Opublikowane przez sedina w Technika i Komunikacja.

Po 35 latach służby na ulicach Szczecina tramwaje typu 102Na przechodzą do historii.

W Szczecinie jest ich jeszcze 16, z czego 10 na chodzie. Po raz ostatni „stodwójka” wyjedzie na ulice miasta 28 lutego.

W ostatni kurs wyruszy trasą „trójki” o 22.41 z pętli na Pomorzanach do Lasku Arkońskiego. O 23.36 zjedzie do zajezdni Pogodno, gdzie zakończy erę tych wozów na ulicach naszego miasta. Wcześniej „przegub” będzie jeździł na linii 4. W niedzielę 25 lutego tramwaj pojawi się na linii 7, na której rozpoczęły się szczecińskie dzieje „stodwójek”.

Kiedy 13 grudnia 1971 r. pierwsze kremowo-czerwone „przeguby” wyjechały na ulice Szczecina, były prawdziwą sensacją. Na tle archaicznych, przedwojennych i tużpowojennych, kanciastych wagonów jawiły się jako ultranowoczesne pojazdy. Zwane były „szybkobieżnymi”, bo chociaż maksymalnie mogły rozpędzić się tylko do 55 km na godzinę, to jednak przyspieszenie było zdecydowanie bardziej efektowne niż w wozach z poprzedniej epoki.

– Czekałem na przystanku, przepuszczając stare wozy po to tylko, by doczekać się „przeguba” i przejechać nim kilka przystanków – wspomina Andrzej Jabłoński, szczecinianin, miłośnik komunikacji, wówczas licealista.

Do Szczecina w ciągu dwóch lat trafiło w sumie 30 tramwajów tego typu. Wszystkie trafiły do zajezdni Pogodno. Obsługiwały linie: 4, 7, 8, 9, a potem także 2.

Na początku lat 90. szesnaście najlepiej zachowanych egzemplarzy przeszło gruntowny remont w krakowskich Miejskich Zakładach Naprawy Tramwajów. Tramwaje miały uratować szczecińską komunikację tramwajową przed zapaścią. Wciąż bowiem opierała się ona w znacznej mierze na rozpadających się wozach typu N z lat 50. Dokupiono nawet siedem „stodwójek” z Katowic, Wrocławia, Torunia i Łodzi.

Wozy „zamieszkały” w zajezdni Niemierzyn, dysponującej fatalnym zapleczem technicznym. To odbiło się na kondycji „przegubów”, które zaczęły się rozsypywać. Dziennie na ulicach Szczecina odmawiały posłuszeństwa dwa-trzy tramwaje tego typu.

– Te wagony swoją rolę w historii odegrały, ale w ostatnich latach były już uciążliwe dla mechaników, motorniczych i pasażerów – mówi Krzysztof Turczyn, zastępca dyrektora MZK od spraw technicznych.

Faktycznie „stodwójki” są hałaśliwe, w podłodze nietrudno znaleźć dziurę zrobioną przez rdzę, a skazanie ich już kilka lat temu na „dobicie” sprawiło, że nikt nie dbał nawet o estetykę wnętrza, coraz bardziej brudnego i zdewastowanego.

Wycofanie przegubów stało się możliwe po zakupie 21 berlińskich, żółtych tatr. Nie wszystkie wozy trafią jednak na złom.

– Dyrekcja Muzeum Techniki i Komunikacji będzie mogła wybrać do swoich zbiorów jeden lub dwa najlepiej utrzymane wozy – mówi Krzysztof Turczyn. – Jeden pojazd zachowa też sobie MZK. Odrestaurujemy go, przywrócimy wygląd z czasów świetności i będziemy udostępniać na jakieś turystyczne imprezy i wycieczki.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 22 II 2007 r.