Opublikowane przez sedina w Architektura i Urbanistyka.

Właściciel zabytkowej baszty umieścił na niej wielkie, podświetlane litery, układające się w nazwę jego biura nieruchomości. – To szczyt głupoty – oburza się przewodnik PTTK Ryszard Kotla.

Wygląd XIV-wiecznej baszty zbulwersował szczecinian, którzy zobaczyli zabytek po zdemontowaniu otaczających go w ostatnich dniach rusztowaniach.

– Tylko jedno słowo mi się nasuwa na myśl: skandal – pisze Lazi na forum portalu miłośników dawnego Szczecina sedina.pl.

Oburzają się też forumowicze „Gazety”, którzy byli na Podzamczu.

– Teraz mamy megaobciachowy zabytek reklamowy – ironizuje Byt.

Właścicielem stojącego u stóp Zamku Książąt Pomorskich zabytku jest od 2004 r. Piotr Droński, do którego należy biuro Rent-nieruchomości-Droński. Biznesmen wyremontował mocno nadwerężony, zaniedbany i opuszczony przez lata obiekt i umieścił w nim biuro swojej firmy. Teraz postanowił wykorzystać basztę jako słup reklamowy.

Kilka dni temu na połowie obwodu budowli, w górnej części zabytku, tuż pod blankami umieszczone zostały wysokie na metr, trójwymiarowe, podświetlane litery. Układają się w napis „Rent nieruchomości Droński”. Niżej do zabytkowych murów przyczepiono równie wielkie cyfry numeru telefonu biura. Biały napis na tle czerwonej cegły widać z daleka. Rzuca się w oczy wszystkim wjeżdżającym do miasta Trasą Zamkową.

– Jestem przerażony, to szczyt głupoty – oburzył się Ryszard Kotla, znany szczeciński przewodnik PTTK. – Te litery nie powinny się tam znaleźć, nawet ze względów estetycznych, nie mówiąc już o tym, że na zabytku takie coś jest niedopuszczalne. Możemy teraz tylko wstydzić się przed turystami.

Podzamcze, na którym stoi baszta, podlega wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków. Zgodnie z przepisami, Piotr Droński powinien był przed zainstalowaniem liter poprosić o zgodę WKZ, którego biuro znajduje się zaledwie 300 m od baszty.

– W sprawie umieszczenia tego napisu nie było żadnych uzgodnień – mówi Tomasz Wolender, główny specjalista ds. zabytków z biura WKZ. – We wtorek spotykam się z panem Drońskim i będę z nim na ten temat rozmawiał.

WKZ może nakazać właścicielowi demontaż liter, a jeśli nakaz nie pomoże, skierować sprawę do sądu grodzkiego.

Sam Piotr Droński jest zdziwiony pretensjami pod jego adresem i uwagami na temat tego, co zrobił z basztą. W rozmowie z „Gazetą” stwierdził, że taka forma liter jest ogólnie przyjęta od Brukseli po Pragę dla prywatnych obiektów zabytkowych. Zaznaczył, że baszty nie kupił dla kolekcji i nie po to, by tylko na nią patrzeć. Tłumaczył, że jest to siedziba firmy, a napis o tym informuje. Nie chciał jednak autoryzować wypowiedzi. Dostaliśmy jedynie maila ze zdjęciami przedstawiającymi basztę przed remontem i szyld banku na jakimś zabytku w Niemczech.

Andrzej Kraśnicki jr, Andrzej Kulej, Gazeta Wyborcza, 26 II 2007 r.