Opublikowane przez sedina w Technika i Komunikacja.

– To nie nasza wina – zapewnia Szczecińska Stocznia Remontowa „Gryfia”, komentując zatonięcie wyremontowanego w doku tej firmy byłego, radzieckiego okrętu podwodnego.

O tej nietypowej historii z sowieckim okrętem i królem Tajlandii w tle informowaliśmy we wczorajszej „Gazecie”. Okręt-muzeum S-194 z 1957 r. zatonął w poniedziałek u wybrzeży Danii wkrótce po wyremontowaniu go w Gryfii. Jednostka holowana była do Tajlandii, gdzie w połowie maja miała uświetnić 80. urodziny tamtejszego króla. Właściciel – tajlandzki biznesmen Jesada Dejsakulrit kupił okręt w Szwecji, gdzie w latach 90. S-194 był turystyczną atrakcją.

– Skorodowane poszycie wymieniliśmy na nowe, stosując blachy takiej samej grubości – zapewnia prezes Gryfii Edward Stachoń.

Według kmdr Jarosława Miłowskiego, szefa oddziału operacji morskich w dowództwie operacyjnym, właśnie zastosowanie niewłaściwych blach mogłoby doprowadzić do utraty stateczności i w konsekwencji zatonięcia okrętu. Stoczniowcy nie mają jednak pojęcia, dlaczego jednostka poszła na dno.

– Stocznia nie była upoważniona do dokonywania jakichkolwiek badań i prób oceniających stan konstrukcji kadłuba i systemów okrętu – wyjaśnia prezes Stachoń.

Powodem katastrofy mógł być też zły sposób holowania (według komandora okręty podwodne należy holować nie za rufą, ale przy burcie statku).

Właściciel S-194, który dwie godziny po wypadku powiadomił o zdarzeniu stocznię, nie zgłaszał pretensji. Z naszych informacji wynika, że będzie chciał wydobyć zatopiony okręt.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 7 II 2007 r.