Opublikowane przez sedina w Historia.

Prowincję Pomorską w latach Republiki Weimarskiej zamieszkiwało (według stanu z maja 1927 r.) ponad 6300 osób wyznania mojżeszowego. Według majowego spisu z 1939 r. liczba Żydów i „żydowskich mieszańców” (w rozumieniu hitlerowskich ustaw norymberskich) wynosiła na Pomorzu już tylko 4877. Spadek ten był rezultatem antysemickiej polityki represji i terroru stosowanej już w pierwszych latach rządów hitlerowskich. Wybuch II wojny światowej stworzył dogodną sytuację do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Jednym z tego sposobów stały się przesiedlenia ludności żydowskiej ściśle powiązane z grabieżą dobytku.

Plany usunięcia Żydów z Pomorza przedstawił R. Heydrich na konferencji wyższych dowódców policji i SS w dniu 30 stycznia 1940 r. Zapowiedział on, że w połowie lutego 1940 r. usunie się ze Szczecina do Generalnej Guberni 1000 Żydów, których mieszkania z przyczyn natury wojennej są pilnie potrzebne. Realizacja tej zapowiedzi nastąpiła kilkanaście dni później, pod koniec pierwszej połowy lutego. Rozpoczęto od rewizji żydowskich mieszkań i rabunku mienia (żywność, mydło, lekarstwa itp.). W dniach 12 i 13 lutego nastąpiło pierwsze uderzenie. Było ono tak brutalne, że rychło dowiedziała się o nim cała Europa. 15 lutego 1940 r. korespondent duńskiego dziennika „Politiken” w szczegółowej relacji z początków tej akcji antyżydowskiej pisał:

Na specjalny rozkaz Reichsführera SS Heinricha Himmlera przeprowadzane są obecnie pierwsze deportacje z III Rzeszy, W godzinach nocnych 12 i 13 lutego 1940 r. zostali .w Szczecinie aresztowani wszyscy Żydzi, Akcją tę przeprowadziła nie tylko policja, ale uczestniczyli w niej także członkowie bojówek, SS, SA oraz przywódcy partii hitlerowskiej. Każde mieszkanie zostało obsadzone przez dwóch ludzi, którzy otrzymali równocześnie zadanie poinformowania rodzin żydowskich o tym, że jeszcze tej nocy muszą je opuścić, po czym zostaną wywiezione w nieznanym kierunku. Wolno zabrać ze sobą tylko niewielką walizkę. Całe wyposażenie mieszkania musi pozostać na miejscu; nie wolno zabierać nawet pościeli. Należy oddać cala posiadaną gotówkę i przedmioty wartościowe z wyjątkiem obrączki ślubnej i jednego zegarka. W przypadku posiadania kont bankowych, własnych domów, dóbr ziemskich itp. należy podpisać akt ich wyrzeczenia się. Nie zezwolono na zabranie artykułów żywnościowych, chociażby tylko prowiantu na podróż. Żywność pozostawiona w domach została zarekwirowana. Pomiędzy trzecia a czwartą nad ranem Żydzi razem z kobietami i dziećmi, bez względu na wiek i stan zdrowia, zostali przez bojówkarzy SS i SA wyprowadzeni z mieszkań i doprowadzeni na dworzec towarowy w Szczecinie, skąd we wczesnych godzinach rannych wyruszył transport do wschodniej Polski. Deportowani zostali także mieszkańcy obu żydowskich domów starców w Szczecinie (82 osoby). Tych, którzy nie mogli iść, na noszach zaniesiono na dworzec. W Szczecinie i okolicy deportacjami objęto dotąd ponad 1300 osób, wśród nich niemowlęta i starców.
Na zapytanie, czy w Polsce dla wysiedlanych przygotowane są miejsca zakwaterowania, SS-mani z eskorty odpowiadali: „To jest zbędne, zostaniecie wyładowani w szczerym polu i tam. pozostaniecie”. Na pytania, jak długo potrwa transport, odpowiadano: 3-4 dni. Już w Pile trzeba było usuwać z pociągu pierwsze trupy – jedną kobietę i dwoje dzieci. W najbliższych dniach nastąpią deportacje z całej Prowincji Pomorskiej. Będzie to dotyczyło dalszych 2000-3000 osób
.

Wkrótce deportacjami objęci zostali Żydzi z Piły i innych miast pomorskich. Pierwszą grupę ok. 350 Żydów z rejencji pilskiej zapędzono najpierw do obozu w Pile. Zezwolono im, po ograbieniu ze 120000 marek, na zabranie tylko pewnej ilości artykułów żywnościowych, które zresztą rychło także odebrano. Wszelkie nieliczne zresztą przejawiane przez Niemców odruchy litości były brutalnie zwalczane. Tacy ludzie, jak szczeciński garncarz Wilhelm Benz, mający odwagę głośno mówić o nieludzkim charakterze tej akcji, znaleźli się w hitlerowskim areszcie. Warunki podróży Żydów do Generalnej Guberni były tak straszne, że transport nazwano później pochodem śmierci (Stettiner Todesmarsch). Już w pierwszym transporcie zmarło 230 ludzi. Wywiezioną z Pomorza ludność żydowską ulokowano w okropnych warunkach w barakach pod Lublinem. Był to początek ostatecznej rozprawy z pomorską ludnością żydowską, która w następnych latach została wymordowana w hitlerowskich obozach śmierci. Nikt spośród wywiezionych w 1940 r. Żydów nie powrócił na teren Pomorza.

Fragment artykułu Andrzeja Czarnika Transport śmierci, „Pobrzeże” 1970, nr 12.