Opublikowane przez sedina w Technika i Komunikacja.

Miasto twierdzi, że jest bliskie porozumienia z firmą, która przymierza się do kupna takiej jednostki. Zła wiadomość jest taka, że bilet do Świnoujścia może kosztować nawet 60 zł.

Wodoloty przed laty stanowiły jedną z większych atrakcji turystycznych. Z Wałów Chrobrego do Świnoujścia można się było dostać w nieco ponad godzinę – dwa razy szybciej niż pociągiem czy też samochodem. Ostatnie rejsy odbyły się w 1998 r. Dla armatora – Polsteam Żeglugi Szczecińskiej okazały się nieopłacalne.

Czy zapowiadany w czasie kampanii wyborczej przez Piotra Krzystka powrót wodolotów uda się? Na razie na jego wniosek sejmik województwa znalazł w budżecie 200 tys. zł na dopłaty do biletów ulgowych.

– Rozmawiamy z trzema firmami zainteresowanymi eksploatacją wodolotu, z jedną, która przymierza się do kupna jednostki, jesteśmy najbliżej porozumienia – mówi prezydent Krzystek.

Tę firmę reprezentuje Zbigniew Bednarski (do niedawna zarządca komisaryczny Żeglugi Szczecińskiej). Stoi za nim partner, którego jednak Bednarski nie chce na razie ujawnić. Ze względów finansowych w grę wchodzi jedynie zakup używanego wodolotu. W Europie nie ma zbyt wielkiego wyboru. Szczecinianom udało się jednak namierzyć taką jednostkę w Holandii. Liczy sobie 15 lat, mieści 122 osoby i kosztuje 375 tys. euro. Decyzja o zakupie miała zapaść jeszcze w tym tygodniu. Wczoraj jednak Zbigniew Bednarski nie miał czasu na rozmowę.

Wstępny biznesplan zakłada, że ze Szczecina do Świnoujścia byłyby cztery rejsy dziennie. I o ile cena biletów ulgowych może być przystępna (ok. 10 zł w jedną stronę) to już cena normalnych – niezbyt. Z naszych informacji wynika, że ostrożne szacunki zakładają, że było by to minimalnie 30 zł, a maksymalnie nawet 60 zł w jedną stronę. To dużo. Bo nawet w wersji optymistycznej rodzina z dwójką dzieci za podróż do Świnoujścia i z powrotem zapłaci 160 zł. Pociąg jest tu bezkonkurencyjny. Normalny bilet kosztuje bowiem 16 zł, poza tym latem PKP oferuje zwykle bilety dla rodzin w cenach promocyjnych.

A może zamiast wodolotów sprowadzić do Szczecina poduszkowiec? Pomysł pojawił się już wiele lat temu. Tego typu jednostka mogłaby teoretycznie wjeżdżać na samą plażę (ze Świnoujskiego nabrzeża na plażę idzie się pół godziny).

– Poduszkowiec ma jeszcze te przewagę nad wodolotem, że jest całosezonowy, może poruszać się także po lodzie – dodaje Tomasz Szczepanik, konstruktor niewielkich poduszkowców w warszawskim Instytucie Lotnictwa.

Jednostki tego typu z powodzeniem eksploatowane są w Wielkiej Brytanii. Największe z nich mogą pomieścić nawet 260 pasażerów i kilkadziesiąt samochodów. Ich prędkość porównywalna jest z wodolotami. Barierą jest cena. Dla porównania: dwa poduszkowce-patrolowce straży granicznej, mogące pomieścić kilkanaście osób, kosztowały 7,5 mln zł. Tyle w sumie mógłby kosztować nowy poduszkowiec-prom dla Szczecina i Świnoujścia.

– Sceptycznie podchodzę do lądowania poduszkowca na plaży w Świnoujściu – mówi Piotr Domaradzki z Inspektoratu Ochrony Wybrzeża Urzędu Morskiego. – Podmuch jednostki wywoływałby prawdziwą piaskową burzę. Musiałaby powstać cała infrastruktura, by do czegoś takiego nie dochodziło.

W Wielkiej Brytanii poduszkowce lądują na specjalnych, betonowych „posadzkach”.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 8 III 2007 r.