Życie codzienne w dawnym Szczecinie

Skrót ”PRL” oznacza „Polska Rzeczpospolita Ludowa”. Czasy PRL-u przypadają na lata 1945–1989. Jest to okres, w którym życie nie było zbyt łatwe – patrząc oczami mojej mamy, która urodziła się w Szczecinie i zawsze tu mieszkała.
Jest to miasto, które niewiele ewoluowało na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Szczecin, ze względu na swoje historyczne dzieje, należał do państwa polskiego przez około 300 lat (w całej historii). Zawsze był kulturowo związany z państwem niemieckim.

Po wojnie jego przynależność do Polski wahała się przez kilkanaście lat. W tym powojennym czasie ze Szczecina wywieziono wiele cennych zabytkowych pomników, jak choćby pomnik Colleoniego, który powrócił do nas kilka lat temu i zajął miejsce na placu Lotników, czy pomnik Sediny, będący ozdobą bramy portowej, który zaginął bez wieści. Po wojnie rozebrano w Szczecinie budynek teatru z obrotową sceną, mieszczący się przy dzisiejszym placu Solidarności, który miał zaledwie uszkodzony dach, a cegły rozbiórkowe wywieziono na odbudowę stolicy.

W czasach powojennych na ziemie zachodnie wyprawiali się szabrownicy, którzy łupili pozostawiony tu przez ludność niemiecką dobytek i wywozili z miasta wszystkie co cenniejsze rzeczy. Kres temu procederowi położyło zasiedlanie tych ziem ludnością – głównie wysiedlaną z naszych ówczesnych kresów wschodnich, tj. dzisiejszych terenów Wilna i Lwowa. W 60% ludnością zamieszkującą terytorium Szczecina i okolic byli przesiedleńcy (repatrianci), głównie ludność chłopska o obcych kulturowo zwyczajach, przymusowo wysiedlona przez władze radzieckie z terenów dzisiejszej Litwy, Ukrainy i Białorusi.
Szczecin, wraz z Pomorzem Zachodnim, jest do dnia dzisiejszego traktowany przez ludność niemiecką, zwłaszcza to pokolenie, które przeżyło wojnę – jako ich ziemie utracone. Patrzą na nie z takim samym sentymentem, z jakim my dziś spoglądamy na nasze byłe kresy wschodnie: Wilno i Lwów.

Szczecin jest miastem zaprojektowanym przez niemieckich architektów, którego centrum ma gwiaździsty układ ulic, wzorowany na układzie Paryża. Miało to być miasto rekreacyjne, gdzie tereny dzisiejszego prawobrzeża miały być terenami zieleni. W latach 80-tych miasto zaczęło się rozbudowywać, głównie w kierunku Prawobrzeża, gdzie powstały duże osiedla, tj. Słoneczne, Majowe, Bukowe czy Kasztanowe, które w przeciągu kilku lat stały się największymi „sypialniami” Szczecina. Wcześniej był to teren słabo zaludniony, zamieszkały głównie przez ludność osiedleńczą, osiadłą w domach pozostawionych jeszcze przez ludność niemiecką.
Komunikacja była tu bardzo kiepska. Zaledwie kilka razy dziennie jeździło kilka autobusów, które dowoziły pasażerów tylko do Basenu Górniczego, skąd dalej jechało się do centrum miasta – tylko tramwajem linii nr 7 i 8.

Do czasu, gdy na Prawobrzeżu nie zaczęły się budować osiedla, było tu bardzo mało sklepów – do najbliższego spożywczego trzeba było iść 1,5 km. Podobnie było ze szkołami czy choćby kioskami RUCH-u, gdzie stało się w długich kolejkach, aby kupić „Kurier Szczeciński”.

Na czas szkolny mojej mamy przypadają lata stanu wojennego, związane z godziną policyjną, obowiązującą od 22.00 do 6.00 rano, patrolami wojskowymi na ulicach, kontrolą ludności cywilnej i kilkuletnią obecnością kartek reglamentujących ilość żywności, słodyczy, papierosów, alkoholu i środków czystości.
Był to czas przeogromnych braków wszelkich artykułów w sklepach i niekończących się kolejek. Po odstaniu w kolejce – w sklepie kupowało się to wszystko, co było wydzielone przez sprzedawczynię, bez względu na to, czy było potrzebne. Dlatego kwitł w tamtych czasach „czarny rynek”, zlokalizowany głównie na bazarach, z czego najsłynniejszym było targowisko Turzyn, gdzie można było kupić wszystko od straganiarzy, z reguły za mocno wygórowaną cenę i poza „obrotem kartkowym”.

Modną odzież można było kupić również tylko na bazarach (z tzw. paczek zagranicznych) lub rodzimej produkcji – w powstających w tamtych czasach butikach. Aby kupić dżinsy, należało odstać w kolejce, w sklepie fabrycznym zakładów odzieżowych „Odra”. Co majętniejsi, lub mający ojców marynarzy, mogli robić zakupy za dewizy w sklepach „Pewex”, które sprzedawały odzież, alkohol, papierosy, sprzęt grający, telewizory i bardzo pożądane przez młodzież kasety magnetofonowe. Średnio za 1 $ można było kupić dobrą kasetę magnetofonową. Alternatywą były kasety ze szczecińskiej firmy „Wiskord”.

W latach osiemdziesiątych telewizja emitowała tylko dwa programy: jedynkę i dwójkę. Bajki dla dzieci były tylko w ramach 10-minutowej „Dobranocki” oraz czwartkowego programu „Zwierzyniec” (z kreskówką Huckelberry). W niedzielę przed południem był program z kreskówkami Walta Disneya, które były absolutnym cudem wśród bajek i których oglądania „pilnowali” wszyscy. W niedzielny wieczór emitowano „Pszczółkę Maję”, którą tylko niektórzy mogli oglądać na kolorowych telewizorach marki Rubin (bez pilota).

Tomasz Bartos, kl. VI SP 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pamiętać Szczecin. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Życie codzienne w dawnym Szczecinie

  1. Ajo_58 pisze:

    W swojej historii Szczecin nigdy przez 300 lat nie był polski.Autor myli przynaleznosc miasta do Pomorza( niepodległego państwa)z przynależnoscia do Polski.To nie to samo!

Możliwość komentowania jest wyłączona.