Opublikowane przez sedina w Pamiętniki, Wspomnienia, Reportaże.

Wczoraj

Dawny Szczecin przestał istnieć. Z dziesięciowiekowej historii miasta pozostały tylko nieliczne ocalałe dzielnice nowoczesne, liczne historyczne ruiny i legenda ustna czy pisana.

W nocach na 17 i 31 sierpnia 1944 roku dwa wielkie naloty angielskie zamieniły Stare Miasto wraz z dzielnicą portowo-handlową w perzynę. Według oceny prezydenta Szczecina inż. Zaremby, 60% miasta w tym 99% jego historycznych zabytków leży w gruzach. Spłonęły i zawaliły się najstarsze budowle Szczecina, te które skutecznie mogły świadczyć o jego niewątpliwej słowiańskości.

Zniszczony został zamek szczeciński, a wraz z nim kaplica, tak iż ślad nie pozostał po grobowcach słowiańskich książąt Szczecina – Barnimów i Bogusławów. Ród ten panował w Szczecinie aż do połowy siedemnastego wieku. Od połowy wieku siedemnastego Szczecin dwukrotnie padł ofiarą wojen. W roku 1679, gdy Szczecinem władali Szwedzi, miasto wraz z historycznymi kościołami Marii Panny, św. Piotra i Pawła oraz św. Jakuba zostało obrócone w perzynę przez Fryderyka Wilhelma ks. Brandenburskiego. Drugi raz – w roku 1944 – Szczecin padł ofiarą wojny wywołanej przez Adolfa Hitlera. Słowiańskość Szczecina starto dokładnie. Na próżno dziś szukamy w Szczecinie jej śladów.
Historyczne gruzy Szczecina powoli ulegają rozbiórce. Ocalałe dzielnice willowo-mieszkalne, są piękne przez swą zieloność i niemiecką lekkość, ale zupełnie banalne. Nie tylko słowiańskość Szczecina zmazały wojenne perypetie. W istocie przesiała istnieć i niemieckość tego miasta.

Wskutek bombardowań alianckich, a następnie zbliżającego się frontu wschodniego – uciekli z miasta niemalże wszyscy mieszkańcy. Polskie władze zastały tam w dniu 1 maja 1945 r. zamiast 300000 – zaledwie 6000 mieszkańców Niemców. Jednakże w okresie rządów administracji niemieckiej od 19 maja do 4 lipca napłynęło doń zewsząd prawie 84000 Niemców. Dziś zostało ich jeszcze 50000. Mimo iż są w większości – nie nadają miastu żadnego wyraźnego piętna swej narodowości. Jedynym, choć zanikającym śladem niemieckości, są narożne tabliczki z dawnymi nazwami ulic.

W lipcu 1945, gdy władze polskie definitywnie objęły miasto w posiadanie – Szczecin był miastem ruin. Z wojennej pożogi ocalał w zasadzie port. Nie stracił tedy Szczecin sensu swego bytu i swej odbudowy, a Polska ma istotne racje, by zacząć pisać nową kartę dziejów tego starego słowiańskiego grodu. Kartę polską.

Dzisiaj

Z dniem 4 lipca roku ubiegłego rozpoczęło się powolne dźwiganie Szczecina z gruzów. Przez długi czas jedyną instytucją państwową na terenie Szczecina był tylko Zarząd Miejski. Kolej nie dochodziła do Szczecina – nie dochodziły więc i też doń państwowe fundusze. Entuzjazm pracy starczył za kredyty, których brak jednak spowodował kolosalne zadłużenie się miasta wobec pracowników. Fakt, iż miasto ma już długi, ma deficyt i żąda kredytów, najdobitniej stwierdza, że z gruzów powstało i normalnie funkcjonuje.

W pierwszych trzech miesiącach polski Szczecin me mógł się rozwijać należycie. Zaplecze Szczecina: okręg welecki, Świnioujście oraz wschodnia część samego miasta – wciąż jeszcze podlegały administracji niemieckiej. Dopiero 4 października w ramach realizacji uchwał Konferencji Poczdamskiej ustalono linię graniczną na odcinku Świnioujście-Gryfin. Otrzymaliśmy wtedy dwukilometrowy pas zachodniego brzegu Świnioujścia, a granica Niemiec biegnie 16 km na zachód od Szczecina. Całe miasto z zapleczem znalazło się w rękach polskich.

Jak dotąd osiedliło się tu na stałe około 30000 Polaków.

30000 Polaków osiadłych, zapędziwszy do roboty 50000 jeszcze mieszkających w Szczecinie Niemców (w większości Niemek), rychło doprowadziło miasto do stanu cywilizowanej używalności.

Ulice zostały oczyszczone z gruzów.

Zburzone mosty kolejowe na Odrze odbudowano prowizorycznie tak, iż kolej dojeżdża już do centrum miasta. Uruchomiono wodociągi, kanalizację i gazownię. Tramwaje ruszyły na miasto. Pod względem handlowym – dziś może już Szczecin konkurować z każdym innym miastem polskim, poza Warszawą. Ma na ul. Bolesława Krzywoustego nawet „Medycynalną drogerię” – czym nie każdy gród może się pochlubić. Ceny prowiantów są identyczne, jak w Warszawie czy Krakowie. Chleba białego jest w bród. Trudności są tylko ze słoniną i mięsem w ogóle. Na centralnym placu Grunwaldzkim ulokował się tameczny Kercelak. Życie kwitnie.

Ciastek jest też masa – jednak bardzo niedobre. Zaraz poznać, że Szczecin „kolonizują” Poznaniacy, nie Warszawianki.

Achillesowa pięta miasta – to elektrownia. Bywają dnie, że Szczecin tonie w ciemnościach, tramwaje przestają kursować, „Kurier Szczeciński” nie ukazuje się i niemieccy sprzedawcy smętnie oblegają gmach „Czytelnika”. Przymusowa repatriacja Niemców ze Szczecina do Rzeszy w tej chwili nie odbywa się. Czeka na wiosnę i na możliwość uruchomienia ewakuacji drogą morską do strefy okupacyjnej brytyjskiej. Repatriacja indywidualna, ochotnicza jest znikoma. Niemcy zasadniczo tak długo nie chcą wyjeżdżać, aż nie nastąpi masowa repatriacja przymusowa.

Szczecin przechodzi rekonwalescencję po swych ciężkich chorobach – germanizacji i wojnie. Polskość narasta. Miasto porządnieje, co w pierwszym rzędzie zawdzięczać należy zainteresowaniu okazanemu Szczecinowi przez Ministerstwo Odbudowy, które przyznało ostatnio na odbudowę stały miesięczny kredyt w wysokości 8 milionów złotych i 5 milionów złotych jednorazowo na uporządkowanie miasta.

Szczecin zaczął żyć, Szczecin polski żyje!

Stanisław Gaworek, Szczecin – miasto nieznane, „Przekrój” 1946, nr 44 (10-16 II)