Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Moja babcia przyjechała z rodziną do Szczecina 8 września 1945 roku – miała wtedy 5 lat. Szkołę rozpoczynano wówczas od 7- go roku życia. Dzieci były kierowane do klas na podstawie wstępnych rozmów kwalifikacyjnych, gdyż mało kto miał „wojenne” świadectwa. Starsze dzieci, jak np. mój wujek, w ciągu jednego roku kończyły dwie klasy, żeby nadrobić czas stracony przez wojnę.
Moja babcia uczęszczała do szkoły nr 3 na ul. Reymonta. Do roku 1951 (aż do wysiedlenia rodzin niemieckich) w szkole tej do południa uczyły się dzieci polskie, a po południu przychodziły na lekcje dzieci niemieckie i ich nauczyciele.

Kadra nauczycielska pochodziła w dużej mierze ze Wschodu, a także była ściągana z innych regionów Polski. Klasy były bardzo przepełnione, liczyły nawet po 40 dzieci.

Wszyscy, ze względu na panującą gruźlicę, obowiązkowo wypijali codziennie w szkolę łyżkę tranu. Okresowo były też prowadzone „akcje”, podczas których, na przerwach, dzieci dostawały kubek gorącego mleka. W szkołach wydawano obiady i chociaż były one odpłatne – to bardzo symbolicznie, by wszystkich było na nie stać. Również letnie kolonie były bardzo tanie i korzystało z nich prawie 90% dzieci.

W szkole była świetlica. Nauczyciele zostawali codziennie po lekcjach i odrabiali z uczniami zadania domowe, a także pomagali słabszym uczniom. Zajęcia te trwały nawet do godziny 18. Chodziło o to, by dzieci nie biegały po ulicach, gdzie było pełno gruzów i niebezpiecznych miejsc.

Podstawówka trwała 7 lat. Szkoła była bardzo upolityczniona. Od piątej klasy obowiązywał język rosyjski. Było też bardzo dużo obowiązkowych akademii związanych z uroczystościami państwowymi i obowiązkowy pochód 1 Maja.

Po wojnie powstała organizacja „Służba Polsce”. Młodzież wyjeżdżała na różne akcje, np. odbudowywania Warszawy.



Młodzi chłopcy podnoszą z gruzów ruiny polskich miast


W 1963 szkoły podstawowe przedłużono o rok – wprowadzono osiem klas. Istniało też bardzo dużo różnych szkół średnich. Moja babcia poszła do Liceum Pedagogicznego. W Szczecinie były takie dwa licea: I – na Wielkopolskiej i II – na Tarczyńskiego.


Liceum Pedagogiczne nr II – klasa maturalna (1960 rok)


Licea pedagogiczne przygotowywały kadry nauczycielskie. Początkowo, tuż po wojnie, ze względu na brak nauczycieli liceum trwało tylko trzy lata, a później cztery lata, natomiast moja babcia uczyła się już pięć lat!

W liceum babcia miała aż 24 przedmioty. Później, już pracując, dokształcała się na różnych kursach: w Studium Nauczycielskim, w Instytucie kształcenia Nauczycieli i na Wyższej Szkole Pedagogicznej.

W roku 1960 babcia rozpoczęła pracę jako nauczyciel języka polskiego, w Szkole Podstawowej nr 32, przy ul. Siemiradzkiego (przed wojną budynek ten pełnił funkcję klasztoru kobiecego, a później były w nim koszary wojskowe).


Jedna z klas, w której babcia prowadziła lekcje (1968/69)


Konferencja klasyfikacyjna (1968 rok)


W latach powojennych obowiązywał nakaz pracy i nauczyciele dostawali takie nakazy do określonych placówek i tam musieli pracować. Etat wynosił wtedy 28 godzin tygodniowo. Każdy nauczyciel musiał być do dyspozycji dyrektora szkoły przez 2 godziny w tygodniu. Najczęściej chodził wtedy na zastępstwa za nieobecnych. Poza tym każdy musiał obowiązkowo prowadzić jakieś zajęcia pozalekcyjne.

Podręczniki były przydzielane szkołom odgórnie i rozdawano je poszczególnym klasom. Na koniec roku dzieci „zdawały” (oddawały) podręczniki następnym użytkownikom – swoim młodszym kolegom.

Bardzo często nauczyciele sami musieli przygotowywać różne pomoce naukowe.

Początkowo do szkoły przyjeżdżało kino objazdowe. Wtedy dzieci zbierały się w auli, by wspólnie obejrzeć film. Później szkoły pozakupywały projektory i filmy wypożyczano.

Mimo wielu braków wszyscy byli bardzo zżyci. Nauczyciele bardzo często wyjeżdżali z klasami na wycieczki, brali udział w wykopkach (obowiązkowe prace). Obowiązywał też nakaz chodzenia z dziećmi do filharmonii.

W szkołach obowiązywały programy nauczania, była cenzura, a także częste kontrole. Wiele faktów historycznych było utajnionych i nie wolno było o nich mówić. Często nauczyciele musieli przekazywać uczniom fałszywe informacje historyczne i bieżące.

Nisko opłacana kadra była honorowana różnymi odznaczeniami. Moja babcia dostała między innymi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Babcia, mimo ciężkich czasów, w których przyszło jej uczyć, wspomina mile tamte lata, a największą przyjemność sprawiają jej pozdrowienia wciąż przesyłane od byłych uczniów.

Konrad Dembowski kl. VI d, SP 74 w Szczecinie

Opiekun: Anna Witkowska