sedina w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

21 kwietnia, godzina 11:00. Uruchomiono prom o dużej nośności, ale ogień artylerii zaraz go rozbił. Postawiono drugi, ale i ten po pół godzinie został unieruchomiony. Saperzy montują z tych dwóch rozbitych nowy prom, który zaczął funkcjonować po trzech godzinach.


Tego samego dnia, godzina 14:30. Na południe od autostrady postawiono dla korpusu pancernego ciężki most na Wschodniej Odrze. Nad Zachodnią Odrę saperzy przewożą przez rozlewisko materiał do budowy promu o nośności 60 ton. Ogień niemieckich baterii ze Szczecina i okrętów w zatoce niszczy większość materiałów budowlanych. 46 samodzielny batalion drogowy otrzymał zadanie: postawić na Zachodniej Odrze most dla czołgów. Kompania starszego lejtnanta Turaja zaczęła wbijać pale. Na lewym skrzydle 15 dywizji trwały tymczasem silne kontrataki. Coraz bliższy trzask pistoletów maszynowych. Na grzbietach wzgórz ukazały się niemieckie czołgi. W Międzyodrzu – wybuchy pocisków wielkiego kalibru. Turaj poległ, trafiony odłamkiem. Saperzy, stojąc po pierś w wodzie, pracowali nadal. Most został zbudowany na czas.

Obraz następnego dnia, 22 kwietnia. Jeszcze o zmroku 9 i 28 bataliony pontonowo-mostowe ciągną przez rozlewisko i kanały swoje środki pływające. O godzinie 7:00 obydwa parki są już nad Zachodnią Odrą. Postawiono już promy o nośności 60 ton. W ciągu czterech godzin zmontowano most na podporach pływających, który zniszczony w wyniku nawały ogniowej, został ponownie postawiony. W tym samym czasie 14 brygada ukończyła budowę pomostów. Saperzy pracowali w bardzo trudnych warunkach, wymagających wytrzymałości i sprawności. Znaleźli się oni w pierwszym szeregu bohaterów Odry.

Przez promy i mosty na Odrze przeprawiały się bez przerwy czołgi l korpusu gwardii. Przeprawa zakończyła się bez strat nad ranem 25 kwietnia. Michaił Panów z grupą oficerów swojego sztabu przybył zawczasu po zadanie bojowe na PO armii. W ciągu długiej i niełatwej drogi od Dniepru tak byliśmy zgrani, że rozumieliśmy się w pół słowa. Mam na myśli nie tylko dwóch dowódców, lecz także cały kolektyw oficerów Dońskiego Korpusu i naszej armii. Panowała między nami całkowita harmonia. Oficerowie sztabu korpusu i artylerii armii razem opracowywali plan ognia armijnej grupy artylerii dalekiego zasięgu, towarzyszącej wchodzącym w wyłom czołgom. Dowódcy brygad pancernych już całą dobę siedzieli na PO u Erastowa i Czuwakowa, zapoznając się z danymi rozpoznania, precyzując je i uzupełniając. A dane te mówiły, że na rubieży Karwowo, Smolęcin, wzgórza 76,2 i 62,8 Niemcy nie utworzyli głębokiej obrony. Rozciągnęli swoje siły w linię i w razie powodzenia oddziałów piechoty czołgi mogły wejść w wyłom w połowie pierwszego dnia natarcia z przyczółka.

W ciągu pięciu dni wojska 65 armii, po przełamaniu na swoim głównym kierunku pierwszego pasa obrony nieprzyjaciela, poszerzyły niewielki przyczółek na zachodnim brzegu Odry o blisko 20 kilometrów wzdłuż frontu, w głąb zaś o 8-10 kilometrów. Największy w ogólnym systemie obrony nieprzyjaciela nad Odrą punkt oporu, Szczecin, został wystawiony na groźne uderzenie i już wyraźnie się zaznaczyła jego całkowita izolacja. W ciągu tego krótkiego czasu zdołaliśmy przerzucić przez dwie odnogi rzeki i szerokie rozlewisko Międzyodrza duże siły, utworzyliśmy nowe ugrupowanie operacyjne wojsk na przyczółku i byliśmy gotowi do uderzenia na resztki wojsk 3 niemieckiej armii pancernej i na jej odwody. Sąsiednia 70 armia generała W. Popowa niezawodnie zabezpieczała nasze lewe skrzydło na przyczółku.

Przed nami rozciągała się rozległa prowincja Meklemburgia, granicząca na zachodzie z Łabą, na północy z Morzem Bałtyckim, a na południu z linią: Schwedl, Angern, Junde, Altlüdersdorf, Wittenberge. Tu właśnie 65 armia miaia zakończyć swój szlak bojowy.

25 kwietnia o godzinie 11:00 dywizje piechoty po potężnym przygotowaniu artyleryjskim ruszyły do ataku. Natarcie od razu nabrało szybkiego tempa. Około godziny 13.00 zdobyte zostały punkty oporu Smolęcin i Pomellen. Kontratakującego nieprzyjaciela ani razu nie dopuszczono do ugrupowań bojowych naszych wojsk bliżej niż na 300 metrów. Niemieckie dowództwo rzuciło ze Szczecina na ostrze klina 105 korpusu oddziały policji i pułki piechoty morskiej, które całkowicie rozbiła nasza artyleria i lotnictwo. O godzinie 12:50 w wyłom wszedł korpus pancerny.
Ze szczecińskiego rejonu obronnego nie przestała strzelać do naszych oddziałów artyleria wielkokalibrowa, ale wojska posuwały się naprzód w kierunku północno-zachodnim.

Pododdziały 17 brygady pancernej i l brygady piechoty zmotoryzowanej obeszły Barnisław, gdzie Niemcy mieli 4-5 czołgów i 2 baterie artylerii, ominęły Jawory (pięć baterii niemieckich, osiem-dziesięć czołgów i około dwóch pułków piechoty), posuwając się szybko na kierunku: Krackow, Glasow.

Barnisławski punkt oporu zlikwidowali ostatecznie gwardziści generała Borisowa wspólnie z 413 dywizją. Tieriemow zdobył Hohenhof. Griebiennik i Wariuchin zlikwidowali niemieckie oddziały w Jaworach, podczas gdy 69 dywizja pułkownika Maka-rowa odrzuciwszy oddziały osłonowe posuwała się na Krackow.

25 kwietnia wieczorem czołgi wyszły nad rzekę Randow i opanowały przeprawę w rejonie miejscowości Krackow; na północ od Locknitz mosty były wysadzone. W nocy nadciągnęły już tam oddziały piechoty i z marszu rozpoczęły forsowanie. Niemieckie dowództwo usiłowało zatrzymać na tej rubieży 65 armię, rzuciwszy przeciwko nam dopiero co przybyłe oddziały 103 brygady SS, 171 brygadę pancerną oraz l dywizję piechoty morskiej.

Paweł Batow, W marszu i w boju, Warszawa 1978.