Opublikowane przez sedina w Szczecinianie.

Wokół profesora Tadeusza Dominika narosło wiele mitów i legend, tak zresztą bywa zawsze z postaciami nieszablonowymi, wyrastającymi ponad przeciętność.

Urodził się 7 listopada 1909 r. w stolicy Kujaw – Włocławku. Jego ojciec nauczał sztuki rzeźbienia w tamtejszej szkole rzemieślniczej. Uzyskawszy w 1928 r. świadectwo dojrzałości w Gimnazjum Państwowym Ziemi Kujawskiej, rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Poznańskiego. Studia ukończył w 1932 r., uzyskując dyplom magistra filozofii z zakresu botaniki. Już po drugim roku studiów Tadeusz Dominik podjął działalność naukową, został młodszym asystentem w Zakładzie Botaniki Ogólnej Uniwersytetu Poznańskiego, kierowanym przez profesora Adama Wodziczkę. Tu też w 1936 r. obronił pracę doktorską „Badania nad mikoryzą niektórych obcych drzew iglastych aklimatyzowanych w Polsce”, uzyskując tytuł doktora nauk ścisłych z zakresu botaniki. Rok później rozpoczął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym swej Alma Mater.


W latach wojny przerwał działalność naukową. Pracował jako pomocnik leśniczego w Szymonkach pod Rawiczem, następnie jako leśniczy w Garten und Friedenhofsamt. W 1943 r. został aresztowany przez gestapo i uwięziony w Forcie VII.

Po zakończeniu wojny Tadeusz Dominik kontynuował pracę naukową. Dużo czasu pochłaniały mu działania organizatorskie: zabezpieczenie przed rozgrabieniem mienia Uniwersytetu Poznańskiego, pomoc lekarska dla pracowników uniwersyteckich i ich rodzin, organizowanie Politechniki Poznańskiej. Jednocześnie współredagował wydawane w Poznaniu czasopismo „Przegląd Leśniczy”, współtworzył plan rozmieszczenia lasów w Wielkopolsce.

Związki Tadeusza Dominika ze Szczecinem datują się już od 1945 r. Do grodu Gryfa przybył wraz z niewielką grupą przedstawicieli administracji polskiej: był jednym z bliskich współpracowników profesora Piotra Zaremby, pierwszego prezydenta miasta Szczecina. Pełnił funkcję sekretarza generalnego Regionalnej Komisji dla Zalesień i Zadrzewień Pomorza Zachodniego, był delegatem Państwowej Rady Ochrony Przyrody Pomorza Zachodniego oraz pierwszym kierownikiem lasów komunalnych miasta Szczecina.

Działalność ściśle naukową prowadził jako adiunkt w Zakładzie Botaniki Ogólnej Uniwersytetu Poznańskiego.

W czerwcu 1948 r. trafił do Wrocławia, gdzie podjął pracę naukową i dydaktyczną w Zakładzie Fitopatologii i Ochrony Roślin Uniwersytetu i Politechniki. Od 1952 r. kierował Zakładem Fitopatologii Wyższej Szkoły Rolniczej. Rok wcześniej obronił pracę habilitacyjną „Badania mikotrofizmu dzikich grusz na terenie Polski z uwzględnieniem warunków bioekologićznych”. Habilitacja nie została jednak zatwierdzona przez władze centralne z przyczyn pozanaukowych. Od listopada 1954 r. kierował Zakładem Mikrobiologii Leśnej w Kuźni Nieborowskiej nie opodal Gliwic. Był to okres bardzo intensywnych badań naukowych.

W 1955 r. nadano Tadeuszowi Dominikowi tytuł profesora nadzwyczajnego, zaś w 1961 r. profesora zwyczajnego.

Do Szczecina na stałe przeniósł się w 1956 r. Objął tu stanowisko kierownika Katedry Ochrony Roślin. Funkcję tę pełnił aż do przejścia na emeryturę, czyli do 1980 r. Równocześnie był dyrektorem i wicedyrektorem instytutów: Biologii Roślin oraz Ekologii i Ochrony Środowiska, przez kilka lat pełnił także funkcję kuratora Katedry Chemii i Mikrobiologii Roślinnej.

Profesor koncentrował swoje badania głównie na zagadnieniach mikrotrofizmu roślin. Jego prace o symbiozie grzybów z roślinami wyższymi przyniosły mu światowy rozgłos. Można stwierdzić, iż stał się twórcą polskiej szkoły mikoryzowej znanej szeroko w świecie. Zwolennicy tejże szkoły i sam profesor nadawali ton wszelkim obradom naukowym poświęconym zagadnieniom mikoryzy. Mając wykształcenie przyrodnicze i leśne mógł z wielką swobodą rozpatrywać zagadnienie mikoryz w ujęciu ekologicznym, czyli w sposób rzadko spotykany, bowiem badacze z reguły koncentrowali się na analizowaniu, hodowaniu oraz łączeniu roślin i grzybów jedynie w warunkach laboratoryjnych. Profesor Dominik sformułował hipotezę, że mikotrofizm danego gatunku jest zmienny w zależności od warunków glebowych. Hipotezę tę potwierdził licznymi badaniami.

Jego spuścizna obejmuje ponad dwieście prac naukowych – pierwsza z nich została wydana już w 1933 r.

Wiele spośród jego prac zostało przetłumaczonych na języki obce. Profesor opisał trzydzieści nowych gatunków i odmian grzybów oraz dziewięć nowych kombinacji nomenkleforycznych.

Zapewne wiele jego dokonań naukowych nie byłoby możliwych, gdyby nie szczególny talent rysowniczy i fotograficzny. Fotografie prof. Dominika stanowią w swoim rodzaju niedościgły wzór i wspaniałe pomoce naukowe.

Miał również wspaniały dar przekazywania wiedzy. Jego wykłady cieszyły się wielką popularnością wśród studentów. Przy tym zawsze przed rozpoczęciem kursu zaznaczał, że chętnie widzi na swoich wykładach tylko tych, których dana dziedzina naprawdę interesuje: nieuczęszczanie na wykłady nigdy nie spotykało się z sankcją w postaci nieprzychylnego traktowania w czasie egzaminu. Profesor, prowadząc wykłady z dziedziny, gdzie pomoce naukowe, takie jak: plansze, preparaty są wręcz niezbędne, miał w zwyczaju obywać się bez tych akcesoriów. Wszystko to doskonale rekompensował tablicą, kredą i swoimi zdolnościami rysowniczymi. Pamiętający profesora zawsze wspominają o jego poczuciu humoru. Zdarzyło się na przykład – w czasach kiedy Szczecin dotkliwie cierpiał na brak miejsc hotelowych, a uczeni pragnący doskonalić swoją wiedzę jeździli po kraju za własne pieniądze – że profesor kazał urządzić niewielki pokój gościnny dla tych, którzy zawitali po poradę czy na konsultację. W pokoiku ustawiono mały tapczan i zakupiona została poduszka. Oczywiście księgowość nie umiała rozliczyć takiego rachunku, bowiem poduszka nie mieściła się ani w rubryce „cele dydaktyczne”, ani „cele naukowe”. Wówczas to profesor opisał rachunek w ten mniej więcej sposób: Poduszka zakupiona została w celu spania, w zależności od potrzeb, naukowych lub dydaktycznych.

Był Tadeusz Dominik nieprzejednanym wrogiem palaczy tytoniu. Palacz zostawał bezwzględnie „skreślony”. Bywało, że odsyłał kandydatów na studia magisterskie tylko z powodu uprawianego przez nich nałogu. Nie było rzeczą możliwą, aby palił tytoń ktoś z jego pracowników. Jeśli nawet ktoś taki się zdarzył, to uprawiał swój nałóg w najgłębszej tajemnicy.

Nigdy nie pozwolił zainstalować u siebie w gabinecie telefonu. Przy tym jednak nie zdarzyło się, aby ktoś, kto przyszedł do profesora usłyszał, że ma przyjść później; cokolwiek profesor robił w danej chwili, rzucał natychmiast i zajmował się gościem tak długo, jak było to konieczne. Jeśli ktoś potrzebował ekspertyzy, porady naukowej mógł zawsze liczyć na profesora, przy tym nigdy nie przyszło profesorowi do głowy, aby za pracę specjalistyczną, jaką niewątpliwie jest ekspertyza, żądać honorarium.

Umiał sobie doskonale zorganizować pracę. Twierdził, że człowiek nie powinien w ciągu doby pracować intelektualnie dłużej niż cztery godziny. Jeśli będzie to czas dobrze zorganizowany i dostatecznie intensywnie spożytkowany, przyniesie wystarczające efekty – sądząc po dorobku profesora jest to twierdzenie sprawdzone.

W domowym zaciszu oddawał się sztuce malarskiej – była to jego druga życiowa pasja.

W okresie kiedy wszyscy popadli w ślepy zachwyt nad chemicznymi środkami ochrony roślin, kiedy miarą postępu była ilość wysypanego DDT, profesor opublikował pracą: „Chemizacja rolnictwa – problemy z nią związane, niebezpieczeństwo zmian biocenotycznych, wskazówki do badań”. Było to w 1956 r. i upłynęło wiele lat, nim zaczęto zważać na ostrzeżenia profesora.

Był wieloletnim członkiem Polskiego Towarzystwa Botanicznego, Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Mikołaja Kopernika, Szczecińskiego Towarzystwa Naukowego oraz Amerykańskiego Towarzystwa Mikologicznego.

Tadeusz Dominik zmarł 7 listopada 1980 r., w niespełna miesiąc po przejściu na emeryturę. Pochowany został na cmentarzu Centralnym w Szczecinie. Jego mogiła znajduje się nie opodal bramy głównej.

O tym jak wielkim poważaniem i szacunkiem cieszył się, niech świadczy fakt, że aulę główną Wydziału Rolniczego Akademii Rolniczej w Szczecinie nazwano jego imieniem. Wmurowana też została tablica pamiątkowa.

Ma też swój żywy pomnik. Leżącemu tuż pod Szczecinem rezerwatowi przyrody „Bukowe-Zdroje” nadano imię profesora Tadeusza Dominika.

Grzegorz Matz, Tadeusz Dominik 1909 – 1980. Twórca Polskiej Szkoły Mikoryzowej, [w:] Ku Słońcu 125. Księga z miasta umarłych, pod red. M. Czarnieckiego, Szczecin 1987.