Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

W szczecińskich szkołach (w PRL-u) przede wszystkim obowiązywały mundurki. Były one szyte z podszewek (czarnych lub granatowych), do tego kołnierzyk oraz tarcza szkoły, która obowiązywała zarówno na mundurkach jak i na odzieży wierzchniej (kurtka, płaszcz itp.). Na studiach dodatkowo były jeszcze czapki „kaszkietówki” – każda uczelnia miała swój własny kolor.
Woźny nie wpuszczał do szkoły jeżeli nie było się umundurowanym. Dzięki temu można było zapobiec kręceniu się po szkole osobników spoza szkoły.

Nie wolno było się malować, tapirować oraz nosić biżuterii (z wyjątkiem zegarka). Ówczesne wyposażenie uczniowskie było nieco inne od dzisiejszego. Uczniowie w swoich tornistrach nosili drewniane piórniki, w których trzymali m.in. pióra na stalówki i kałamarze. W ławkach były dziury, do których taki kałamarz można było wygodnie włożyć.

W młodszych klasach odbywały się lekcje kaligrafii – na których uczono sztuki ładnego pisania piórem. Każdy miał także liczydło, którym posługiwano się bardzo długo – aż do wprowadzenia kalkulatorów. Książki – nie było ich w tylu wydaniach, co obecnie. Nie było obawy, że po starszym bracie nie będą pasowały. Cena nowych się nie zmieniła. Jak ktoś chciał kupić trochę taniej – mógł to zrobić na szkolnej wyprzedaży, która odbywała się pod koniec roku szkolnego.

Jeśli chodzi o prowiant, to czas PRL’u pod tym względem był bardzo ciężki – tym bardziej tuż po II wojnie światowej w Szczecinie. Niektórzy przynosili do szkoły tylko suchy chleb posypany cukrem!!!! Zimą każdy dostawał od szkoły kubek gorącego mleka.

Temat przerw niezbyt różni się od dzisiejszego. W młodszych klasach nauczyciel bawił się z dziećmi, dawał im różne skakanki, piłki do zabawy itp. W starszych klasach wychodziło się na dwór, spacerowało po korytarzu i plotkowało. Na studiach… – no cóż… wychodziło się do toalety na papierosa.

Lekcje przebiegały nieco dramatyczniej niż obecnie. Podczas lekcji nauczyciel był – jak to sformułowała moja babcia – „carem i bogiem we wszechświecie”. Nie wolno było – co w dzisiejszych czasach często się zdarza – go znieważać. Stosowano kary, począwszy od klęczenia na grochu, a skończywszy na wydaleniu ze szkoły.

W czasie PRL’u w szkołach nie było religii, ani krzyży na ścianach. Na ich miejscu wisieli pierwsi sekretarze (np. Gomółka lub Cyrenkiewicz). Dużą wagę przywiązywano do wykształcenia patriotycznego. Mocno rozpowszechnione były prace społeczne, a 6-ste i 7-dme klasy jeździły na wykopki. Obowiązkowe było też uczestnictwo w pochodach 1-majowych. Oczywiście, jeśli ktoś był chory, to mógł przynieść zwolnienie lekarskie (ale wypisanych przez rodziców nie uznawano).

Języki obce: w szkołach uczono tylko i wyłącznie języka rosyjskiego, który był obowiązkowy od 5-tej klasy szkoły podstawowej. Jeżeli ktoś chciał uczyć się „zachodniego”, np. angielskiego, to musiał brać lekcje prywatne (były bardzo drogie i nie każdego było na nie stać).

Dbano o rozwój kulturalny. Jeśli jakaś lektura była wystawiana w teatrze, to szkoła prędko kupowała bilety i posyłała tam uczniów. Bez względu na wiek wszyscy szli zobaczyć np. „Wesele Wyspiańskiego” czy „Anię z Zielonego Wzgórza”.

Podstawówki były 8-letnie. Nie było gimnazjów. Po ukończeniu szkoły podstawowej szło się do 3-letniej „zawodówki”, a lepsi do 4-o letniego liceum ogólnokształcącego (po nim szło się na studia) lub do technikum (po jego skończeniu – od razu się pracowało).

Na koniec podstawówki trzeba było napisać egzamin (wstępny do szkoły średniej). Po ukończeniu szkoły średniej (liceum lub technikum) była matura. Jeśli jej się nie zdało, to powtarzało się rok. Dopiero później wprowadzili świadectwa ukończenia szkoły średniej bez matury (można było zacząć pracować lub iść do szkoły pomaturalnej). Tak czy inaczej, jeśli matury się nie zdało, to na studia się nie dostało.

Wszystkie bale maturalne czy studniówki odbywały się na sali gimnastycznej, a nie w lokalach…

Oprócz matury były egzaminy wstępne na studia – czyli dwa egzaminy po ukończeniu liceum! Bardzo ciężko było dostać się na studia – bywało nawet 1000 osób na 40 miejsc. Trzeba było być naprawdę wybitnym lub mieć znajomości.
Nie było takiego wyboru kierunków jak teraz. Studia odbywały się w dzień. Nie istniały takie jak teraz – nocne czy weekendowe.

Można by tak długo wymieniać różnice. Ogólnie szkoła, jaką mamy obecnie, jest o wiele lepsza, niż ta w PRL’u, na ziemi szczecińskiej. Cieszmy się naszymi szkołami!

Joanna Roman, kl. VI, SP 74
Opiekun: Anna Witkowska
Opowiadała: babcia autorki – Helena Jurgiewicz